niedziela, 19 czerwca 2016

Skradziono mi motocykl :(

W piątek, 17 czerwca, ok. godziny 15:30 zauważyłam zniknięcie mojego motocykla - nowego małego enduro. Ktoś musiał sobie przywłaszczyć go w ciągu 24h poprzedzających moje "odkrycie".

Motocykl to: AJP PR4 240 Ultrapassar 
nr rej. KK 3167 
VIN: TX9PR320G1060050.
Rocznik 2016, 75km przebiegu więc nówka. 
kolor: biały z czarnymi i czerwonymi akcentami

Motocykl jest bardzo unikatowy - AJP nie ma w Polsce wielu (kilkadziesiąt sztuk), a Ultrapassar to w ogóle rzadkość (może kilka sztuk) - biała rama, trialowe opony... Kilka naklejek, ale poza tym brak dodatkowego wyposażenia (nie zdążyłam nawet zamontować osłon rąk)

Motocykl stał we wnęce, zastawiony Olivierem i samochodem. Olivier został przetoczony i "ślizgnięty" po aucie, żeby zrobić jak najwięcej miejsca do wyprowadzenia AJP - motek ma przerysowany tłumik, a auto zderzak i nadkole od strony kierowcy. Brak śladów włamania na bramie garażowej ani furtce do garażu...

Sąsiadowi w tym samym czasie zniknął BMW R1200RT...
nr rej. KR 191G
VIN: WB1043008AZW34818 
Rocznik 2010, 33000 km przebiegu
kolor: brązowo-złoty
3 kufry w kolorze nadwozia, aluminiowe osłony na głowice silnika, radio, uchwyt na GPS, regulowana szyba, ABS, tempomat, podgrzewane manetki i siedzenia...


Jeśli to czytasz - proszę - miej oczy otwarte!

Złodziejom należy uciąć ręce przy samej dupie. Człowiek ciężko haruje, żeby coś kupić, co go cieszy, co jest wynagrodzeniem za rujnowanie zdrowia w robocie, a ktoś inny bezczelnie sobie przywłaszcza. Nie rozumiem zjawiska kradzieży, nie rozumiem jak można sobie przywłaszczyć coś, co należy do kogoś innego. Podobno żyjemy w cywilizowanym kraju, a nie wśród "dzikusów". Nie obrażając nikogo - na końcu świata, w Mali, w Kraju Dogonów, afrykańskie dzieciaki dają się pokroić za pusta plastikową butelkę po wodzie czy innym napoju - bo mogą wtedy nalać do niej wodę dla siebie. My przed jednym z małych trekkingów zostawiliśmy kilka pustych butelek na motocyklach. Razem z kaskami, bagażami, ciuchami mto, które właśnie zrzuciliśmy z siebie na rzecz t-shirtów i krótkich spodenek. Żaden dzieciak (ani dorosły) nie tknął niczego co do nas należało. Nawet zakichanej butelki po wodzie, która miała dla nich większą wartość niż wyposażenie nasze i motocykli. Grzecznie poczekali aż wrócimy i rozdamy im te butelki. Nikt nie ruszył, mimo, że to  "śmieć", dla nas całkowicie nieprzydatny. Ale na "naszym trenie" więc "nasza własność". Człowiek bezpieczniej się czuje w afrykańskiej dziczy niż w europejskiej stolicy kultury, w podobno prestiżowej, spokojnej dzielnicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz