Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lipca 2017

Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 6 i 7 - Alpen Masters

16 czerwca 2017 - piątek

Łóżko miało strasznie miękki materac. Moje jest dużo wygodniejsze ;) Schodzę na śniadanie. Stół przykryty jest szydełkową serwetą, wszędzie pełno pierdółek, durnostojek i innych kurzołapów, w których lubują się mieszkańcy tej części świata. Lalki, poduszki, domki, budki, talerze, figurki, sztuczne kwiatki. I jeden prawdziwy, prosto z ogrodu, na moim talerzu - dla ozdoby. Miło w sumie, takie drobiazgi się liczą. Po śniadaniu reguluję rachunek z właścicielką, dowiaduję się, ze mój niemiecki jest niezły (ha ha), zawracam Oliviera na trawniku (nie zaryzykuję tego manewru na żwirze ;) ) i ruszam w stronę Bolzano. Potem okazuje się, że droga, którą chcę jechać jest zamknięta, więc kombinuję jakiś objazd, który tez jest niczego sobie.

W planie na dzisiaj jest Przełęcz Czelendż - kilka fajnych przełęczy z milionem zakrętów. No to jadymy.

wtorek, 25 lipca 2017

Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 5 - Co za dzień...

15 czerwca 2017 - czwartek

Ale tu fajnie i cicho. Góry są magiczne. Za oknem widać początek pięknego, słonecznego dnia. Nie tracąc czasu zjadam śniadanie i rozliczam się za pobyt. Pakuję graty na moto i ruszam na przejażdżkę w dół zakrętasów na Stelvio. Jest fajnie, pusto, więc można skupić się na jeździe, a nie wyprzedzaniu czy mijaniu w zakrętach rowerów, skuterów, ciągników z niemieckimi dziadkami w skórzanych szortach czy innych wynalazków.

Potem robię tę samą trasę w górę. Tu jest jeden deko upierdliwy odcinek, bo trzech Niemców wymyśliło sobie, że chcą mieć film, więc zapakowali chyba swojego kumpla do bagażnika osobówki i jadą całą szerokością drogi, a ten bagażnikowy ich "kręci" Snują się dość wolno, nie da się ich wyprzedzić, więc będą mieli mnie jako mistrzynię drugiego planu w nagraniu. Po dwóch winklach zatrzymują się, tuz koło martwego świstaka leżącego na środku jezdni - ciekawe kto go trafił...

Gdy mijam punkt Foto-Stelvio zapamiętuję godzinę, żeby potem odszukać siebie na fotkach.

wtorek, 18 lipca 2017

Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 1 i 2 - Rozbiegówka

11 czerwca 2017 - niedziela

Dzisiaj jest dzień autostradowy. Wyjeżdżam z domu ok. 9:00, więc niezbyt wcześnie. Nie mam na nic ciśnienia - wiem gdzie dojechać, wiem którędy, pogoda ma być dobra. Wybieram widokową trasę przez Polskę. Przeprawiam się promem w Czernichowie do Brzeźnicy i dalej wbijam się w lokalne drogi. Przede mną jedzie seicento a la wiejski tuning z głośnym wydechem. Zza uchylonej ciemnej szyby wylatuje na jezdnię tuż przede mnie, a następnie turla się na pobocze lekko zgnieciona puszka po piwie "Tyskie ponad wszystkie". Ech, jak ludzie mogą tak syfić?

czwartek, 13 lipca 2017

Expresso Dolomiti 2017 - prolog

W tym roku to chyba tradycja, żeby prologi pisać post factum. Ale obiecuję poprawę w tej kwestii :)

Do ostatniego momentu nie wiedziałam co wybrać na 'długi łykend" w czerwcu - czy Polskę i szlak latarni morskich nad Bałtykiem, czy Włochy i objazd jeziora Garda.

W końcu postanowiłam. Garda. To też był kiedyś jeden z planów, chyba w 2015 roku, ale zamiast tego wybrałam Polskę i "Long Way Round".

