07 czerwca 2018 - czwartek
08 czerwca 2018 - piątek
09 czerwca 2018 - sobota
10 czerwca 2018 - niedziela
Jakoś tak się dziwnie składa, że im bliżej do powrotu, tym mniej fotek się robi w trasie. Może dlatego, że wszystko co najfajniejsze już "za nami"? Jedziemy do Oradei, a następnie kierujemy się na Węgry. Tam, omijając wszelkie płatne drogi, jedziemy do Tokaja. Docieramy na miejsce względnie wcześnie, więc mamy czas na pozwiedzanie piwniczek i degustacje wina. Zaczynamy jednak od zakwaterowania, wypłacenia kasy i obiadu. I butelki wina.
Widać, że jest przed sezonem i tak naprawdę większość piwniczek jest zamknięta. Trafiamy do jakiejś jednej, mało reprezentacyjnej, ale kieliszek wina za 100 forintów wszystko wynagradza, zwłaszcza, że jest wyśmienite. W dodatku bardzo dobrze wchodzi więc zamawiamy kolejne i kolejne.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F800GS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą F800GS. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 6 września 2018
wtorek, 4 września 2018
Grecja 2018 - Dzień 12 - Przymusowa kąpiel w Dunaju
06 czerwca 2018 - środa
Śniadanie jemy w hotelowej restauracji, ale w sumie nie wiemy, czy jest w cenie noclegu, czy nie. Ciężko jest się też tego w jakikolwiek sposób dowiedzieć...
Urzekają nas opakowaniu cukru - w eurasy. Wojtek do swojej kawy dostał "więcej pieniążków" niż ja, ale wrzuciliśmy do wspólnej puli ;)
Po śniadaniu wychodzimy z restauracji i nikt się nie czepia, więc chyba było w cenie ;)
Śniadanie jemy w hotelowej restauracji, ale w sumie nie wiemy, czy jest w cenie noclegu, czy nie. Ciężko jest się też tego w jakikolwiek sposób dowiedzieć...
Urzekają nas opakowaniu cukru - w eurasy. Wojtek do swojej kawy dostał "więcej pieniążków" niż ja, ale wrzuciliśmy do wspólnej puli ;)
Po śniadaniu wychodzimy z restauracji i nikt się nie czepia, więc chyba było w cenie ;)
poniedziałek, 3 września 2018
Grecja 2018 - Dzień 11 - Cudownymi Mostami do Montany
05 czerwca 2018 - wtorek
Dzień zaczynamy od zwiedzania Cudownych Mostów. Olbrzymie formacje skalne robią wrażenie, ale przyznam, że spodziewałam się, że będzie tego więcej... Niemniej jednak warto odwiedzić to miejsce i pójść nieco dalej niż tylko do pierwszych barierek. W nocy padało, więc ścieżki są śliskie - przez błoto i mokre kamienie, a roślinność ociera się o buty i nogawki i je całkowicie moczy. Z lokalnych atrakcji można przejechać się tyrolką, którą wjeżdża się pod jeden z mostów. Mieliśmy okazję sprawdzić fachowe mocowanie stalowej liny na feldze bliżej niezidentyfikowanego samochodu ;)
Dzień zaczynamy od zwiedzania Cudownych Mostów. Olbrzymie formacje skalne robią wrażenie, ale przyznam, że spodziewałam się, że będzie tego więcej... Niemniej jednak warto odwiedzić to miejsce i pójść nieco dalej niż tylko do pierwszych barierek. W nocy padało, więc ścieżki są śliskie - przez błoto i mokre kamienie, a roślinność ociera się o buty i nogawki i je całkowicie moczy. Z lokalnych atrakcji można przejechać się tyrolką, którą wjeżdża się pod jeden z mostów. Mieliśmy okazję sprawdzić fachowe mocowanie stalowej liny na feldze bliżej niezidentyfikowanego samochodu ;)
wtorek, 28 sierpnia 2018
Grecja 2018 - Dzień 10 - Rodopy
04 czerwca 2018 - poniedziałek
Poranek jest ciepły i słoneczny, ale na zacienionym campingu jest bardzo przyjemnie. W dodatku nad Olimpem nie ma chmur, i można pocykać kilka fotek zepsutym aparatem...
