czwartek, 31 grudnia 2015

Podsumowanie 2015 roku

Mija kolejny rok. Kolejny pokręcony rok. Z mnóstwem zawirowań, ale kończący się raczej długa prostą, chwilą oddechu, zasłużonym spokojem. Wreszcie :) Co więc się udało, a co nie?

Motocyklowo to było bardzo dobre 12 miesięcy, które kończę z wynikiem 30784 przejechanych kilometrów (prawie 8 tyś na Kostku i prawie 23 tyś na Olivierze).
- Projekt Afryka Zachodnia - Przez Wagadugu 2015 czyli Ruda na Czarnym Lądzie wypalił znakomicie. Co prawda, nie udało się dojechać to Togo, Beninu ani Ghany, ale przygoda była i tak fantastyczna i wystarczająca na zaspokojenie afrykańskiego apetytu, przynajmniej na jakiś czas,
- po raz kolejny pośmigałam po alpejskich przełęczach, 
- byłam w Rumunii :) Nie mogę powiedzieć, że ją zwiedziłam, bo nie było ani czasu ani pogody, żeby to stwierdzenie było prawdziwe, ale byłam. I pewnie kiedyś tam wrócę "dokończyć dzieła".

sobota, 14 listopada 2015

Rumunia i coś jeszcze - Epilog

Część rumuńska.

Udało się! Ale nie do końca. W końcu "byłam" w Rumunii, ale wiem, że wyjazd muszę powtórzyć, bo pogoda uniemożliwiła czerpanie przyjemności z pobytu tam i jazdy tamtejszymi trasami.
Rzeczywiście, poza męczącymi drogami głównymi, Rumunia może być naprawdę fajnym miejscem do pojeżdżenia na moto, z pięknymi widokami i innymi atrakcjami. Niestety - po taką fotkę jaką zamieściłam w prologu, która byłaby mojego autorstwa, muszę się tu wybrać jeszcze raz. Na spokojnie, na dłużej.


Część czarno-Górska ;)

Lubię tu bywać. Szkoda, że ciągle był niedoczas. W sumie mogłam zostać jeszcze parę dni, ale jakoś przestałam mieć na to ochotę w pewnym momencie. Nie wiem czemu nawet. Czyżbym się przesyciła? Z jednej strony mogę tu wracać w nieskończoność, z drugiej- co jeszcze może mnie tu powalić na kolana. Pewnie są takie miejsca. Dlatego - jeszcze tu wrócę.

piątek, 13 listopada 2015

Rumunia i coś jeszcze - Dzień 6 i 7 - (Nie) doBrnęliśmy

15 września 2015 - wtorek

Kolejność jest dzisiaj odwrócona - najpierw wyjeżdżamy, potem jemy śniadanie. Zanim wyjedziemy, musimy się zebrać, a to chwilę trwa. Olivier wparkowany jest w najdalszy kąt garażu, więc muszę poczekać na wszystkich aż wyprowadzą swoje maszyny. Podczas gdy czekamy na ostatnich maruderów, dzwonię do firmy kurierskiej - dostałam kilka powiadomień, że mnie nie zastali, a mają dla mnie przesyłkę. Kilka minut czekam na połączenie. Gdy po drugiej stronie odzywa się damski głos przedstawiam się, jak to zwykle mam w zwyczaju, ale wymawiając słowa sama się dziwię, dlaczego akurat te: "Dzień dobry, Agata Dudek z tej strony..." Dudek... tak nie przedstawiam się od... 2005 roku... Co jest? Dlaczego to powiedziałam? Krótko relacjonuję w czym sprawa i ustalam dogodną dla siebie datę dostarczenia przesyłki... Pytanie "dlaczego tak się przedstawiłam" nie opuszcza mojej głowy...

niedziela, 1 listopada 2015

Rumunia i coś jeszcze - Dzień 5 - Mało Pivy(a)

14 września 2015 - poniedziałek

Chcemy wyjechać wcześnie. Niestety śniadanie ma sporą obsuwę czasową. Kolejne opóźnienie powstaje w wyniku szukania i rezerwacji hotelu w Dubrowniku, gdzie chcemy dzisiaj dojechać.

W końcu ruszamy, ale nie docieramy zbyt daleko - czterdzieści kilometrów dalej stajemy na kawkę i podziwianie okolicy przy moście na Tarze.

Pogoda wreszcie jest piękna, można bez przeszkód napawać się tym wszystkim, co dookoła. Ostatnio nie miałam tu tyle szczęścia do słonka :)

środa, 28 października 2015

Rumunia i coś jeszcze - Dzień 4 - Mordy

13 września 2015 - niedziela

Budzik dzwoni o 6 rano. Dobrze mi i wcale nie chce mi się wstawać, więc "dosypiam" do 6:30. O 7:00 jestem w sali śniadaniowej, ale jest taki tłum (tzn z 5 osób, ale to i tak za dużo jak na to pomieszczenie), że nie znajduję sobie miejsca więc odpuszczam. Po 5 minutach próbuje ponownie i szybko wciągam śniadanie. Na tyle szybko, że o 7:15 jestem w garażu, na miejscu zbiórki. Niestety nie wszyscy są, więc wyjazd następuje dopiero trzy kwadranse później...

Na podbój Czarnogóry ruszamy dziesięcioosobową grupą. Prowadzi Ola. Tempo jest sprawne, na ile pozwala mgła, ziąb i niskie chmury. Droga jest nudna, choć bywają chwile natychmiastowego otrzeźwienia i przypływu adrenaliny, jak ten, kiedy Ola wyprzedza i w trakcie manewru wyrasta przed nią jak spod ziemi autokar... całkowicie niewidoczny wcześniej we mgle i do tego jadący bez świateł.... było blisko...

wtorek, 13 października 2015

Rumunia i coś jeszcze - Dzień 3 - Drakula i Transfăgărășan... podobno

foto: motoszkola.pl
12 września 2015 - sobota

Brr... trzeba wstawać. Dalej jest chłodno, wilgotno i w ogóle nic nie zachęca, żeby wyjść spod kołdry. Trzeba się jednak zwlec na śniadanie. Ubieram się w lekko wilgotne cywilne ciuchy - to, co wczoraj było jeszcze względnie suche przez noc naciągnęło wilgoci z tego, co było totalnie mokre. Na korytarzu jest jeszcze zimniej, więc szybko przemykam do sali gdzie mamy śniadanie. Ładuję trochę białka na talerz, łapię średnio ciepłą kawę i niczym room service (rum serwis?) dostarczam komu tam nie chciało się wstać. Wracam, ładuję kolejną porcję, tym razem na swój talerz. Ser wygląda smakowicie, ale okazuje się cholernie słony, więc nie dojadam. Rafał ma przemowę, lekko przerywaną przez Panią Gospodynię. W telewizorni leci prognoza pogody - jest fajnie, ale nie tam, gdzie my jesteśmy. Ustalamy plan, dojadamy śniadanie, staramy się jakoś poprawić grupowe morale, bo lekko nie jest.