Na szybko opracowałam z grubsza trasę, rozeznałam się gdzie tam można spać, wysłałam kilka zapytań o noclegi, w tym jedno do Eli i Sławka prowadzących pensjonat Imbachhorn w Fusch. Niestety - brak miejsc... Ale... W tym czasie jest tam Motoszkoła na Expercie... No i się udało zorganizować dorzucenie mnie do jednego z pokoi zajmowanych przez kursantów - jeszcze raz dziękuję za tę możliwość :)

wtorek, 11 lipca 2017

Moto Corsica 2017 - Dzień 10 - Byle dalej

07 maja 2017 - niedziela

Na górze jest gorąco. Następnym razem trzeba koniecznie mieć miejsca niżej. No i ciasno. Nie wiem jak Piotrek się mieści... No ale przynajmniej nośność łóżek w pociągu jest przetestowana - nikt nie ucierpiał. Zasadniczy austriacki konduktor przynosi śniadanie - tym razem rzeczywiście oprócz napoju są dwie bułki i jakieś smarowidła na słodko. Na szczęście mamy trochę szynki z wczoraj. W sumie mamy też ser, ale tak śmierdzi, że nie otwieramy go - nie zrobimy tego naszym współtowarzyszom podróży...

Dojeżdżamy do Wiednia i możemy się powoli wypakowywać. Piotrek mówi, ze trochę szumi mu w głowie po wczorajszych baletach. Ja też jestem trochę zmęczona, ale bardziej od spania "na górnej półce".

Niestety, motków mamy nie ruszać. Zasadniczy konduktor mówi nam, że są wymogi BHP i do tej pracy trzeba mieć kaski... Eeee, Włosi się nie czepiali. A w sumie kaski mamy. Piotrek nawet zakłada swój i dalej majstruje przy odpinaniu motka. Ja poczekam aż ktoś to za mnie zrobi, co sobie będę ręce brudziła ;)

środa, 24 maja 2017

Moto Corsica 2017 - Dzień 1 - Motory na tory

28 kwietnia 2017 - piątek

Wyjazdy w deszczu są dla mnie standardem. Dzisiejszy poranek jest kolejnym na to dowodem. Spakowana jestem od poniedziałku, bo we wtorek musiałam służbowo lecieć do Niemiec. Wróciłam wczoraj, a raczej dzisiaj po północy. Więc jeszcze jestem średnio wyspana. Jem śniadanie, ogarniam ostatnie rzeczy. Montuję bagaż na Oliviera. Przy okazji okazuje się, że w serwisie zapodziali mi gdzieś śrubki do mocowania tankbaga, a same paski gdzieś luźno wiszą sobie w przedniej części motka - dobrze, że nie wypadły podczas ostatniej jazdy, jak sprowadzałam moto do domu...

Dokręcam śrubki, bo zauważyłam kilka luźniejszych. Jest kwadrans obsuwy. Piotrek, który miał po mnie podjechać pewnie siedzi na zewnątrz i moknie, chyba, że przestało padać. Ufff, przestało. A następnym razem muszę mniej na wariata jechać i zdecydowanie mieć czas, żeby przeglądnąć moto po odbiorze z serwisu pod kątem ewentualnych niedoróbek.

sobota, 2 stycznia 2016

Lodowcowy ekspres - Mölltaler Gletscher

06-11 listopada 2015

W listopadzie udało mi się otworzyć sezon narciarski. Heady jak zwykle ręcznie przygotował mi jeden z krakowski serwisów, łydka zmieściła się w buty a tyłek w spodnie narciarskie, więc dało radę. Na ten wyjazd, tak jak i kilka poprzednich, podpięłam się do warszawskiej ekipy dowodzonej przez Bartka. Schemat wyjazdy analogiczny do poprzednich.W piątek wieczorem zameldowałam się pod KFC w Gliwicach, zostawiłam moją Fokę na parkingu i przesiadłam się do wyjazdowego busa.

Rano byliśmy na parkingu pod lodowcowym kretem. Przebraliśmy się, zakupiliśmy karnety i stanęliśmy w kolejce do kolejki wśród rozwydrzonej bandy dzieciaków jeżdżących w klubach narciarskich, przepychających się na potęgę i mającym sobie za nic jakiekolwiek zasady porządkowe.

W sumie dość mnie to irytuje, i mimo, że kiedyś sama byłam takim "klubowym dzieciakiem" to poziom kultury był jednak wyższy. Owszem, przepychaliśmy się w kolejkach, ale nie aż tak chamsko, lecz bardziej wyrafinowanie ;)

wtorek, 1 września 2015

Expert - Podejście drugie - Epilog

Tym razem było sporo lepiej niż rok temu. Z większym luzem, z mniejszymi oczekiwaniami, z większą pokorą, z mniejszą presją.
Zdecydowanie lepiej też czułam motocykl, a i rozjeżdżenie w sezonie zrobiło swoje (przed kursem miałam już zrobione prawie 17 tys km w tym roku).