Po śniadaniu Wojtek zgarnia Andreasa z "centrum" i jadą ogarniać akumulator do Oliviera. Ja w tym czasie zwijam bazę i planuję trasę, bo wymagane są coraz większe modyfikacje. Czasu mam dużo, bo chłopaków nie ma i nie ma, ale w końcu przyjeżdża Wojtek (Andreas wrócił do swoich spraw) i mogę cieszyć się nową bateryjką. Montuje ją w motocyklu, przekręcam kluczyk, wciskam starter i następuje chwila prawdy - motek bez ociągania budzi się do życia. Załatwione. Choć naprawdę mogłam sobie tego oszczędzić i wymienić aku prze wyjazdem, zgodnie z pierwotnym zamierzeniem...
Poranek jest ciepły i słoneczny, ale na zacienionym campingu jest bardzo przyjemnie. W dodatku nad Olimpem nie ma chmur, i można pocykać kilka fotek zepsutym aparatem...
Po śniadaniu Wojtek zgarnia Andreasa z "centrum" i jadą ogarniać akumulator do Oliviera. Ja w tym czasie zwijam bazę i planuję trasę, bo wymagane są coraz większe modyfikacje. Czasu mam dużo, bo chłopaków nie ma i nie ma, ale w końcu przyjeżdża Wojtek (Andreas wrócił do swoich spraw) i mogę cieszyć się nową bateryjką. Montuje ją w motocyklu, przekręcam kluczyk, wciskam starter i następuje chwila prawdy - motek bez ociągania budzi się do życia. Załatwione. Choć naprawdę mogłam sobie tego oszczędzić i wymienić aku prze wyjazdem, zgodnie z pierwotnym zamierzeniem...
sobota, 25 sierpnia 2018
Grecja 2018 - Dzień 9 - Mini zlot pod Olimpem
03 czerwca 2018 - niedziela
Otwieram oczy i widzę te komary czyhające po drugiej stronie sypialni namiotu. Tylko czekają, żeby mogły wlecieć i wyssać krew z człowieka. Akcja jest więc szybka - wyłażę z namiotu, zanim te się zorientują. Wysyłam Wojtka do miasteczka, po kasę, a ja w tym czasie podłączam Oliviera do prądu - aku musi się naładować, bo marudzi. Nomad wraca po dłuższej chwili, z kasą i jakimś drobnym śniadaniem. Mówi, że przejeżdżając niedzielnym rankiem przez małe, puste miasteczko, czuł się jak na jakimś westernie: lokalesi siedzą na werandach knajp, popijają kawę, nic się nie dzieje, ulicą wiatr przetacza okrągłe krzaki; wtedy pojawia się on - nietutejszy, przejeżdża środkiem centralnej ulicy, rozglądając się na prawo i lewo (w poszukiwaniu bankomatu), czując na sobie każde spojrzenie każdego mieszkańca... Obcy na ich terenie ;)
Otwieram oczy i widzę te komary czyhające po drugiej stronie sypialni namiotu. Tylko czekają, żeby mogły wlecieć i wyssać krew z człowieka. Akcja jest więc szybka - wyłażę z namiotu, zanim te się zorientują. Wysyłam Wojtka do miasteczka, po kasę, a ja w tym czasie podłączam Oliviera do prądu - aku musi się naładować, bo marudzi. Nomad wraca po dłuższej chwili, z kasą i jakimś drobnym śniadaniem. Mówi, że przejeżdżając niedzielnym rankiem przez małe, puste miasteczko, czuł się jak na jakimś westernie: lokalesi siedzą na werandach knajp, popijają kawę, nic się nie dzieje, ulicą wiatr przetacza okrągłe krzaki; wtedy pojawia się on - nietutejszy, przejeżdża środkiem centralnej ulicy, rozglądając się na prawo i lewo (w poszukiwaniu bankomatu), czując na sobie każde spojrzenie każdego mieszkańca... Obcy na ich terenie ;)
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
Grecja 2018 - Dzień 8 - Przez Termopile do Wenezueli
02 czerwca 2018 - sobota
Śniadanie jemy w wersji mini i w dodatku na słodko - tak jakoś wyszło, innej opcji nie ma. Jedziemy na lekko zwiedzać starożytne Mykeny. Parkujemy pod drzewkiem blisko kas i ruszamy podziwiać kupki kamieni. Mykeny podobno założył Perseusz, a jednym z władców był Agamemnon (ten, który zdobył Troję); a Leonidas mógł liczyć na 80 żołnierzy, którzy przybyli na pomoc Spartanom pod Termopile