niedziela, 20 września 2015

Rumunia i coś jeszcze - Dzień 2 - Transalpina... podobno

11 września 2015 - piątek

Nie jest dobrze. Pada i jest szaro-buro. Pułap chmur jest tak niski, ze w górach będzie jedno wielkie mleko. Hotel, w którym nocujemy nie ma dużej sali czy stołówki, więc śniadanie jest roznoszone do pokoi, wg wczorajszych ustaleń kto je w pokoju, a kto w maleńkiej jadalni. Pomimo wybrania pierwszej opcji, śniadanie nie dociera do pokoju nr 5, więc gdzieś tam dosiadam się do stolika wyglądającego jak wielka taca. Śniadanie to dwa jajka sadzone, chleb i sałatka z pomidorów (szkoda, że jej tak mało, bo warzywa są bardzo smaczne). Do tego sok pomarańczowy i kawka/herbatka. Można jechać. Buźka na hotelowych schodach dodaje nieco optymizmu.

czwartek, 17 września 2015

Rumunia i coś jeszcze - Dzień 1 - Witamy w Rumunii

10 września 2015 - czwartek

Nie do końca wiem, jak  "ugryźć" tę relację. Z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy jest bardziej techniczny, drugi osobisty, a i parę innych pewnie też by się znalazło. No dobra, coś trzeba napisać, reszta wyjdzie w praniu.

Wszystko jest zapakowane dzień wczesniej, waluta zakupiona, trasa dojazdu wyznaczona. Rano nie trzeba się spinać. Na zlot mam z Krakowa stosunkowo blisko - Cluj-Napoka to nieco ponad 600 km, więc spokojnie do zrobienia w jeden przyzwoity dzień jazdy. Z Krakowa jadę w dwuosobowej grupie, choć były opcje połączenia sił z innymi zmierzającymi w tamtym kierunku. Niemniej jednak z kilkoma osobami pozostaję na łączach, w tym z grupą "rzeszowską"

niedziela, 6 września 2015

Rumunia i coś jeszcze - Prolog

Do iluśtam razy sztuka. W Rumunii był już chyba "każdy", tylko nie ja. Co prawda miałam być w zeszłym roku, mniej więcej o tej porze, ale "nie wyszło". W końcu nadarza się okazja. Motoszkoła organizuje tam zlot dla absolwentów, a ja odbyłam już wystarczającą ilość szkoleń, żeby się zaliczać do tego zacnego grona.

Plan jest prosty - w trzy dni "zaliczyć" to co w Rumunii jest obowiązkowe. Po to, żeby wiedzieć, że trzeba tu wrócić na dłużej ;)

Po tych trzech dniach mam jeszcze tydzień wolnego więc pewnie wyklarują się jakieś opcje. Może jeszcze pokręcę się po Rumunii? Może skoczę na Bałkany? W końcu w tym roku jeszcze tam nie byłam, a tradycja zobowiązuje ;) Korsykę, o której myślałam całkiem niedawno, tym razem odpuszczę - i dopiszę do listy kolejnych planów na najbliższe lata.

sobota, 5 września 2015

Afryka Zachodnia 2015 - epilog

Ale ten czas leci. Od pierwszych planów wyjazdowych minęło 14 czy 15 miesięcy... od powrotu z Afryki - 7... A mimo tego, wspomnienia z wyjazdu są tak żywe, jakby wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj. Nie udało się co prawda zrealizować wszystkich planów, ale przygoda jaką przeżyłam była "wystarczająca", a to, co niezrealizowane być może uda się zrobić w przyszłości.

Ekipa.
Przed wyjazdem z nikim z grupy się nie znałam zbyt dobrze. Większość widziałam raz czy dwa razy, Piotrusza znałam z kilku zlotów forumowych, Piotra wcale. Mimo tego uważam, że dogadywaliśmy się naprawdę znakomicie. Poza kilkoma drobiazgami nie było większych konfliktów, a przecież spędziliśmy ze sobą sporo czasu. Bardzo chciałabym tu podziękować wszystkim i każdemu z osobna za super udany wyjazd i wparcie:
Neno - za zaszczepienie pomysłu i odwalenie sporej części związanej z organizacja wyjazdu, super fotki i regulowanie linki sprzęgła ;)
Krzysiowi - za pomoc w wsiadaniu/zsiadaniu z moto ;) za wspólne sypanie (sprawdź czy dobrze przeczytałeś, po "p" nie ma "i" ;)) i naprawienie motka na środku pustyni.
Endrju - za pomoc w ogarnianiu moto, odkręcanie kraników, drogę powrotną, kilka prztyczków w nos i szczere rozmowy.
Piotrowi - za przejazdy po korytach rzek, gdy nie potrafiłam sama tego ogarnąć i prostowanie kierownicy po glebach.
Małyszkowi - za luz i humor i jazdę w parze.
Piotruszowi - za wytrwałość, dostarczenie emocji i wszelką pomoc.

wtorek, 1 września 2015

Expert - Podejście drugie - Epilog

Tym razem było sporo lepiej niż rok temu. Z większym luzem, z mniejszymi oczekiwaniami, z większą pokorą, z mniejszą presją.
Zdecydowanie lepiej też czułam motocykl, a i rozjeżdżenie w sezonie zrobiło swoje (przed kursem miałam już zrobione prawie 17 tys km w tym roku).

Pogoda nie do końca dopisała, ale z drugiej strony mieliśmy okazję poćwiczy c jazdę w naprawdę trudnych warunkach, a to dodatkowe punkty do doświadczenia. Muszę przyznać, że nowe opony Oliviera, mimo tego, że nie wiedziałam do końca czego się po nich spodziewać i jak będą reagować, spisały się znakomicie i dawały duży komfort i poczucie bezpieczeństwa.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

B jak Bornholm

10-12 lipca 2015 (piątek-niedziela)

Kto wpadł na pomysł, żeby znowu jechać tak daleko? Na jakąś małą, duńską wysepkę  "na środku Bałtyku"? A..  wiem, ja wpadłam na ten pomysł, bezczelnie podłączając się pod forumowy temat "Szczecińskich ustawek". I tak powstał plan.

Jako, że mam najdalej, to podróż musiałam rozpocząć odpowiednio wcześnie. Wyjechałam kilka dni wcześniej, zabierając ze sobą pracę (tj. laptopa) i zahaczając o wielkopolskie miasto na P, gdzie udało się połączyć przyjemne z pożytecznym. Urlop miałam dopiero na piątek, więc w tym dniu ruszyłam nad morze...

sobota, 29 sierpnia 2015

Expert - podejście drugie - Powrót w dwóch aktach

20 czerwca 2015 - sobota
21 czerwca 2015 - niedziela

Prognozy na sobotę nie są optymistyczne. W górach ma padać śnieg. Zresztą - to co widzę za oknem zdecydowanie tego nie wyklucza. Jest szaro, buro i leje. Brrr. Odechciewa się jechać, a przede mną prawie 700 km.