Pogoda nie do końca dopisała, ale z drugiej strony mieliśmy okazję poćwiczy c jazdę w naprawdę trudnych warunkach, a to dodatkowe punkty do doświadczenia. Muszę przyznać, że nowe opony Oliviera, mimo tego, że nie wiedziałam do końca czego się po nich spodziewać i jak będą reagować, spisały się znakomicie i dawały duży komfort i poczucie bezpieczeństwa.

sobota, 29 sierpnia 2015

Expert - podejście drugie - Powrót w dwóch aktach

20 czerwca 2015 - sobota
21 czerwca 2015 - niedziela

Prognozy na sobotę nie są optymistyczne. W górach ma padać śnieg. Zresztą - to co widzę za oknem zdecydowanie tego nie wyklucza. Jest szaro, buro i leje. Brrr. Odechciewa się jechać, a przede mną prawie 700 km.

Po śniadaniu zaczynam zbiórkę Niespiesznie. Może się rozpogodzi. Przeparkowuję motocykl, żeby jego tył stał pod dachem. Da to jako taką ochronę przed deszczem przy pakowaniu bagażu na moto. Nie ma nic gorszego niż zapak w deszczu.

Dalej leje, ale raz kozie śmierć. Nie ma złej pogody - są tylko źle ubrani motocykliści. I tak przemokną mi rękawiczki. Żegnam się z Chlorami, obiecuję, że jak dojadę to się zamelduję. Wsiadam na moto, wciskam starter i nic. Cholera. Co jest? Wszystko powinno być OK, więc czemu nie działa? Wciskam jeszcze kilka razy i zaskakuje. Kurcze, trzeba się temu przyjrzeć. Mam nadzieję, że nie utknę gdzieś na trasie z powodu braku możliwości uruchomienia moto.

piątek, 28 sierpnia 2015

Expert - podejście drugie - Dzień 5 - Fajnie, fajnie...

19 czerwca 2015 - piątek

Wszystko co dobre szybko się kończy. Dziś wracamy do Austrii, ale zanim tam dotrzemy - nie ma lekko - poćwiczymy jazdę na Pordoi. Pogoda nie może się zdecydować, więc i my nie decydujemy się na zbyt wczesne opuszczenie hotelu. Na spokojnie patrzymy na przemieszczające się chmury i dopiero jak jest jako-tako, to ruszamy. Nie jest źle. Zdejmujemy kufry, ustalamy co i jak i zaczynamy, dla odmiany, jazdy.

czwartek, 30 lipca 2015

Expert - podejście drugie - Dzień 1 - Bez kamery

foto: motoszkola.pl
15 czerwca 2015 - poniedziałek

Pada. I prognozy nie są optymistyczne. Chyba wieczorem było za mało whiskacza i toastów za pogodę.

Mimo wszystko jemy śniadanie, pakujemy się i znosimy bagaże do sali bilardowej. Wsiadamy na motocykle i jak twardziele ruszamy na Grossglockner. Dziś już oficjalnie, w ramach Experta.

Na górze pada nieco mniej, ale mimo wszystko jest ślisko, a widoczność miejscami jest mocno ograniczona. Kręcimy się trochę po trasie, ale ostatecznie ustalamy, że jedziemy na lodowiec, do knajpki. Trzeba sobie jakoś osłodzić ten dzień.

wtorek, 28 lipca 2015

Expert - podejście drugie - Trening

14 czerwca 2015 - niedziela

Expert się jeszcze nie zaczął. Póki co trwa "Trening Grossglockner". Wczoraj ekipa katowała przełęcz Gerlos, dzisiaj atakujemy Wielkiego Dzwonnika.

Pogoda nie rozpieszcza - jest pochmurno, nawet lekko mokro, ale co tam - jedziemy! Bierzemy vouchery na tańsze bilety wjazdu od naszych gospodarzy, uzbrajamy się w moto-ciuchy, niektórzy jeszcze tankują i wspinamy się do miejsca, skąd rozpoczynamy jazdy przed kamerą.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Expert - podejście drugie - Dojazdówka

13 czerwca 2015 - sobota

Przede mną cały dzień jazdy i ponad tysiąc kilometrów do zrobienia. Przemili gospodarze raczą mnie pysznym śniadaniem i dużym kubkiem herbaty. Dostaję też Jacka D. w ramach podziękowania za wczorajsze wystąpienie ;) Z Dębicy ruszam koło ósmej - w chopperowej eskorcie do najbliższej stacji benzynowej. Potem wbijam się na autostradę i ruszam w kierunku Krakowa. Poprzedniego wieczoru wybrałam na dziś trasę przez Zwardoń i Bratysławę - dawno nią nie jechałam. Po drodze zahaczę o Bielsko i przybiję piątkę z Piotrkiem, który akurat w ten weekend objeżdża Beskid Śląski.

