poniedziałek, 30 maja 2016

Akademia Enduro - szkolenie podstawowe dla kobiet

23-24 kwietnia 2016

W tym roku postanowiłam podszkolić się trochę w jeździe off. O ile jazda po asfalcie wychodzi mi w miarę dobrze (i wiem co ćwiczyć, jakie mam braki itp), o tyle poza asfaltem nie czuję się najpewniej. Przewymiarowany motocykl, nikczemny wzrost, wymówka w postaci nieodpowiednich opon i brak towarzystwa do ćwiczenia (bo w końcu ci, którzy jeżdżą całkiem nieźle, wolą sobie po prostu pojeździć, a nie użerać z podnoszeniem motocykla początkującej babie) nie są sprzymierzeńcami w podnoszeniu umiejętności.

Aby choć trochę temu zaradzić zapisałam się na szkolenie podstawowe w babskim gronie w Akademii Enduro. Na dwudniowy kurs można wypożyczyć moto, ale ja wzięłam Oliviera. Założyłam mu (tzn. zrobił to Irek i jego "4 Koła") opony Pirelli MT21 (przód) i TKC 80 (tył), zmieniłam szybkę na oryginalną niską i przygnałam do Gliwic. Na miejscu ekipa AE jeszcze odkręciła mi lusterka, zmieniła ustawienie kierownicy (lepiej pasujące o jazdy na stojąco) i przeregulowała położenie dźwigni hamulca i zmiany biegów.




Kursantów było w sumie dość dużo - prawie 40 osób, ale zostaliśmy podzieleni na 4 grupy mniej więcej równoosobowe: babską, dwie początkujące i jedną zaawansowaną i po krótkim wstępie teoretycznym ruszyliśmy na hałdę do Przechlebia.



Tam każda grupa czmychnęła w swoją stronę.

Na początek rozgrzewka. Jazda w kółko i machanie rękami, nogami, siadanie nie po tej stronie motocykla co potrzeba, czyli drobna woltyżerka na motkach.






Zrobiło się naprawdę ciepło.


Przyszedł czas na slalomy i ciasne zawracanie.








Uff. Przerwa.



A po przerwie - zwiedzamy hałdę. Jeździmy tu i tam, między drzewkami, na małych podjazdach i zjazdach. Wszystkiego po trochę.





Potem czas poćwiczyć większe zjazdy i podjazdy i hamowanie na podjeździe połączone ze sprowadzaniem motocykla ze wzniesienia.








W międzyczasie przerwa na pyszny obiad i dalsze ćwiczenie i utrwalanie nabytych umiejętności.






W końcu nadszedł koniec zajęć i powrót do hotelu. Tam można było uzupełnić stracone minerały popołudniowym piwkiem, a kalorie wspólną kolacją. Przy okazji pogadać o wszystkim i niczym, choć głównie o motocyklach :)

Drugi dzień szkolenia był nieco pochmurny i chłodny. Ale już przed hotelem instruktorzy zarządzili poranny rozruch, więc skakaliśmy pajacyki i wykonywaliśmy inne ćwiczenia.

W nocy spadł deszcz, więc nawierzchnia w enduro parku zamieniła się w śliską maź.






Zaczęło się standardowo od rozgrzewki - tym razem wspólnej dla wszystkich grup początkujących.




Następnie przyszedł czas na przejechanie toru - czyli sprawdzenia w praktyce zdobytych dotychczas umiejętności. Babska grupa miała mieć wersję uproszczoną, ale głośny protest, że schowamy warkocze, żeby móc jechać tą normalną dał efekt - mogłyśmy jechać ogólnodostępną trasą i wcale nie szło nam gorzej (co ciekawe, niektórzy faceci kombinowali jak tu sobie warkocz doprawić, żeby móc skorzystać z ułatwień ;))












Czas na przerwę ale najpierw była mała niespodzianka. Prezentacja jazdy na motocyklu trialowym i możliwość spróbowania swoich sił na takiej zbawce. Dałam się namówić na taka próbę i chyba nie poszło źle jak na pierwszy raz - udało się nawet kilka stójek. No i przede wszystkim motocykl nie był na mnie za duży, co nie zdarza się tak często.


Po przerwie trzeba było zmierzyć się z piachem. Niebo zasnuło się gradowymi chmurami, a Adam próbował nam pokazać jakie to wszystko łatwe, Oj tak, plażowanie jest łatwe.