Po śniadaniu zaczynam zbiórkę Niespiesznie. Może się rozpogodzi. Przeparkowuję motocykl, żeby jego tył stał pod dachem. Da to jako taką ochronę przed deszczem przy pakowaniu bagażu na moto. Nie ma nic gorszego niż zapak w deszczu.

Dalej leje, ale raz kozie śmierć. Nie ma złej pogody - są tylko źle ubrani motocykliści. I tak przemokną mi rękawiczki. Żegnam się z Chlorami, obiecuję, że jak dojadę to się zamelduję. Wsiadam na moto, wciskam starter i nic. Cholera. Co jest? Wszystko powinno być OK, więc czemu nie działa? Wciskam jeszcze kilka razy i zaskakuje. Kurcze, trzeba się temu przyjrzeć. Mam nadzieję, że nie utknę gdzieś na trasie z powodu braku możliwości uruchomienia moto.

piątek, 28 sierpnia 2015

Expert - podejście drugie - Dzień 5 - Fajnie, fajnie...

19 czerwca 2015 - piątek

Wszystko co dobre szybko się kończy. Dziś wracamy do Austrii, ale zanim tam dotrzemy - nie ma lekko - poćwiczymy jazdę na Pordoi. Pogoda nie może się zdecydować, więc i my nie decydujemy się na zbyt wczesne opuszczenie hotelu. Na spokojnie patrzymy na przemieszczające się chmury i dopiero jak jest jako-tako, to ruszamy. Nie jest źle. Zdejmujemy kufry, ustalamy co i jak i zaczynamy, dla odmiany, jazdy.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Expert - podejście drugie - Dzień 4 - Deja vu

18 czerwca 2015 - czwartek

Temat na dziś - Passo Rolle. W zeszłym roku miałam tam "indywidualny tok nauczania" bo nie ogarniałam ciasnych serpentyn, ciekawe czy w tym sezonie będzie lepiej...
Chłopaki osiągają mistrzowski poziom w wynoszeniu kanapek z sali śniadaniowej. Patenty są takie, że można pęknąć ze śmiechu. Na wszelki wypadek przemilczę ;)
Pogoda nie jest zła, więc nie marnujemy czasu i jedziemy na przełęcz.

Na dojeździe bzyka naszą grupę jakiś Niemiec (w terenie zabudowanym nas wziął, więc się nie liczy), więc Instruktoru zaordynował sobie pościg. Zmęczył Niemca na tyle, że ten w końcu odbił na inną przełęcz, byle byśmy tylko za nim nie jechali ;)

piątek, 14 sierpnia 2015

Expert - podejście drugie - Dzień 3 - Nie dać się bzyknąć, a bzyknąć wszystkich!

17 czerwca 2015 - środa

Pogoda się poprawiła i widać błękitne niebo i słońce. Chyba wypiliśmy wystarczającą ilość łychy, żeby wreszcie była pogoda. No dobrze. Łukasz, nasz spec od pogody na zielonej kawie pracował na tym od pierwszego dnia, a nawet od przedpierwszego ;)

Dziś mamy w planie sporo jazdy - dość długą dojazdówkę, a potem kultowe zakręty przełęczy Stelvio. Wyruszamy wcześnie. i przełęczą Costalunga kierujemy się na Bolzano. Tym razem nie ma takiego ruchu, jak rok temu. chyba jednak pogoda, która jest dość kiepska przez ostatnie dni skutecznie zniechęciła ludzi do jazdy.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Expert - podejście drugie - Dzień 2 - Silenzio!

16 czerwca 2015 - wtorek

Nawet się wysypiam. Śniadanie jest jak na Włochy nie najgorsze, ale czujne oko personelu nadzorujące, czy nikt nie wynosi kanapek jest tak upierdliwe, jak nieskuteczne ;)

Jest mokro, ale chwilowo nie pada, więc ruszamy pod Marmoladę, na przełęcz Fedaia. Kilka jazd w górę i w dół i zaczyna padać. Nie przerywamy jednak jazdy - w końcu nie jesteśmy tu dla przyjemności.

Muszę przyznać, że z perspektywy zimy i nart okolica wygląda zupełnie inaczej, niż z perspektywy późnej wiosny i dwóch kółek.

Lubię tę przełęcz, ale dzisiaj zakręty znowu nie wchodzą tak, jakbym tego chciała. Nie ma dramatu, ale do ideału też daleko. Najpierw mam przejazd w górę.

czwartek, 30 lipca 2015

Expert - podejście drugie - Dzień 1 - Bez kamery

foto: motoszkola.pl
15 czerwca 2015 - poniedziałek

Pada. I prognozy nie są optymistyczne. Chyba wieczorem było za mało whiskacza i toastów za pogodę.

Mimo wszystko jemy śniadanie, pakujemy się i znosimy bagaże do sali bilardowej. Wsiadamy na motocykle i jak twardziele ruszamy na Grossglockner. Dziś już oficjalnie, w ramach Experta.

Na górze pada nieco mniej, ale mimo wszystko jest ślisko, a widoczność miejscami jest mocno ograniczona. Kręcimy się trochę po trasie, ale ostatecznie ustalamy, że jedziemy na lodowiec, do knajpki. Trzeba sobie jakoś osłodzić ten dzień.

wtorek, 28 lipca 2015

Expert - podejście drugie - Trening

14 czerwca 2015 - niedziela

Expert się jeszcze nie zaczął. Póki co trwa "Trening Grossglockner". Wczoraj ekipa katowała przełęcz Gerlos, dzisiaj atakujemy Wielkiego Dzwonnika.

Pogoda nie rozpieszcza - jest pochmurno, nawet lekko mokro, ale co tam - jedziemy! Bierzemy vouchery na tańsze bilety wjazdu od naszych gospodarzy, uzbrajamy się w moto-ciuchy, niektórzy jeszcze tankują i wspinamy się do miejsca, skąd rozpoczynamy jazdy przed kamerą.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Expert - podejście drugie - Dojazdówka

13 czerwca 2015 - sobota

Przede mną cały dzień jazdy i ponad tysiąc kilometrów do zrobienia. Przemili gospodarze raczą mnie pysznym śniadaniem i dużym kubkiem herbaty. Dostaję też Jacka D. w ramach podziękowania za wczorajsze wystąpienie ;) Z Dębicy ruszam koło ósmej - w chopperowej eskorcie do najbliższej stacji benzynowej. Potem wbijam się na autostradę i ruszam w kierunku Krakowa. Poprzedniego wieczoru wybrałam na dziś trasę przez Zwardoń i Bratysławę - dawno nią nie jechałam. Po drodze zahaczę o Bielsko i przybiję piątkę z Piotrkiem, który akurat w ten weekend objeżdża Beskid Śląski.