Droga mija bardzo przyzwoicie i bez niespodzianek. No, prawie... Podjeżdżam do bramki na A4 w Balicach, podnoszę wizjer w kasku i podaję kasę pani z okienka. Wtedy słyszę "Cześć!" Odwracam głowę i widzę znajomą twarz - koleżanka motocyklistka (z którą wprawdzie od stu lat razem się na moto nie spotkałyśmy). Wymieniamy kilka zdań, ale tworząca się za mną kolejka nie pozwala na dłuższe pogaduchy. Dostaję życzenia szerokiej drogi i odjeżdżam. Świat jest mały ;)

czwartek, 25 czerwca 2015

Expert - podejście drugie - Prolog

Ten wyjazd jest mi mocno nie na rękę. Głównie dlatego, że mam ostatnio spore problemy finansowe (ale już już jest światełko w tunelu, które je rozwiąże!) i gdyby nie to, że zapisałam się na kurs Expert w Motoszkole pół roku temu, to pewnie nie pojechałabym wcale. Kolejna sprawa - zgranie przeglądów motocykla. Wyjazd w Alpy to szansa na dokręcenie ok. 4000 km. Wtedy przekroczę stan licznika o zbyt dużo, żeby utrzymać gwarancję na Oliviera. Więc muszę dokręcić te kilometry wcześniej, a to kolejne wydatki... No i sam przegląd, na szczęście "mały", bo po 50000 km... A i jeszcze komplet nowych opon, bo Miecheliny Anakee 2,mają już trochę kilometrów nawinięte i nie zrobią (bezpiecznie) kolejnych kilku tysięcy... Wybór pada na Metzelery Tourance Next... Podobno będę zadowolona :) Z pomocą przychodzi siostra - pożycza gotówkę i mogę działać...

środa, 12 listopada 2014

Lodowcowy ekspres - Stubai

07-11 listopada 2014

Decyzja była bardzo "last minute". Co prawda kiedyś myślałam nad takim ekspresowym wyjazdem, ale jeszcze nigdy się nie udał. A tym razem - zwolniło się miejsce i pojechałam. Trochę w ciemno, bo z ośmioosobowym towarzystwem, z którego dwie osoby znałam wcześniej, a reszta była dla mnie całkowicie nowa. Chociaż "znałam", to też za dużo powiedziane - po prosto spotkałam w pewnym porcie na Mazurach dwa i pół roku temu, ale imprezowy wieczór i "śniadanie" spowodował, że utrzymujemy jakiś tam kontakt do dziś.

W piątek wieczorem zameldowałam się na stacji benzynowej w Gliwicach, gdzie byłam umówiona z resztą. Zostawiłam moją  Fokę (czyli focusa) na parkingu i przesiadłam się do wyjazdowego busa, w którym byli: Bartek, Ola, dwóch Adamów, Grzesiek, Paweł i wcześniej znani mi Piotrek i Borys. Wesoła ekipa w komplecie.

Noc minęła na jeździe. Chwilę po piątej rano zameldowaliśmy się w kwaterze, skąd po godzinie wyruszyliśmy na stok. Kupiliśmy czterodniowe karnety i ruszyliśmy na podbój lodowca.

sobota, 9 sierpnia 2014

Expert dla początkujących - epilog

Kopnął mnie wielki zaszczyt. Wzięłam udział w kursie, który jest marzeniem wielu moich motocyklowych znajomych. Nie wiedziałam, czy jestem gotowa. W mojej ocenie chyba nie. Dalej tego nie wiem... Ja ciągle widzę siebie gdzieś na początku motocyklowej przygody. Wiem, że mało potrafię. Znam ludzi, którzy jeżdżą krócej niż ja, ale jeżdżą lepiej, są bardziej odważni, szybciej robią postępy. Ja jeżdżę zachowawczo. Raczej powoli. Do każdego zakrętu podchodzę ze skupieniem. Ćwiczę. To sprawia, że brakuje mi luzu. Wygórowane ambicje pewnie dodatkowo hamują postępy. Dlatego właśnie ten wyjazd był trudny. Również dlatego, że w gronie samych facetów, z których większość ten kurs robiła nie pierwszy raz, a ja drugie byłam wyraźnie najsłabsza... A ja nie lubię nie umieć... W każdym razie, wiem co mam ćwiczyć, wiem co mi nie wychodzi, nad czym mam pracować. Może za rok będzie lepiej. Może dojdzie trochę luzu. Może będzie więcej odwagi...

czwartek, 7 sierpnia 2014

Expert dla początkujących - Podróż "z" - Herbatka u Hitlera

21 czerwca 2014 - sobota

Część oficjalna kursu dobiegła końca. W zasadzie mogę się spakować i wracać do Polski. Ale nie mam na to ochoty. Ani ja, ani reszta uczestników. W ramach odwlekania tego straszliwego czasu powrotu, udajemy się "do domu" okrężną drogą - zahaczając o Kehlsteinhaus - Orle Gniazdo - herbaciarnię Hitlera.

