Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 września 2018

Grecja 2018 - Dzień 13 i kolejne - Cel: Polska

07 czerwca 2018 - czwartek
08 czerwca 2018 - piątek
09 czerwca 2018 - sobota
10 czerwca 2018 - niedziela

Jakoś tak się dziwnie składa, że im bliżej do powrotu, tym mniej fotek się robi w trasie. Może dlatego, że wszystko co najfajniejsze już "za nami"?  Jedziemy do Oradei, a następnie kierujemy się na Węgry. Tam, omijając wszelkie płatne drogi, jedziemy do Tokaja. Docieramy na miejsce względnie wcześnie, więc mamy czas na pozwiedzanie piwniczek i degustacje wina. Zaczynamy jednak od zakwaterowania, wypłacenia kasy i obiadu. I butelki wina.

Widać, że jest przed sezonem i tak naprawdę większość piwniczek jest zamknięta. Trafiamy do jakiejś jednej, mało reprezentacyjnej, ale  kieliszek wina za 100 forintów wszystko wynagradza, zwłaszcza, że jest wyśmienite. W dodatku bardzo dobrze wchodzi więc zamawiamy kolejne i kolejne.

wtorek, 19 czerwca 2018

Grecja 2018 - Dzień 1 - Jak najdalej przed siebie

25 maja 2018 - piątek
26 maja 2018 - sobota

Kończę pracę o 15. Wszystko mam przygotowane, więc trzeba się tylko zapakować. Nomad przyleciał z północy, więc musimy jeszcze pojechać do niego, żeby on miał szansę się zapakować na wyjazd. W końcu zdecydował się trochę last minute i jeszcze nie miał okazji przygotować.

Jedziemy więc na Podkarpacie. Ustalamy, że w sobotę wyjedziemy wcześnie, żeby mieć przed sobą długi dzień, na długi dojazd.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

B jak Bornholm

10-12 lipca 2015 (piątek-niedziela)

Kto wpadł na pomysł, żeby znowu jechać tak daleko? Na jakąś małą, duńską wysepkę  "na środku Bałtyku"? A..  wiem, ja wpadłam na ten pomysł, bezczelnie podłączając się pod forumowy temat "Szczecińskich ustawek". I tak powstał plan.

Jako, że mam najdalej, to podróż musiałam rozpocząć odpowiednio wcześnie. Wyjechałam kilka dni wcześniej, zabierając ze sobą pracę (tj. laptopa) i zahaczając o wielkopolskie miasto na P, gdzie udało się połączyć przyjemne z pożytecznym. Urlop miałam dopiero na piątek, więc w tym dniu ruszyłam nad morze...

sobota, 29 sierpnia 2015

Expert - podejście drugie - Powrót w dwóch aktach

20 czerwca 2015 - sobota
21 czerwca 2015 - niedziela

Prognozy na sobotę nie są optymistyczne. W górach ma padać śnieg. Zresztą - to co widzę za oknem zdecydowanie tego nie wyklucza. Jest szaro, buro i leje. Brrr. Odechciewa się jechać, a przede mną prawie 700 km.

Po śniadaniu zaczynam zbiórkę Niespiesznie. Może się rozpogodzi. Przeparkowuję motocykl, żeby jego tył stał pod dachem. Da to jako taką ochronę przed deszczem przy pakowaniu bagażu na moto. Nie ma nic gorszego niż zapak w deszczu.