Droga mija bardzo przyzwoicie i bez niespodzianek. No, prawie... Podjeżdżam do bramki na A4 w Balicach, podnoszę wizjer w kasku i podaję kasę pani z okienka. Wtedy słyszę "Cześć!" Odwracam głowę i widzę znajomą twarz - koleżanka motocyklistka (z którą wprawdzie od stu lat razem się na moto nie spotkałyśmy). Wymieniamy kilka zdań, ale tworząca się za mną kolejka nie pozwala na dłuższe pogaduchy. Dostaję życzenia szerokiej drogi i odjeżdżam. Świat jest mały ;)

poniedziałek, 20 lipca 2015

Long Way Round

04-07 czerwca 2015 

Miałam być gdzie indziej. Miało być dookoła czegoś innego. Plan jednak zmienił się w przeddzień wyjazdu około 22:00. Ale po kolei.

Przed czerwcowym wyjazdem w Alpy, gdzie przybędzie 4-5 tysięcy kilometrów muszę zrobić przegląd Oliviera przy 50000 km (tak tak, własnie taki przebieg ma mój motocykl po dwóch latach i 2 miesiącach użytkowania ;)) Ale żeby zrobić przegląd, muszę najpierw zrobić kilka tyś km, czyli muszę gdzieś pojechać. Plan był prosty - jadę i wracam z trzema tysiami km na plusie. Niestety rzeczywistość znowu zweryfikowała to, co miało być. I znowu kierunek wyjazdu zmienił się o 180 stopni. Wymiana kilku wiadomości potwierdziła, że mogę obrać nowy pierwszy punkt wyjazdu

czwartek, 25 czerwca 2015

Expert - podejście drugie - Prolog

Ten wyjazd jest mi mocno nie na rękę. Głównie dlatego, że mam ostatnio spore problemy finansowe (ale już już jest światełko w tunelu, które je rozwiąże!) i gdyby nie to, że zapisałam się na kurs Expert w Motoszkole pół roku temu, to pewnie nie pojechałabym wcale. Kolejna sprawa - zgranie przeglądów motocykla. Wyjazd w Alpy to szansa na dokręcenie ok. 4000 km. Wtedy przekroczę stan licznika o zbyt dużo, żeby utrzymać gwarancję na Oliviera. Więc muszę dokręcić te kilometry wcześniej, a to kolejne wydatki... No i sam przegląd, na szczęście "mały", bo po 50000 km... A i jeszcze komplet nowych opon, bo Miecheliny Anakee 2,mają już trochę kilometrów nawinięte i nie zrobią (bezpiecznie) kolejnych kilku tysięcy... Wybór pada na Metzelery Tourance Next... Podobno będę zadowolona :) Z pomocą przychodzi siostra - pożycza gotówkę i mogę działać...

wtorek, 23 czerwca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 23 - Pożegnanie z Afryką

01 lutego 2015 - niedziela

"Druga zero trzy, nie ma dokąd iść..." dosłownie... siedzę na twardym stołku w rogu zamkniętej lotniskowej knajpki. Obok jakaś grupka Hiszpanów gra w jakieś "Państwa-Miasta". Facet z obsługi zmywa podłogę, więc muszę unieść nogi. Hiszpanie obok zaczynają palić, mimo zakazu. Wynoszę się. O trzeciej można się odprawiać, więc powoli ruszam w kierunku odpowiednich stanowisk. Ja wiem, że mam prawie godzinę czasu, a ten dystans jestem w stanie przejść w trzy minuty, ale... czymś się muszę zająć... W sumie przychodzę w samą porę, bo już jest kolejka do kolejki. Co ciekawe, są nawet jakieś przepychanki, bo starszy Arab coś marudzi i robi zamieszanie.

środa, 10 czerwca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 22 - Mission: Possible

31 stycznia 2015 - sobota

Ranek jest zimy i mokry. W nocy padało, więc namioty i motocykle są wilgotne. Krzysiu i Piotr niefortunnie wieczorem zostawili na zewnątrz spodnie motocyklowe, żeby wyschły - teraz nie dość, że są mokre to pokryte też warstwą piachu, który jest nawiewany przez silny, zimny wiatr. Namioty też są oblepione piachem, który przylgnął do wilgotnej powierzchni. Wcale nie chce się wstawać, bo jest bardzo nieprzyjemnie. Niestety ja muszę. Większość zbiera się razem ze mną, dla towarzystwa w ostatnich kilometrach. Huber i Neno postanawiają jednak jeszcze trochę pospać. Neno daje mi kasę, która mamy wypłacić Misiowi-Szoferowi jak dojedziemy na miejsce. Dopompowuję hubertowym kompresorem przednie koło Kostka i ruszamy.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 21 - Wraki

30 stycznia 2015 - piątek

Upał jakby zelżał. Jest 18 stopni, co jak na styczeń jest przyzwoitą temperaturą... ale... Po dawce czterdziestostopniowych upałów to jest trochę mało... Nie ociągamy się z jazdą, bo czasu dalej za mało, a kilometrów jeszcze trochę. I czeka nas jeszcze jedna granica, a, jak to w Afryce, może wcale nie pójść łatwo, choć teoretycznie wjeżdżać będziemy do najbardziej "cywilizowanego" kraju. W każdym razie - sypiemy, sypiemy, sypiemy, jakby to Krzysiu powiedział... Gdy robi się zbyt chłodno zatrzymujemy się na lekkie ogrzanie rąk... W końcu nie każdy ma grzane manetki...

wtorek, 2 czerwca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 20 - Sypiemy...

29 stycznia 2015 - czwartek

Poranek jest zimy i ciemny. Wstajemy w sumie przed wschodem słońca, ale jak sobie przypomnę jasny księżyc wieczorem, to teraz jest jakoś tak... dziwnie. Do Celu mamy ponad 1200 km i dwa dni z małym hakiem na dotarcie. Więc trzeba jechać. Rozpoczynamy więc procedury startowe: pakowanie, jedzenie. Jest dość chłodno, w porównaniu z tym, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić... Gdy zbieramy obozowisko słyszymy, że droga jedzie kilka motocykli. Czyżby nasi wcześnie wstali?

czwartek, 28 maja 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 19 - Wyścig z czasem

28 stycznia 2015 - środa

Wyjazd planujemy na 7 rano, więc wcześnie wstajemy. Zanim wyjedziemy przemawiam do chłopaków - że mało czasu, że potrzebuję ich wsparcia w dotarciu do celu, czynimy pewne ustalenia co do jazdy w podgrupach i scenariusze w razie W, ale chyba niewiele z nich wynika. Po prostu jedziemy. Jak najszybciej.

U celników załatwiamy papierologię (dokumenty tranzytowe tym razem za 10 Euro, a nie za ponad 20). Może dlatego, jest taniej, że są wypisane w robaczkach? W "biurze" celników stoją trzy pudła z KTMami w środku ;) Tymi prosto z chin, o pojemności 50 cc.

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 18 - Wieje chłodem

27 stycznia 2015 - wtorek

Perspektywa problemu ze zdążeniem na samolot znowu sprawia, że nie śpię dobrze. Nikt nie wyłapał błędu w obliczeniach... w sumie się nie dziwię - tylko mnie się spieszy. I jeszcze dostałam po uszach, że tak nierozważnie podeszłam do tematu :(

O umówionej porze zjawia się kierowca piotruszowego moto. Ciuchy i kask pasują, ale buty nie - pojedzie więc w swoich adidaskach, bez skarpetek. Ruszamy przez Bamako. Poranny ruch jest wymagający, ale dajemy radę. Zatrzymujemy się jeszcze na tankowanie i dopompowanie kół u wulkanizatora.

środa, 27 maja 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 17 - Splash!

26 stycznia 2015 - poniedziałek

Coś mnie w nocy męczy. Nie śpię za dobrze, co rzadko mi się zdarza, bo w końcu jestem świetna w łóżku - mogę spać godzinami... Poranne procedury startowe zajmują grupie więcej czasu niż zwykle, więc Krzyś i Piotr jada na pocztę, żeby wysłać w końcu pocztówki zakupione w Wagadugu. W końcu udaje się wystartować. Tam, gdzie wczoraj poległa trajka, dziś ja o mało co nie parkuję na czarnym mercedesie, który nagle i bez ostrzeżenia postanawia się zatrzymać. Zjeżdżamy na stację benzynową, gdzie dostaję lekkiego ciśnienia, i chyba nie tylko ja, bo goście z obsługi mają problem z prosta matematyką - nie ogarniają ile to jest 10000 (banknot jaki dostali) minus 5600 (kwota należna za paliwo i na wydanie reszty czekam całe wieki. Ale z drugiej strony rozumiem w czym rzecz - tu każdy podjeżdżający lokales tankuje za "pięćdziesiąt" - podjeżdża, daje banknot, za tyle mu wlewają. Tankowania "do pełnia" nikt tu nie uskutecznia. w Końcu ruszamy w kierunku granicy. ALe nie pierwotnie ustaloną drogą, tylko zjeżdżamy za znakiem wskazującym drogę do granicy z Mali. Trasa jest bardzo malownicza. I w połowie drogi kończy się asfalt i zaczyna zabawa.

poniedziałek, 25 maja 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 16 - Nic się nie stało...

25 stycznia 2015 - niedziela

Mamy czas. Zostajemy tu dzisiaj. W planie jest chillout i nicnierobienie. No, prawie... bo trzeba zrobić drobny serwis motków. W motocyklach Piotra i Neno trzeba pospawać stopki boczne, które się za bardzo "wygły" i nie spełniają już swojej roli. Ja przy okazji sprawdzam filtr paliwa w Kostku - jest ok, sklejone miejsce trzyma. Tym razem mocno dokręcamy uszczelkę i pierścień - powinno już nie przeciekać przy zatankowaniu paliwa na full. Po tych porannych zajęciach pora na relaks - jedziemy and wodospady. Od właściciela kempingu wynajmujemy trakję, żeby odpocząć od jazdy na własnych motocyklach. W zasadzie tylko Neno ma plan jazdy na swoim motku - pewnie chce przetestować "nową" stopkę ;) ruszamy spod kempingu, ale po 500 metrach trajka odmawia dalszej jazdy. Nie odpala.

wtorek, 19 maja 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 15 - I'm lovin' it

24 stycznia 2015 - sobota

Budzimy się gdy jest już dość jasno. Nasza poranna krzątanina jest bacznie obserwowana przez lokalną ludność, przemieszczającą się wzdłuż drogi, przy której się rozbiliśmy. Z dystansu. Bezpiecznie. Nikt bliżej nie podchodzi. Tu nie ma nachalności, jedynie ciekawość. I życzliwość.

Dokładnie to obserwujemy podczas drogi do Bobo Dioulasso. Jest tu jakby więcej ludzi niż w Mali, nie mówiąc o Mauretanii. Kraj biedniejszy, ale "cywilizacja" jakby większa - wzdłuż drogi są knajpki, sklepiki, mnóstwo ludzi. Wesołych, machających, uśmiechających się, pozdrawiających na wszystkie możliwe sposoby. Chodzących, jeżdżących na rowerach o wielkich kołach. Zauważam, że "total" to synonim stacji benzynowej, a "michelin" - wulkanizatora.

niedziela, 17 maja 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 14 - Przez Wagadugu

23 stycznia 2015 - piątek

Plan był prosty. Pobudka o 5, wyjazd o 6. Ale życie weryfikuje plany. Gdy dzwoni budzik każdy wrzuca drzemkę. I tak tezy razy. I tak jest ciemno, więc nie ma co się spinać. W końcu świta, więc się zbieramy. Śniadanie jest full wypas - jajka sadzone i chleb. Ale nie ma talerzy ani sztućców. Krzyś się upomina, to dostaje tylko on, inni nie ;)

Pakujemy bagaże na motocykle i piaskami śmigamy do główniejszej drogi. Raz udaje mi się utknąć w jednej koleinie za Hubertem, więc jak tylko nadarza się okazja - zmieniam koleinę i łykam kolejne pisakowe kilometry. Na rozdrożu, "przy stacji benzynowej", czekam na resztę robiąc fotki. Okazuje się, że kilka osób po drodze miało przygody w postaci gleb - zdarza się :)

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 13 - Drugi dogoński trekking

22 stycznia 2015 - czwartek

W nocy bardzo mocno wieje. Drobne ziarenka piasku wciskają się wszędzie. To mnie budzi - i dobrze, bo trzeba pochować elektronikę, która jest na wierzchu... tablet, aparat fotograficzny, power bank, telefon, kable... Przeciągam materac pod przeciwległy "murek", bo tam mniej zawiewa (a przynajmniej tak mi się wydaje) i ponownie kładę się spać.

Rano niespiesznie wstajemy na śniadanie. Dla odmiany - placki z miletu z dżemem. Ale że jest go mało, trzeba sięgnąć do własnych zapasów - Andrzej przynosi jakąś konfiturkę, która tu z nim przyjechała.