Oczywiście jedziemy tam pokręconymi drogami, omijając autostrady i inne "szybsze" trasy. Na miejscu - pełna profeska - parkujemy motki na parkingu dla motków, zostawiamy kaski na lusterkach (co prawda to Niemcy, ale mam lekka obawę, czy kask będzie jak wrócę) i udajemy się po bilety. Standardowo stoję w kolejce, która porusza się wolniej, reszta ekipy w drugiej kolejce, więc przenoszę się do nich, gdy już są pod okienkiem, a ja w czarnej d...

środa, 6 sierpnia 2014

Expert dla początkujących - Dzień 5 - Koło zatoczone

20 czerwca 2014 - piątek

Czas wracać do Austrii... Ale oczywiście nie najkrótszą ani najprostszą drogą, oj nie... Zaczynamy od znanej nam już przełęczy Pordoi. Jedzie się jakby łatwiej, choć inaczej, bo motocykl zapakowany. Nie wiem sama... Jest progres? Nie ma?... Połykamy kolejne zakręty, kolejne wzniesienia. Mijamy przełęcz Staulanza. Ćwiczę każdy zakręt. W lewo trajektoria + pozycja, w prawo głównie trajektoria, a na łatwiejszych zakrętach dodaję do tego pozycję. Dojeżdżamy do przełęczy Cibiana. tu robimy przerwę. Osładzam sobie postój gorącą czekoladą. Odpinamy kufry i inne bagaże z motocykli i zaczynamy ćwiczenia. Najpierw "na sucho - na dostępnym sprzęcie ćwiczę zmianę pozycji, a potem zaczynamy prawdziwe jazdy.

czwartek, 17 lipca 2014

Expert dla początkujących - Dzień 1 - Ośla łączka

16 czerwca 2014 - poniedziałek

Dziś dzień pierwszy szkolenia. Poranne opowieści o tym co się może stać, podpisywanie dokumentów itp coraz bardziej mnie przerażają. Nie ma miejsca na błędy. Nie ma miejsca na błędy. Powtarzam to sobie jak mantrę. Wykonuje jeszcze jeden telefon okolicznościowy do przyjaciela, dostaję zapewnienia, zę na pewno dam radę. No, zobaczymy. Obiecuję, że nie będę się wkurzać... za bardzo...

W końcu ruszamy. Ja zahaczam jeszcze o bankomat, żeby móc zapłacić za wjazd na Grossglockner.
Zbieramy się tuz za bramkami u podnóża przełęczy i jazda. Jadę za Rafałem, ale po chwili go gubię. Dla niego to rutynowy dojazd, a ja mam pełno w gaciach.

wtorek, 1 lipca 2014

Expert dla początkujących - Podróż "do" - Jest przygoda

15 czerwca 2014 - niedziela

Moto przygotowane (nowe oponki założone, inne elementy sprawdzone),  ja spakowana w niezbędne minimum, umówiona w Gliwicach z Grześkiem i Jackiem. Można jechać.
Koło 7:00 wyruszam spod domu. Dzisiejszy dzień ma upłynąć pod znakiem jazdy "po najmniejszej linii oporu" czyli autostradami. Kieruję się na A4 i płacąc na bramkach słyszę od pani w okienku, że autostrada jest nieprzejezdna, bo wyciągają jakąś ciężarówkę z rowu i albo poczekam, albo zjadę na Chrzanów. Czyli już jest "wesoło". Wybieram opcję zjazdu z autostrady. Zaoszczędzę 4,50 zł, stracę kwadrans, ale i tak dojadę w umówione miejsce o czasie. W Chrzanowie doświadczam niemiłej sytuacji - dwóch panów w dwóch samochodach na rejestracjach KCH, CH jak CHam albo i co gorszego, próbują mnie zepchnąć z drogi. I wcale nie przeszkadza im, że robią to na skrzyżowaniu, gdzie stoją dwa radiowozy. W sumie policji też to nie przeszkadza. Niech mają. Ja ma wakacje.