Dalej leje, ale raz kozie śmierć. Nie ma złej pogody - są tylko źle ubrani motocykliści. I tak przemokną mi rękawiczki. Żegnam się z Chlorami, obiecuję, że jak dojadę to się zamelduję. Wsiadam na moto, wciskam starter i nic. Cholera. Co jest? Wszystko powinno być OK, więc czemu nie działa? Wciskam jeszcze kilka razy i zaskakuje. Kurcze, trzeba się temu przyjrzeć. Mam nadzieję, że nie utknę gdzieś na trasie z powodu braku możliwości uruchomienia moto.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Expert - podejście drugie - Dojazdówka

13 czerwca 2015 - sobota

Przede mną cały dzień jazdy i ponad tysiąc kilometrów do zrobienia. Przemili gospodarze raczą mnie pysznym śniadaniem i dużym kubkiem herbaty. Dostaję też Jacka D. w ramach podziękowania za wczorajsze wystąpienie ;) Z Dębicy ruszam koło ósmej - w chopperowej eskorcie do najbliższej stacji benzynowej. Potem wbijam się na autostradę i ruszam w kierunku Krakowa. Poprzedniego wieczoru wybrałam na dziś trasę przez Zwardoń i Bratysławę - dawno nią nie jechałam. Po drodze zahaczę o Bielsko i przybiję piątkę z Piotrkiem, który akurat w ten weekend objeżdża Beskid Śląski.

Droga mija bardzo przyzwoicie i bez niespodzianek. No, prawie... Podjeżdżam do bramki na A4 w Balicach, podnoszę wizjer w kasku i podaję kasę pani z okienka. Wtedy słyszę "Cześć!" Odwracam głowę i widzę znajomą twarz - koleżanka motocyklistka (z którą wprawdzie od stu lat razem się na moto nie spotkałyśmy). Wymieniamy kilka zdań, ale tworząca się za mną kolejka nie pozwala na dłuższe pogaduchy. Dostaję życzenia szerokiej drogi i odjeżdżam. Świat jest mały ;)

poniedziałek, 20 lipca 2015

Long Way Round

04-07 czerwca 2015 

Miałam być gdzie indziej. Miało być dookoła czegoś innego. Plan jednak zmienił się w przeddzień wyjazdu około 22:00. Ale po kolei.

Przed czerwcowym wyjazdem w Alpy, gdzie przybędzie 4-5 tysięcy kilometrów muszę zrobić przegląd Oliviera przy 50000 km (tak tak, własnie taki przebieg ma mój motocykl po dwóch latach i 2 miesiącach użytkowania ;)) Ale żeby zrobić przegląd, muszę najpierw zrobić kilka tyś km, czyli muszę gdzieś pojechać. Plan był prosty - jadę i wracam z trzema tysiami km na plusie. Niestety rzeczywistość znowu zweryfikowała to, co miało być. I znowu kierunek wyjazdu zmienił się o 180 stopni. Wymiana kilku wiadomości potwierdziła, że mogę obrać nowy pierwszy punkt wyjazdu

niedziela, 2 listopada 2014

Na Zaporze i na Torze

02 listopada 2014 - niedziela

W ramach przedwyprawowych przygotowań muszę poćwiczyć jazdę w terenie. Znalazła się ekipa, która mnie przygarnęła i spędziliśmy bardzo miłą offową niedzielę.

O 10:00 wyjechałam z garażu, ale stwierdziłam, że jeszcze trzeba sprawdzić stan powietrza w kółkach i zatankować. Potem w Wadowicach utknęłam w przykościelnym korku na dobre kilka minut, więc na miejsce zbiórki w Świnnej Porębie dotarłam z kilkuminutowym opóźnieniem.

Przywitałam się z ekipą, zakupiłam wodę i można było ruszać...

środa, 8 października 2014

Bałkany 2014 - Dzień 12 - Szczęśliwy powrót

21 września 2014 - niedziela

Tak, wiem, nie opisałam  dnia jedenastego... soboty - bo nie ma czego opisywać. Leniuchowałam cały dzień, nie przejechałam żadnego kilometra. Należał mi się odpoczynek. I tyle.

W niedzielę czekamy aż trochę się przejaśni i niespiesznie grupką motocykli ruszamy nienajszybszą drogą do domu. Po drodze są małe mieścinki, policjanci pozdrawiający nas z radiowozu, remontowana droga, sielskie krajobrazy, Ojców i obiad w knajpie. W moim przypadku żurek i znakomita tarta malinowo-czekoladowa. Jak nie jem słodyczy, tak mam na nią ochotę.