Kostek jednam ma flaka w przednim kole, więc w porze śniadaniowej próbujemy dogadać jakiś serwis, ale, jak to tutaj bywa, nigdzie nikomu z niczym się nie spieszy. W sumie racja, są wakacje, a my dzisiaj znowu więcej kilometrów zrobimy na nogach niż motocyklami. W końcu pojawia się lokalny magik z odpowiednim sprzętem i naprawia dętkę. Jest w niej mała dziurka. Pewnie wczoraj, podczas jazdy po piachu na zmniejszonym ciśnieniu wpakowałam się na jakiś kamień, co w sumie trudne nie było.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 12 - Kraj Ludzi Syriusza

21 stycznia 2015 - środa

Słońce wschodzi leniwie nad dogońska wioską. Teraz dobrze widać jak to wszystko wygląda. Z jednej strony po horyzont domki, z drugiej strony typowy dla regionu krajobraz. Powoli zaczynamy procedury startowe, które dość leniwie idą w tym magicznym miejscu. Również dlatego, ze wczoraj skończył się eliksir z Rotopaxa... Ciekawe kto to wszystko wypił...

wtorek, 21 kwietnia 2015

Test: Modeka Breeze Lady - afrykański sprawdzian

Przed wyjazdem do Afryki, w styczniu 2015 roku trzeba się było dozbroić w ciuszki na cieplejszy klimat, niż ten, który mamy w Polsce. Jak zwykle niezawodna w tym temacie okazała się Modeka, która wspiera podróżników na ciekawych wyprawach. Tak więc w ręce uczestników trafiły ubrania z serii Breeze. Z jednej strony - zaskoczenie - komplet typowo miejski na tułaczkę po bocznych drogach w Afryce? No, zobaczymy ;) Ja jeszcze zamówiłam rękawice Dakar Summer Mesh.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 11 - Na końcu świata

20 stycznia 2015 - wtorek

Krzyś zalogował wszystkich do namiotów dzień wcześniej i dzisiaj wszystkim robi pobudkę. Można na niego liczyć w tej kwestii. Procedury startowe idą sprawnie i ruszamy tuż przed ósmą rano. Wreszcie możemy poznać prawdziwe Mali. Ludzie są uśmiechnięci, radośni, machają gdy przejeżdżamy. Dzieci najpierw z ciekawością wybiegają w kierunku drogi, potem, gdy już nas zobaczą uciekają gdzie pieprz rośnie i ukradkiem podglądają z bezpiecznych lokalizacji. Kobiety są ubrane w piękne stroje, dla nich codzienne, dla mnie wyglądające jak odświętne, kolorowe, zdobione... Mają charakterystyczną posągową postawę, chodzą prosto, nie garbią się, biust, zazwyczaj obfity, do przodu, zaokrąglone brzuszki - też do przodu i zaokrąglone tyłki - jeszcze bardziej eksponowane przez pogłębioną lordozę. Gdy schylają się, nie zaokrąglają pleców. No i noszą niestworzone rzeczy na głowach. Nie wiem jak można utrzymać na głowie pełne wiadro wody, na plecach mieć przywiązane dziecko, drugie uczepione gdzieś ręki i jeszcze spacerować konwersując z druga taką samą... niepojęte...

środa, 8 kwietnia 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 10 - Korrida w Bamako

19 stycznia 2015 - poniedziałek

Punktualnie o szóstej jest pobudka. Jakoś wybitnie nam się nie spieszy. Chyba wczorajszy dzień daje się nam jeszcze we znaki. Procedury startowe zajmują dłużej niż zwykle i po dwóch godzinach jesteśmy już gotowi do jazdy. Telefon od Chiefa - wbrew wcześniejszym zapowiedziom, wojsko nie odeskortuje nas do Bamako, wracają do Nara, a ja mam zameldować się jak tam dotrzemy. Z jednej strony dobrze, bo znowu będziemy "wolni". Z drugiej - trochę źle, bo trzeba jakoś przetransportować Piotrusza do stolicy Mali. Chwila prawdy. Każdy z nas chyba czeka na "niespodziankę" w postaci rachunku do zapłacenia za obstawę. Ale... nic takiego się nie dzieje. Żołnierze żegnają się z nami, robiąc pamiątkowe fotki. Dowódca wciska mi w rękę kartkę, na której jest numer telefonu do Chiefa. Jak również jego imię, nazwisko i stopień. Lieutenant Colonel. Podpułkownik. No to mamy już kontakt w dwie strony. Chief, zanim wyjechaliśmy, wziął nr telefonu do mnie. Zresztą, żandarm, który tłumaczył na angielski pytania podczas przesłuchania też wziął mój numer. Nawet napisał SMS, że jest "very interested to my friendship" ;)

niedziela, 5 kwietnia 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 9 - cz. 2 - Chronieni przez wojsko

18 stycznia 2015 - niedziela

Szef wygląda jak mieszanka Foresta Whitakera i Samuela L. Jacksona. Ma na sobie zielony mundur polowy i klasyczne Ray Bany. Ale najważniejsze, że mówi po angielsku. Nie przedstawia się. Wzywa do siebie Neno, jako głównodowodzącego ekipy, i zaczyna go wypytywać o wszystko. Neno nie do końca jest w stanie podołać temu językowemu wyzwaniu, więc jestem wezwana jako ta, która będzie rozmawiać. Ktoś przynosi wodę w butelkach i nam rozdaje. Mamy się wytłumaczyć, co tu robimy i w ogóle. Szef... Chief... wzbudza zaufanie. Relacjonuję dokładnie co, gdzie i jak. Jak wyglądał nasz poprzedni dzień i dlaczego nie dotarliśmy wieczorem. I dlaczego dzisiaj rano droga szła nam w ślimaczym tempie. Bo piach, bo noga Piotrusza... Chief każe sprowadzić lekarza, żeby sprawdził, co z tą nogą. Przesłuchanie trwa dalej. W pewnym momencie następuje zmiana taktyki - mnie przejmuje dwóch żandarmów i zabiera kilkadziesiąt metrów od grupy. Sadzają na jednym z trzech stołków ustawionych w mini krąg. Jeden z żandarmów, jakaś większa szycha, siada po mojej lewej z notatnikiem na kolanach. On zadaje pytania po francusku. Drugi żandarm, mówiący po angielsku, tłumaczy pytania, ja na nie odpowiadam, ten przekłada odpowiedzi na francuski, a pierwszy żandarm je zapisuje w zeszycie.

wtorek, 31 marca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 9 - cz. 1 - Aresztowani przez wojsko

18 stycznia 2015 - niedziela

W nocy budzę się dwukrotnie. Jeszcze żyję. Żyjemy. Raz na jakiś czas ktoś przejeżdża drogą warcząc motocyklowym silnikiem. Melduję się siostrze i dosypiam do rana. Pobudka jest później niż zwykle. Słońce już dawno wstało. Moje śniadanie przymusowo składa się z rybek w sosie pomidorowym. Cienka blacha płaskiej puszki nie wytrzymała chyba wczoraj umocnienia mocowania bagażu i pękła. Mimo, że każda puszka, którą przewożę jest owinięta folią spożywczą, to pół torby jest uwalane sosem i "wali rybą". Ogarniam zniszczenia jakie wyrządziła makrela. Oprócz tego, przy pomocy super glue względnie doprowadzam do stanu używalności kask - sklejam mocowanie wizjera, choć brakuje tam takiej małej sprężynki - musiała się zapodziać przy upadku. Ostrożnie testuję wizjer - można go opuszczać i podnosić, więc jest dobrze. Przy delikatnym traktowaniu może uda się dojechać do końca wyprawy z tym defektem, a potem cóż... niezaplanowany wydatek... trzeba będzie kupić kask... Moje dłonie też wołają o pomstę do nieba - afrykański brud zalazł we wszystkie zakamarki na skórze, a paznokcie powoli odrastają pod kolorkami, jakie na nich mam. Nie mam jednak czasu się teraz nimi zająć. Może później.

wtorek, 24 marca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 8 - HardcoreOFFo

17 stycznia 2015 - sobota

Słońce wschodzi na czerwono. A nawet różowo. Kolory są niesamowite - nigdy takich nie widziałam. Okazuje się, że Krszyś spał pod gołym niebem - nie chciało mu się wlogowywać do namiotu, więc kimał przy swojej tenerce. Kostek, ogołocony z "dużej klaty"grzecznie stoi przy moim namiocie i czeka na poranne testy. Krzyś ordynuje - jeździsz 10 minut. Jest siódma z małym hakiem. Rozpoczynam testy.