Do miasta wchodzi się przez Lwią Bramę. Niesamowite wrażenie robią wielkie bloki skalne, ciasno, idealnie dopasowane i ułożone w mur... dla mnie niesamowite - jak ci, który to budowali byli w stanie to zrobić? Bez technologii, jaką dysponujemy dzisiaj? Niesamowite. Nomad chodzi jak zahipnotyzowany, słychać kręcące się w jego głowie trybiki, rozkminiające jak to możliwe. Ale ja wiem - mury zbudowali Cyklopi :)
Śniadanie jemy w wersji mini i w dodatku na słodko - tak jakoś wyszło, innej opcji nie ma. Jedziemy na lekko zwiedzać starożytne Mykeny. Parkujemy pod drzewkiem blisko kas i ruszamy podziwiać kupki kamieni. Mykeny podobno założył Perseusz, a jednym z władców był Agamemnon (ten, który zdobył Troję); a Leonidas mógł liczyć na 80 żołnierzy, którzy przybyli na pomoc Spartanom pod Termopile
środa, 15 sierpnia 2018
Grecja 2018 - Dzień 7 - Kalamata w Kalamacie
Dzień dziecka. Będzie dobrze. Po śniadaniu z kempingowej knajpy wsiadamy na motki i na lekko jedziemy kilkaset metrów do zamku, żeby pozwiedzać. Parkujemy motki mniej więcej tam, gdzie wczoraj podjechaliśmy na rekonesans i zaczynamy obchód. ładną fotkę bramy psuje metalowe skrzydło z tabliczką z informacjami o godzinach otwarcia i cenie, więc otwieram je tak, aby, w miarę możliwości schowało się za murem. Od razu lepiej. W środku w budce siedzi pan sprzedający bilety, nudna robota, zwłaszcza w upale. Po wewnętrznej stronie murów jest olbrzymi teren, nie spodziewałam się, że aż tak rozległy. Obejście wszystkiego zajmie nam "chwilę". Umilamy sobie wędrówkę rozważaniami na temat możliwości konstrukcyjnych i matematycznych ludzi sprzed kilkuset czy kilku tysięcy lat.
poniedziałek, 13 sierpnia 2018
Grecja 2018 - Dzień 6 - Gaje oliwne
31 maja 208 - czwartek
Zaspaliśmy!!! Więc znowu będzie wyjazd później niż zakładał to plan uknuty wczorajszego wieczora. Na śniadanie mamy "wczorajszą kolację:, więc nie zajmuje nam ono zbyt długo. W międzyczasie chłoniemy lokalny folklor małego rybackiego miasteczka. Szczególnie urzeka nas handel obwoźny - powoli jadący samochód, megafon i powtarzana bądź odtwarzana "z płyty" sekwencja marketingowa. Przejeżdża tak m.in wóz z cebulą i kolejny z kurczakami. Żywymi. Świeżość przede wszystkim.
Zaspaliśmy!!! Więc znowu będzie wyjazd później niż zakładał to plan uknuty wczorajszego wieczora. Na śniadanie mamy "wczorajszą kolację:, więc nie zajmuje nam ono zbyt długo. W międzyczasie chłoniemy lokalny folklor małego rybackiego miasteczka. Szczególnie urzeka nas handel obwoźny - powoli jadący samochód, megafon i powtarzana bądź odtwarzana "z płyty" sekwencja marketingowa. Przejeżdża tak m.in wóz z cebulą i kolejny z kurczakami. Żywymi. Świeżość przede wszystkim.
czwartek, 2 sierpnia 2018
Grecja 2018 - Dzień 5 - Meteory jadły z ręki
30 maja 2018 - środa
Śniadanie u Greka jest bardzo obfite. Większość rzeczy jest co prawda popakowana w osobne folijki, ale sporo jest też świeżych rzeczy w ogromnym wyborze. Po śniadaniu Wojtek montuje pompę paliwa, tę z
Albanii. Wydaje się że jest OK, ale zweryfikujemy to później. Pakujemy się i
ruszamy w "góry", ale najpierw zahaczamy o centrum miasta, gdzie wypłacam z bankomatu kasę i
bezczelnie zawracam na ciągłej linii w obecności policjanta. Jedziemy zwiedzać Meteory. Do klasztorów prowadzą niezliczone ciasne zakręty. Sceneria jest naprawdę
obłędna.