Niestety moje krótkie nogi poskutkowały dwoma glebami przy próbie przejechania piachu podpierając się nogami. Za to drugie podejście, czyli przejazd normalny okazał się pełnym sukcesem, bez mrugnięcia okiem. Niestety trzecie podejście - lekko podpuszczona przez dziewczyny, bo dobrze mi szło, a w dodatku pojawiła się grupa zaawansowana, więc można było "pokazać" że my też dajemy radę - było całkowita porażką - motocykl przygniótł mi wykręconą nogę, powodując uraz kostki (zwichnięcie stawu skokowego potwierdziło się następnego dnia po prześwietleniu i wizycie u lekarza). Piach:ja - 2:1. Jeszcze się policzymy. Ale i tak wolę ten afrykański, jest bardziej "przyjazny" ;)




Przerwa obiadowa pozwoliła mojej nodze dojść nieco do formy po początkowym ostrym bólu. Wracamy na hałdę, aby poćwiczyć hamowanie awaryjne. Wychodziło całkiem dobrze - zarówno bez, jak i z użyciem hamulca przedniego. A ćwiczenie, gdzie trzeba ślizgać przednie koło, podczas, gdy tylne dalej pcha motocykl do przodu też całkiem nieźle poszło




Ostatnim elementem szkolenia był przejazd przez koleinę. Ta była wytyczona przez dwie kanciaste belki. Błąd mógł skutkować upadkiem, a ten dużym prawdopodobieństwem uszkodzenia motocykla i/lub kierownika. Podjęłam wyzwanie i bezproblemowo pokonałam przeszkodę. Raz. nie kusiłam losu kolejna próbą. Niestety Kira miała mniej szczęścia i złamała stelaż kufra w swoim motocyklu. Większość dziewczyn odpuściła przejazd - to ok, nie ma przymusu.



Na jeszcze na zakończenie - wspólna fotka:


Wróciliśmy do bazy, gdzie był czas na ogarnięcie motocykli i rozdanie dyplomów i koszulek. Jeszcze tylko szybkie mycie motka z błota i można było wracać do domu.



Kurs uważam za bardzo udany, Choć było kilka strat w ludziach lub sprzęcie. Moja kostka, złamany obojczyk jednego z chłopaków, kilka spektakularnych gleb i drobne straty w sprzęcie).






Brakło mi jednak elementu wyzwania. Wszystko było mniej więcej na poziomie, który mam, a nie który chciałabym osiągnąć. Czasem było ciut za wolno, za mało dynamicznie, za łatwo. Może to przez specyfikę babskiej grupy? W każdym razem - na szkolenie podstawowe pewnie jeszcze wrócę, tym razem jednak do "normalnej" tj. niebabskiej grupy (grupa zaawansowana  to pewnie za ładnych kilka(naście) sezonów.

Plusy dodatnie:

  • fajna organizacja - teren, hotel, pomoc w przygotowaniu motocykli do szkolenia
  • ciekawe ćwiczenia i dobra część teoretyczna
  • dobre jedzenie
Plusy ujemne:
  • brak motka zastępczego - wypożyczony przez Polę zawiódł drugiego dnia, więc resztę szkolenia przejeździła jako plecak u instruktora
  • Vytautas ;) 


Asia zmontowała tez krótki filmik:


4 komentarze:

  1. hej
    jak pisałem kiedyś wcześniej - byłem na obu kursach.Ten "zaawansowany" prawie niczym się nie różni od podstawowego.Tak naprawdę level tej "zaawansowanej" grupy ogarnia każdy kto choć trochę jeździł po terenie (łatwym - szutry,leśne dukty,małe górki)).Ty po swoich wyprawach mogłabyś być instruktorem na takim kursie a nie kursantką:)
    Najlepiej te kursy Akademii podsumował mój kolega - to się powinno nazywać "podstawowy kurs obsługi motocykla"

    OdpowiedzUsuń
  2. Mhm... ciekawe - no to pokaż mi proszę w szkoleniu podstawowym powerslide'y (katowaliśmy je dobre 3h w różnych wariantach), pracę na przednim zawieszeniu i przejeżdżanie belki (dla większości kursantów - skrajnie trudne ćwiczenie), holowanie motocykla, jazdę po luźnych kamieniach? Ok, dla kogoś kto ogarnia - żaden problem. Ale twierdzenie, ze te dwa poziomy prawie się nie różnią - to jednak trochę przesada.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt,na zaawansowanym było to o czym piszesz,ale stanowi to może 20 % szkolenia (przynajmniej na tym na którym ja byłem).Reszta - powtórki z podstawowego.Jak na tą cenę i dwa dni - za mało.Np. jazda na luźnych kamieniach - 1 km w jedną i 1 km w drugą - i koniec.Powerslide - każdy 2-3 próby i koniec.
    Szkolenia są teoretycznie ustandaryzowane ale wiele zależy od prowadzącego i samej grupy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisany artykuł. Jak dla mnie bomba.

    OdpowiedzUsuń