Moto odpala bez problemu. Jedynka, dwójka, trójka, hamowanie, przyspieszanie, ósemki, zakręty mniej lub bardziej ciasne. Kręcę kółka po pustyni jak głupia. czas płynie wolno a taka jazda trochę nudzi. Ale miało być 10 minut. Boję się tylko, ze na ostrych kamyczkach które tu leżą złapię gumę. Kończę jazdy - wszystko gra. Motek śmiga jak wściekły. Udało się!

niedziela, 22 marca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 7 - Operacja

16 stycznia 2015 - piątek

Rankiem zmierzamy do Ayoun, czyli tam, gdzie część grupy robiła nocne zakupy. Teraz widzimy, że okolica to piękne skałki (i nawet Neno miał pomysł, żeby w takich okolicznościach przyrody zrobić nocleg, ale jak wiadomo po ciemku trudniej się szuka, więc zadowoliliśmy się "czymkolwiek). Z drugiej strony widać, że jesteśmy blisko miasta, bo pobocza usłane są tonami śmieci. Może więc jednak dobrze, ze nocleg był ba bardziej "czystym" obszarze?

W Ayoun naszym celem jest stacja benzynowa. Jest. Jest nawet dystrybutor do benzyny, ale paliwa nie ma. Za to jest dostępne z beczki, za bagatela 1000 ugija czyli nieco poniżej 3 euro za litr. Ja odpuszczam tankowanie - mam odpowiedni zasięg do kolejnego miejsca. Ci, którzy nie mają - kupują paliwo z butelek, albo tankują z kanistrów i butelek to, co zakupili na poprzedniej stacji.

czwartek, 5 marca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 6 - Kryzys paliwowy

15 stycznia 2015 - czwartek

Tadam! Udaje się wcześnie zebrać. Wreszcie wyruszamy jak biali ludzie bladym świtem ;) I droga staje się jakby ciekawsza - coś się zaczyna dziać. Po początkowym odcinku standardowo prostą jak drut drogą, przecinającą piach zaczynają się pojawiać drobne atrakcje - a to jakieś krzaczki, skałki, a nawet zakręty.

poniedziałek, 2 marca 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 5 - Południe - południowy wschód

14 stycznia 2015 - środa

Poranek pod wydmą, na której dzisiaj widać ślady wczorajszych zmagań chłopaków. Za dnia wygląda to nieco inaczej, niż wieczorem. Może szkoda, że nie wbiliśmy się jeszcze trochę dalej, ale tam z kolei jest mnóstwo grząskiego piachu, więc pewnie wjeżdżanie tam po ciemku nie skończyłoby się dobrze. Słonce wstaje leniwie, my też jakoś tak niespiesznie. Jest dość chłodno - czy to na pewno Afryka?
Rozpoczynamy procedurę startową - jedzenie, pakowanie, porządki, ogarnianie zniszczeń powstałych w nocy. Mam strasznie zapchane zatoki, a oczy łzawią mi tak, że leje mi się z oczu ciurkiem po policzkach. Już wiem, czego (oprócz kremu do rąk) mi brakuje - jakichś leków przeciwalergicznych. Dopiszę do listy na kolejny wyjazd.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 4 - Mauretańska Kronika Graniczna

13 stycznia 2015 - wtorek

7:00 - leniwie otwieram jedno oko gdy dzwoni budzik. Noc nie należała do szczególnie wygodnych - spanie w tonach kurzu ziejących z dywanów, w rotopaxowych oparach  wydychanych przez współspaczy, z robalami biegającymi koło ucha to nie jest to co lubię najbardziej.

7:15 - nad naszymi głowami przemykają Hiszpanie, którzy spali w pokojach odchodzących od naszego salonu. Chyba czas wstawać. Powoli zaczynamy ogarniać bagaże, lokum, łazienkę... Czyli standardowa procedura startowa.

8:30 - jesteśmy przy motocyklach, pod posterunkiem żandarmerii. Pod budką z wizami ustawia się już kolejka. Majfrend, który wczoraj wymieniał nam kasę przyprowadza swojego kolegę, który ma nam pomóc w temacie wiz i formalności na granicy. Robimy sobie śniadanie - dziś w menu są liofilizaty. Żeby było szybko i treściwie, w końcu lada chwila będziemy ruszać. Teren graniczny jest paskudny - wszędzie walają się śmieci (najwięcej za murkiem, bo jak się tam wyrzuca to "nie widać"), straszą wraki samochodów. Krajobraz wygląda lekko postapokaliptycznie. Jak z Mad-Maxa.

niedziela, 22 lutego 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 3 - Wymarsz i rozruch

12 stycznia 2015 - poniedziałek

Plan zakładał pobudkę o 6:00. Budzik dzwoni, dookoła ciemno, choć oko wykol, więc wszyscy jeszcze dosypiają do 06:30. Procedura startowa jest zwyczajna - śniadanie, pakowanie, przygotowywanie, dopinanie bagażu na motocykle. I nie wiedzieć czemu, robi się prawie dziewiąta jak ruszamy. W podgrupach. Neno i Piotrusz - do urzędu, załatwić papierologię, która wstrzymała wyprawę. Reszta - niespiesznie w kierunku granicy.

środa, 18 lutego 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 2 - Przymusowo uziemieni

11 stycznia 2015 - niedziela

Nigdzie nam się dziś nie spieszy, więc "wstajemy jak się obudzimy". Jednym przychodzi to trochę łatwiej niż innym ;) Niestety na wstępie robi nam się jeden dzień poślizgu, bo... papierologia... Neno wjechał do Maroka samochodem, więc, zęby teraz z niego wyjechać, musi mieć papierek z urzędu celnego, że samochód tymczasowo zostaje na parkingu i że Neno po niego wróci. A urząd będzie otwarty w poniedziałek. Proste.