poniedziałek, 25 czerwca 2018
Grecja 2018 - Dzień 4 - Afera za "ojro pisiont"
29 maja 2018 - wtorek
Gdy rano otwieram oczy, Wojtek już się krząta. Tzn. dobija ostatnie komary, które w nocy go strasznie pożarły. Ja mam kilka śladów, ale raczej nie po komarach - prędzej po jakichś upierdliwych meszkach. Na WhatsAppie czeka na mnie wiadomość od naszego gospodarza "zamknijcie drzwi i użyjcie siatek przeciw owadom - jest tu sporo paskudnych komarów". No... Rychło w czas... ;)
Mamy czas do 10, bo wtedy mamy zadzwonić do serwisu w sprawie pompy, więc zanim zrobi się masakrycznie ciepło idziemy na plażę, bo wczoraj odpadł nam ten punkt programu.
Plaża jest szeroka i w sumie ładna... tzn byłaby... gdyby nie syf i śmieci, którymi tu się nikt nie przejmuje. Na plażę można wjechać samochodem, czy wozem konnym. Średnia wieku plażowiczów to dobre 65+. W sumie, co maja innego do roboty? Woda w morzu jest ciepła i nawet czysta, ale jakoś żadne z nas nie ma ochoty na kąpiel.
Gdy rano otwieram oczy, Wojtek już się krząta. Tzn. dobija ostatnie komary, które w nocy go strasznie pożarły. Ja mam kilka śladów, ale raczej nie po komarach - prędzej po jakichś upierdliwych meszkach. Na WhatsAppie czeka na mnie wiadomość od naszego gospodarza "zamknijcie drzwi i użyjcie siatek przeciw owadom - jest tu sporo paskudnych komarów". No... Rychło w czas... ;)
Mamy czas do 10, bo wtedy mamy zadzwonić do serwisu w sprawie pompy, więc zanim zrobi się masakrycznie ciepło idziemy na plażę, bo wczoraj odpadł nam ten punkt programu.
Plaża jest szeroka i w sumie ładna... tzn byłaby... gdyby nie syf i śmieci, którymi tu się nikt nie przejmuje. Na plażę można wjechać samochodem, czy wozem konnym. Średnia wieku plażowiczów to dobre 65+. W sumie, co maja innego do roboty? Woda w morzu jest ciepła i nawet czysta, ale jakoś żadne z nas nie ma ochoty na kąpiel.
sobota, 23 czerwca 2018
Grecja 2018 - Dzień 3 - Dwa razy albański moto serwis, proszę
28 maja 2018 - poniedziałek
Ręka Wojtka jest chyba złamana - spuchła, zmieniła kolor, boli... Niedobrze... Zapada jednak decyzja, że jedziemy dalej. Nomad to twardziel. Jak sam stwierdził - "nie takie złamania"... No dobra. To duży chłopiec, więc jego decyzja.
Poranne życie na campingu toczy się bardzo leniwie, więc dostosowujemy się to tego. W końcu są wakacje. Póki co, jesteśmy zgodnie z moim wyżyłowanym planem. Wg. niego mamy dzisiaj myknąć przez całą Albanię, aż do greckiej Joaniny (tudzież "Joanny", jak niektórzy nazywają tę miejscowość.)
Udajemy się na pożywne śniadanie, a następnie niespiesznie zbieramy. Jest plan, żeby w Szkodrze odwiedzić serwis motocyklowy, może coś poradzą. Ja sugeruję jeszcze wizytę w szpitalu, w końcu mam tam wszystko obcykane dokładnie, ale Wojtek nie chce się na to zgodzić. Więc nie naciskam.
Ręka Wojtka jest chyba złamana - spuchła, zmieniła kolor, boli... Niedobrze... Zapada jednak decyzja, że jedziemy dalej. Nomad to twardziel. Jak sam stwierdził - "nie takie złamania"... No dobra. To duży chłopiec, więc jego decyzja.
Poranne życie na campingu toczy się bardzo leniwie, więc dostosowujemy się to tego. W końcu są wakacje. Póki co, jesteśmy zgodnie z moim wyżyłowanym planem. Wg. niego mamy dzisiaj myknąć przez całą Albanię, aż do greckiej Joaniny (tudzież "Joanny", jak niektórzy nazywają tę miejscowość.)