Po posiłku każdy rusza w swoją stronę, swoim tempem. Ja dla odmiany trochę ostrzej niż zwykle. Rzadko mi się zdarza taka jazda, ale znowu - mam taką potrzebę. Ale wszystko w granicach bezpieczeństwa - mój margines jest bardzo duży...

wtorek, 7 października 2014

Bałkany 2014 - Dzień 10 - Scyzoryki

19 września 2014 - piątek

Piątek weekendu początek. Ale jeszcze nie teraz. Przede mną jeszcze kawałek drogi. I to niemały. Pewnie zjedzie mi cały dzień.

Czynności poranne są standardowe: pakowanie, śniadanie (tym razem pompowana bułka i salami)... Kupuję 5 litrów wina, które wrzucam jeszcze do rolki - jest tam jeszcze trochę miejsca. w sumie wiozę 8 litrów procentów o różnym woltażu. Mam nadzieję, że to legalne ;)

Przy wyjeździe z parkingu pomaga mi właściciel i jakiś jego kolega. W zasadzie ogarniają cały temat za mnie. Trochę mi głupio, że nie daję rady, że tym razem nie jest "ja sama". No cóż, taka sytuacja.

Do granicy ze Słowacją mam dość blisko, więc szybko przekraczam granicę. Słowacja mnie zaskakuje... dużym ruchem na drogach. Halo! Przecież tu nigdy tak nie było... Znanymi drogami kieruję się na przejście graniczne w Piwnicznej.

niedziela, 7 września 2014

Kozubnik... i dalej...

07 września 2014 - niedziela 

Niedziela jak "każda inna". Umówiona z Damą i Pedro stawiam się na stacji benzynowej. Tankuję, płacę, chcę jeszcze dopompować przednie koło, bo trochę schodzi mi powietrze. Nie mogę ogarnąć kompresora tzn końcówka jest jakaś dziwna i zamiast dopompować, to ciągle powietrze mi schodzi z opony. Świetnie... jak tak dalej pójdzie to będzie całkowity dramat. Wkurzam się na maksa, choć wiem, że to pierdoła. Dodatkowo Pedro rzuca kilka tekstów, które dolewają oliwy do ognia i pękam. Wybucham. Wsiadam na moto, proszę Damę i Pedro, żeby pojechali beze mnie i... odjeżdżam ze stacji... Źle mi. Zachowałam się jak idiotka...  Zły czas mam ostatnio... Ech...

Jadę na stację innego koncernu, gdzie kompresory mam ogarnięte. Dopompowuję powietrze w przednim i sprawdzam ciśnienie w tylnym kole. Wszystko jest OK. Zastanawiam się gdzie pojechać. Decyduję się na plan, który mieliśmy zrealizować we trójkę. 

Staram się jechać mniej uczęszczanymi drogami. Nie zawsze jest to możliwe, w kilku miejscach droga ma bowiem czerwone oznaczenie, ale zdarza się też, że zawracam gdzieś na czyimś podwórku (w sumie mogłam przejechać do drogi przez otwartą furtkę, ale wolałam zawrócić).

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Off Jurajski

17 sierpnia 2014

Przed styczniowym wyjazdem warto się trochę pointegrować, porozmawiać, więc korzystam z zaproszenia na jurajską pojeżdżawkę i niedzielnym przedpołudniem zjawiam się w Olsztynie (tym pod Częstochową). Droga "tam" zajmuje mi nieco więcej czasu niż planowałam, bo: rano nie mam energii... nie chce mi się, ostatnio jest "kiepsko" i po prostu zrobienie czegokolwiek to dla mnie duży wysiłek; po zapakowaniu motka stwierdzam, że w przednim kole jest za mało powietrza... trzeba dopompować... w ogóle przednia opona to do zmiany się kwalifikuje; trasa była taka, że nie dało się nigdzie urwać żadnych minut; nawigacja dalej ma problemy z zasilaniem (nowy kabelek zasilający mam odebrać na dniach).