Może w sumie dobrze, że dzisiaj nic nie trzeba... jest czas na ochłonięcie po ostatnich przygodach - a tych było kilka. Na przykład Andrzej w drodze do Afryki, już na pierwszym locie z Warszawy do Wrocławia zgubił portfel. Dobrze, że ma przy sobie paszport i międzynarodowe prawi jazdy, ale cała reszta - dzięki uczciwemu znalazcy - trafiła do domu. Ale, że to człowiek zaradny, to dzisiaj ma przy sobie 300 euro nadprogramowe. Ale jak to się stało? Wczoraj impreza się trochę rozkręciła i razem z Piotrem skołowali taksówkę i pojechali "w miasto". Niestety zbyt długo zajęło im dogadanie się z taksówkarzem, skąd ich wziął (żeby potem mogli wrócić ;)) i wszystkie "lokale na mieście" okazały się już zamknięte. Wrócili na kemping i dzisiaj okazało się, że jeden ma nadprogramowe 300 euro, a drugi zgubił portfel... Hipotez było wiele, bo jeszcze była podobno jakaś kąpiel w oceanie i tam ów portfel mógł zaginąć... Na szczęście wszystko się rozwiązało - portfel Piotra znalazł się u niego w namiocie, pod materacem, uszczuplony o 300 euro, które wcześniej dał Andrzejowi. Ech ;)
No i trzeba trochę posprzątać po ostatniej imprezie. Resztkę płynów rozweselających trzeba przelać do mniejszych butelek, żeby zoptymalizować przestrzeń...

poniedziałek, 16 lutego 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 1 - Przywitanie z Afryką

10 stycznia 2015 - sobota

Pobudka!!! Oczywiście jak tylko najciszej mogę zbieram się z łóżka nr 7, pakuję plecak, ściągam pościel i wybywam z pokoju. Biorę szybki prysznic, bo nie wiem, kiedy będzie kolejna okazja na kąpiel w normalnych warunkach. W łazience spotykam jedną ze współlokatorek- widziałam ją wczoraj, ale w nocy chyba jej łózko było puste... Jest nieziemsko ujarana na wesoło i cały czas papla o tym jakie to miała przygodny z policją podczas nocnych imprez. Tak, na pewno jej nie było w pokoju...

Wymeldowuję się i niespiesznie, zygzakiem przez uliczki Amsterdamu, idę na dworzec kolejowy. Stamtąd bardzo sprawnie docieram na lotnisko. Kupuję kawę i croissanta (no w końcu to europejskie śniadanie) i poduszkę, bo wiem, że zapomniałam spakować mojej do bagażu. Niestety nie ma normalnych, albo prawie normalnych, tylko jakieś takie kosmiczne, ale... lepszy rydz niż nic...

Pomimo bardzo silnego wiatru, wylot jest o czasie, bez żadnych opóźnień. Mam miejsce koło muzułmańskiej rodziny z małym dzieckiem, więc na trzech miejscach jest nas czwórka. Na szczęście w samolocie są wolne miejsca, więc jak tylko osiągamy wysokość przelotową, przypuszczam atak na pusty rząd i go zajmuję. Nikt się nie dosiada. No i mam komforcik. Na tyle duży, że słodko zasypiam.

czwartek, 12 lutego 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Dodaj do tego Amsterdam

09 stycznia 2015 - piątek

Budzik dzwoni zanim na dobre zasnę. Nie jestem amatorem wczesnego wstawania, i chęć poleniuchowania dłużej w łóżku może złamać tylko opcja wyjazdu. Wyciągam śpiochy z oczu, biorę prysznic, pakuję ostatnie dokumenty i dzwonię:
- Poproszę taksówkę na ulicę Krasz...
Cholera, z automatu zaczynam podawać stary adres... Poprawiam się szybko i słyszę, ze taxi będzie za kilka minut. Myję zęby, łapię plecak, do którego mam spakowane niezbędne rzeczy i schodzę pod dom. Dostaję SMS, że taryfa czeka, ale... wcale jej tam nie ma... Dzwonię do dyspozytorki - no przecież jest - no jak jest jak nie ma? Tłumaczę gdzie ma podjechać. Po chwili pojawia się kierowca i mówi, że numeru 11 nie ma na GPS więc pojechał w boczna ulicę, bo tam jest 11a i 11b... Mój budynek ma wyraźnie napisane "11", jest to widoczne z ulicy, nie stoi od wczoraj i generalnie nie da się go nie znaleźć. Nawet pizza tu dociera bez opóźnień. Mniejsza o to. Jedziemy na lotnisko. Odprawiam się, przechodzę przez kontrolę bezpieczeństwa. Szybko, sprawnie, to w końcu standardowe procedury. Czekam na lot. Po chwili pada komunikat - lot opóźniony, kolejny komunikat za pół godziny. Po pół godzinie - kolejny komunikat o tej samej treści. No to jest przygoda. Dobrze, że kolejne loty mam jutro i na nic się nie spóźnię. Siedzę więc spokojnie i oglądam różne lotniskowe przypadki. Dziś wygrywa pani w różowych Crocksach z futerkiem...
Zgłodniałam nieco, więc za mocno wygórowana cenę kupuję w lotniskowym barze muffinkę czekoladową na ciepło i kawę. Nie lubię słodyczy, ani kawy, ale w końcu są wakacje, to można zaszaleć. Oczywiście jak na złość teraz zaczyna się boarding, więc ani nie dojadam bezpostaciowego ciacha, ani nie dopijam lury, które trzymam w rękach. Powodem opóźnienia była kiepska pogoda w Amsterdamie - burze i wiatr. Teraz można lecieć. Dobrze, mam tam ważne sprawy do załatwienia ;)

czwartek, 5 lutego 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Kto tam?

Siedmiu wspaniałych. A raczej siedmioro. Ale kto dokładnie?

Oto my:

Ernest vel Neno vel Żozwik (Yamaha XT 660 R) – główny prowodyr wyprawy. Już tam był i wszystko widział... no, może nie wszystko, jak później się okazało. Szef naszej grupy (do czasu przewrotu wojskowego), ogarniający wszystko w każdym szczególe. Co wieczór szukał swojej małej blondyneczki, aż skończyły się rotopaxowe zapasy, wtedy trochę się zepsuł. Do Afryki przyjechał usunąć ciążę żywnościową.

piątek, 9 stycznia 2015

Afryka Zachodnia 2015 - Prolog

Pół roku.
Mniej więcej tyle czasu upłynęło od momentu, w którym pomysł wykiełkował, do teraz.
Przede mną krótka noc - rano lecę do Amsterdamu, a w sobotę rano celem jest Dakhla przez Casablankę.
Za mną czas przygotowań - siebie i motocykla. Były kwestie związane z podróżą (bilety lotnicze), szczepienia, wizy, upoważnienia, tłumaczenia, telefony - to te mniej "fajne" sprawy. Ale były też całkiem miłe elementy:
- offowy wyjazd integracyjny
- kurs enduro
- zakup Kostka i jego pierwsze objeżdżanie w terenie.