Udajemy się na pożywne śniadanie, a następnie niespiesznie zbieramy. Jest plan, żeby w Szkodrze odwiedzić serwis motocyklowy, może coś poradzą. Ja sugeruję jeszcze wizytę w szpitalu, w końcu mam tam wszystko obcykane dokładnie, ale Wojtek nie chce się na to zgodzić. Więc nie naciskam.
piątek, 22 czerwca 2018
Grecja 2018 - Dzień 2 - Początek problemów
27 maja 2018 - niedziela
Wczoraj zrobiliśmy naprawdę solidny kawałek trasy, więc dzisiaj ciśnienie jest mniejsze. Znosimy bagaże na parking. Objuczanie Oliviera trwa nieporównywalnie krócej niż Królowej, więc w ramach czynu społecznego idę do sklepu po wodę i jakiś prowiant na śniadanie i przekąski podczas drogi. Zakupioną szamkę spożywamy siedząc na krawężniku przy motocyklach, co wzbudza zainteresowanie kilku lokalesów, którzy raz po raz podchodzą i zagadują. Młodsi znają angielski, więc jest łatwiej. Starsi nie znają, więc jest zabawniej. Na szczęście języki słowiańskie są na tyle do siebie pogodne, że z grubsza można się dogadać. I tak poznajemy kilka ciekawych historii, oczywiście związanych z motocyklami i wszelakimi przygodami z ich udziałem.
W końcu wyjeżdżamy z miasta i kierujemy się w stronę granicy z Czarnogórą. Droga jest fajna, widokowa, pozakręcana. Ruch dość nieduży, ale zdarzają się sytuacje przy których robi się bardziej gorąco, gdy np. widzimy jak samochód przed nami przy wyprzedzaniu mija się z tym jadącym z przeciwka na milimetry.
Wczoraj zrobiliśmy naprawdę solidny kawałek trasy, więc dzisiaj ciśnienie jest mniejsze. Znosimy bagaże na parking. Objuczanie Oliviera trwa nieporównywalnie krócej niż Królowej, więc w ramach czynu społecznego idę do sklepu po wodę i jakiś prowiant na śniadanie i przekąski podczas drogi. Zakupioną szamkę spożywamy siedząc na krawężniku przy motocyklach, co wzbudza zainteresowanie kilku lokalesów, którzy raz po raz podchodzą i zagadują. Młodsi znają angielski, więc jest łatwiej. Starsi nie znają, więc jest zabawniej. Na szczęście języki słowiańskie są na tyle do siebie pogodne, że z grubsza można się dogadać. I tak poznajemy kilka ciekawych historii, oczywiście związanych z motocyklami i wszelakimi przygodami z ich udziałem.
W końcu wyjeżdżamy z miasta i kierujemy się w stronę granicy z Czarnogórą. Droga jest fajna, widokowa, pozakręcana. Ruch dość nieduży, ale zdarzają się sytuacje przy których robi się bardziej gorąco, gdy np. widzimy jak samochód przed nami przy wyprzedzaniu mija się z tym jadącym z przeciwka na milimetry.
wtorek, 19 czerwca 2018
Grecja 2018 - Dzień 1 - Jak najdalej przed siebie
25 maja 2018 - piątek
26 maja 2018 - sobota
Kończę pracę o 15. Wszystko mam przygotowane, więc trzeba się tylko zapakować. Nomad przyleciał z północy, więc musimy jeszcze pojechać do niego, żeby on miał szansę się zapakować na wyjazd. W końcu zdecydował się trochę last minute i jeszcze nie miał okazji przygotować.
Jedziemy więc na Podkarpacie. Ustalamy, że w sobotę wyjedziemy wcześnie, żeby mieć przed sobą długi dzień, na długi dojazd.
26 maja 2018 - sobota
Kończę pracę o 15. Wszystko mam przygotowane, więc trzeba się tylko zapakować. Nomad przyleciał z północy, więc musimy jeszcze pojechać do niego, żeby on miał szansę się zapakować na wyjazd. W końcu zdecydował się trochę last minute i jeszcze nie miał okazji przygotować.
Jedziemy więc na Podkarpacie. Ustalamy, że w sobotę wyjedziemy wcześnie, żeby mieć przed sobą długi dzień, na długi dojazd.
wtorek, 12 czerwca 2018
Grecja 2018 - Epilog zamiast prologu
W zeszłym roku tradycją stało się pisanie przeze mnie prologu do wyjazdu już po powrocie (i pomijanie epilogów). W tym roku idę krok dalej i zaczynam relację od epilogu ;) Ale oczywiście opis indywidualnych dni też będzie. Później.
Pomysł wyjazdu do Grecji zrodził się w mojej głowie w momencie zakupu Oliviera (albo nawet przed tym wydarzeniem.). Katalogowa nazwa koloru mojej beemki to Kalamata Metallic Matt. Postanowiłam więc zabrać Kalamatę do Kalamaty. Z roku na rok ten wyjazd był przekładany, bo rodziły się inne "pilniejsze" pomysły. Ale w tym roku musiało się udać. Również dlatego, że... postanowiłam sprzedać osiemsetkę, a obietnica, to obietnica. choćby złożona motocyklowi.
Pomysł wyjazdu do Grecji zrodził się w mojej głowie w momencie zakupu Oliviera (albo nawet przed tym wydarzeniem.). Katalogowa nazwa koloru mojej beemki to Kalamata Metallic Matt. Postanowiłam więc zabrać Kalamatę do Kalamaty. Z roku na rok ten wyjazd był przekładany, bo rodziły się inne "pilniejsze" pomysły. Ale w tym roku musiało się udać. Również dlatego, że... postanowiłam sprzedać osiemsetkę, a obietnica, to obietnica. choćby złożona motocyklowi.
środa, 12 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Epilog
Korsyka w planach była już jakiś czas. chyba nawet dwa lata temu myślałam o tym, żeby tam pojechać, ale za każdym razem brakowało finalnej decyzji.
W tym roku też mało brakowało, żeby wyjazd był do Grecji, do dawno obiecanej Olivierowi Kalamaty.
Szkoda, że nie da się jechać wszędzie naraz...
Korsyka: Tak samo jak Bhutan czy Kolumbia - to świetne miejsce do jazdy po winklach. Prostych dróg jest niewiele, a zakręty potrafią solidnie zmęczyć. W dodatku dookoła jest pięknie i czasem trudno skupić się na drodze, a to grozi niefajnymi konsekwencjami. Wyspa ma jednak dwie poważne wady - jest daleko od Polski i jest droga. Zarówno w kwestii zakwaterowania, jak i paliwa czy wyżywienia. Piwo w knajpie potrafiło kosztować 8 euro...
W tym roku też mało brakowało, żeby wyjazd był do Grecji, do dawno obiecanej Olivierowi Kalamaty.
Szkoda, że nie da się jechać wszędzie naraz...
Korsyka: Tak samo jak Bhutan czy Kolumbia - to świetne miejsce do jazdy po winklach. Prostych dróg jest niewiele, a zakręty potrafią solidnie zmęczyć. W dodatku dookoła jest pięknie i czasem trudno skupić się na drodze, a to grozi niefajnymi konsekwencjami. Wyspa ma jednak dwie poważne wady - jest daleko od Polski i jest droga. Zarówno w kwestii zakwaterowania, jak i paliwa czy wyżywienia. Piwo w knajpie potrafiło kosztować 8 euro...
wtorek, 11 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 10 - Byle dalej
07 maja 2017 - niedziela
Na górze jest gorąco. Następnym razem trzeba koniecznie mieć miejsca niżej. No i ciasno. Nie wiem jak Piotrek się mieści... No ale przynajmniej nośność łóżek w pociągu jest przetestowana - nikt nie ucierpiał. Zasadniczy austriacki konduktor przynosi śniadanie - tym razem rzeczywiście oprócz napoju są dwie bułki i jakieś smarowidła na słodko. Na szczęście mamy trochę szynki z wczoraj. W sumie mamy też ser, ale tak śmierdzi, że nie otwieramy go - nie zrobimy tego naszym współtowarzyszom podróży...
Dojeżdżamy do Wiednia i możemy się powoli wypakowywać. Piotrek mówi, ze trochę szumi mu w głowie po wczorajszych baletach. Ja też jestem trochę zmęczona, ale bardziej od spania "na górnej półce".
Niestety, motków mamy nie ruszać. Zasadniczy konduktor mówi nam, że są wymogi BHP i do tej pracy trzeba mieć kaski... Eeee, Włosi się nie czepiali. A w sumie kaski mamy. Piotrek nawet zakłada swój i dalej majstruje przy odpinaniu motka. Ja poczekam aż ktoś to za mnie zrobi, co sobie będę ręce brudziła ;)
Na górze jest gorąco. Następnym razem trzeba koniecznie mieć miejsca niżej. No i ciasno. Nie wiem jak Piotrek się mieści... No ale przynajmniej nośność łóżek w pociągu jest przetestowana - nikt nie ucierpiał. Zasadniczy austriacki konduktor przynosi śniadanie - tym razem rzeczywiście oprócz napoju są dwie bułki i jakieś smarowidła na słodko. Na szczęście mamy trochę szynki z wczoraj. W sumie mamy też ser, ale tak śmierdzi, że nie otwieramy go - nie zrobimy tego naszym współtowarzyszom podróży...
Dojeżdżamy do Wiednia i możemy się powoli wypakowywać. Piotrek mówi, ze trochę szumi mu w głowie po wczorajszych baletach. Ja też jestem trochę zmęczona, ale bardziej od spania "na górnej półce".
Niestety, motków mamy nie ruszać. Zasadniczy konduktor mówi nam, że są wymogi BHP i do tej pracy trzeba mieć kaski... Eeee, Włosi się nie czepiali. A w sumie kaski mamy. Piotrek nawet zakłada swój i dalej majstruje przy odpinaniu motka. Ja poczekam aż ktoś to za mnie zrobi, co sobie będę ręce brudziła ;)
poniedziałek, 10 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 9 - Krzywa wieża
06 maja 2017 - sobota
Hotelowe śniadanie kosztowało 9 euro (!!!) od łebka. I nie dość, że jest spóźnione, to w ogóle tej kasy nie jest warte. Motki zapakowane, ruszamy. Do portu mamy kilkaset metrów, ale dziwne rozwiązania komunikacyjne powodują, że robimy kilka kilometrów, gubiąc się tu i tam w uliczkach Bastii. W porcie standardowo mamy godzinę oczekiwania. Motocykle dostają naklejki na transfer, wg nich nazywamy się Lange Lange i Krupa Krupa :) Ale są w kolejce i tacy, co się ustawili prawie na pole position, a nie dostali naklejek, więc musieli się cofnąć do wjazdu do portu i naklejki pobrać. A tak w ogóle, to dzisiaj, tj. 6 maja, jest International Female Ride Day 2017, więc - Baby na motóry!
Hotelowe śniadanie kosztowało 9 euro (!!!) od łebka. I nie dość, że jest spóźnione, to w ogóle tej kasy nie jest warte. Motki zapakowane, ruszamy. Do portu mamy kilkaset metrów, ale dziwne rozwiązania komunikacyjne powodują, że robimy kilka kilometrów, gubiąc się tu i tam w uliczkach Bastii. W porcie standardowo mamy godzinę oczekiwania. Motocykle dostają naklejki na transfer, wg nich nazywamy się Lange Lange i Krupa Krupa :) Ale są w kolejce i tacy, co się ustawili prawie na pole position, a nie dostali naklejek, więc musieli się cofnąć do wjazdu do portu i naklejki pobrać. A tak w ogóle, to dzisiaj, tj. 6 maja, jest International Female Ride Day 2017, więc - Baby na motóry!
sobota, 8 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 8 - Monte Cinto
05 maja 2017 - piątek
Po śniadaniu, na którym tradycyjnie sortuję kostki cukru na spodeczku mamy do wykonania ważną misję. Musimy wydrukować bilety na prom z Bastii do Livorno. Wypływamy jutro rano i chcemy temat ogarnąć dzisiaj, żeby mieć wszystko przygotowane. Pytamy pani w recepcji (po angielsku) czy można wydrukować kilka stron. Niestety nie (odpowiada po francusku), drukować można na poczcie, która jest dwie uliczki obok. Zapakowani na motocykle zajeżdżamy pod pocztę. Tam naszym problemem zajmują się dwie osoby, bo nie bardzo nas rozumieją i nie wiedzą o co nam chodzi. W końcu jeden z pracowników poczty wbija nam w nawigację adres punktu xero/druk - podobno tam się uda. Kilka stromych uliczek dalej jest maleńki sklep biurowo-papierniczy i rzeczywiście można tu wydrukować nasze bilety. Pan na koniec mówi "ejtin sę" więc dostaje 18 eurocentów i trochę się krzywi. Chodziło mu o 80... Płacimy, chowamy wydruki i spadamy.
Po śniadaniu, na którym tradycyjnie sortuję kostki cukru na spodeczku mamy do wykonania ważną misję. Musimy wydrukować bilety na prom z Bastii do Livorno. Wypływamy jutro rano i chcemy temat ogarnąć dzisiaj, żeby mieć wszystko przygotowane. Pytamy pani w recepcji (po angielsku) czy można wydrukować kilka stron. Niestety nie (odpowiada po francusku), drukować można na poczcie, która jest dwie uliczki obok. Zapakowani na motocykle zajeżdżamy pod pocztę. Tam naszym problemem zajmują się dwie osoby, bo nie bardzo nas rozumieją i nie wiedzą o co nam chodzi. W końcu jeden z pracowników poczty wbija nam w nawigację adres punktu xero/druk - podobno tam się uda. Kilka stromych uliczek dalej jest maleńki sklep biurowo-papierniczy i rzeczywiście można tu wydrukować nasze bilety. Pan na koniec mówi "ejtin sę" więc dostaje 18 eurocentów i trochę się krzywi. Chodziło mu o 80... Płacimy, chowamy wydruki i spadamy.
piątek, 7 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 7 - Zakrętowy zawrót głowy
04 maja 2017 - czwartek
Poranek jest nawet pogodny - może się utrzyma przez cały dzień. Dzisiaj jedziemy na lekko, więc sprawniej niż zwykle wskakujemy na motki - odpada cała procedura pakowania i montowania bagaży. Chwilę jedziemy na południe po wczorajszej trasie, którą przemierzaliśmy w deszczu. Teraz możemy podziwiać widoki i czerpać przyjemność z szybkich zakrętów. Wzdłuż drogi biegnie kolejka wąskotorowa, która co jakiś czas przejeżdża przez wieloprzęsłowe wiadukty. Obowiązkowo zatrzymujemy się w punkcie widokowym.
niedziela, 2 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 6 - Nadmiar winkli
03 maja 2017 - środa
Śniadanie jest takie jak zwykle na Korsyce, czyli zupełnie nie w moim stylu, ale coś jeść trzeba. W ramach rozrywki układam kostki cukru wg obrazków na opakowaniu. Zapowiada się kolejny ciepły dzień, mamy dobry timig, jeśli chodzi o przemierzanie wyspy, więc opracowujemy trasę na dzisiaj.
W planie jest bardzo kręta trasa po trzeciorzędnych, widokowych drogach. Ale najpierw musimy znaleźć sklep i uzupełnić zapasy wody i kupić jakąś przegrychę na później. Znajdujemy większy market, zostawiamy motki na parkingu i idziemy do środka. Niestety na salę zakupową nie możemy wnieść kasków, o czym zwięźle przypomina nam pan siedzący przy wejściu za biurkiem i pilnujący, żeby nikt nie łamał określonych zasad. No trudno. Zostaję przy wejściu z kaskami, Piotrek idzie po zakupy.
Śniadanie jest takie jak zwykle na Korsyce, czyli zupełnie nie w moim stylu, ale coś jeść trzeba. W ramach rozrywki układam kostki cukru wg obrazków na opakowaniu. Zapowiada się kolejny ciepły dzień, mamy dobry timig, jeśli chodzi o przemierzanie wyspy, więc opracowujemy trasę na dzisiaj.
W planie jest bardzo kręta trasa po trzeciorzędnych, widokowych drogach. Ale najpierw musimy znaleźć sklep i uzupełnić zapasy wody i kupić jakąś przegrychę na później. Znajdujemy większy market, zostawiamy motki na parkingu i idziemy do środka. Niestety na salę zakupową nie możemy wnieść kasków, o czym zwięźle przypomina nam pan siedzący przy wejściu za biurkiem i pilnujący, żeby nikt nie łamał określonych zasad. No trudno. Zostaję przy wejściu z kaskami, Piotrek idzie po zakupy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