Na miejscu zbiórki czeka ekipa - widzę osiem maszyn, większość na kostkach. Myślę sobie "co ja tu robię". Potem kilka motków ucieka do domów i zostajemy w piątkę. Generalnie same motki lżejsze od Oliviera, wszystkie na terenowych oponach. Nie muszę mówić, że już wiem, ze będę mieć niełatwo. Prowadzący, Darek, wiedział, że będę na takim sprzęcie, więc może przemyślał trasę tak, żebym, dała radę... "Co ja tu robię"? Ogarnia mnie lekka panika... ale ruszamy. Po dosłownie trzystu metrach zaczyna się przygoda... I już wiem, że żałuję, że nie mam kamerki... Jazda pochłania do maksimum. Teren pokonuję sobie we własnym tempie, zwłaszcza, ze jest sporo piachu. Ważne, że skutecznie i bez przyziemiania.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Weekendowe Mazury czyli III Sabat Czarownic

4-6 lipca 2014

Do trzech razy sztuka. Na babskim zlocie jeszcze nie byłam, bo dwa lata temu akurat miałam baaardzo duuuże zawirowanie w życiu i do niczego się nie nadawałam, rok temu miałam akurat zrobiony zabieg chirurgiczny na lewej dłoni, więc jakiekolwiek motopodróże odpadały, więc w tym roku musiało się udać. I mimo, że było cholernie daleko, a ja nie mogłam się wymigać z pracy (tzn nie chciałam brać urlopu, bo u mnie wiadomo - każdy dzień na wagę złota), a w sam piątek dopadło mnie cholerne niechciejstwo (bo daleko - tzn. 600 km po polskich drogach, bo mam mnóstwo pracy, bo muszę ogarnąć kwestię zakupu grzejników do nowego mieszkania, bo piątek i będzie duży ruch na drogach, bo upał, bo... bo... bo...) to jednak (częściowo zmotywowana "przyjacielskim kopniakiem" od takiego jednego kumpla z Wrocławia) koło 15:00 wsiadam na moto i ruszam na północ.

sobota, 5 kwietnia 2014

Foch Oliviera i inne atrakcje

Ostatnie trzy i pół tygodnia Olivier spędził w serwisie. Wszystko zaczęło się w sobotę, 8 marca 2014r. Postanowiłam przetestować nowe opony...

A może ta historia powinna zacząć się we środę, 5 marca, kiedy miałam wielki apetyt na wieczorne pojeżdżenie? W pełnym rynsztunku przyszłam do garażu i zaczęłam wyprowadzać moto. Niestety - ani drgnęło. Sprawdziłam szybko, czy nie ma zapiętego biegu, ale nie... moto było na luzie. Kolejna myśl... nie kręcą się kółka, tzn, że nie są okrągłe... a to oznacza że jest flak... Rzut oka na przednie koło - tu jest ok. Na tylne... ech. Zniesmaczona wróciłam do domu i rozpoczęłam akcję - "Help me!". Późnym wieczorem nadjechała pomoc, tylne koło zostało ściągnięte i przygotowane do zawiezienia do wulkanizacji. Przy okazji stwierdziłam, ze to dobra okazja do założenia nowych gum...

wtorek, 4 marca 2014

Plan bez planu

01 marca 2014 - sobota

Chciałam gdzieś polatać, bo weekend zapowiadał się piękny, ale jakoś tak nie było pomysłu. Same niewiadome. W sumie przewietrzyłam Oliviera w piątkowy wieczór, jadąc na szkolenie "Sprawny motocykl - bezpieczny motocykl" (z którego wyniosłam generalnie tyle, że pewnie muszę przeregulować zawieszenie w motocyklu - bo na pewno jest źle ustawione - i znaleźć "słodki punkt" ;)) ale to za mało, jak na mój motocyklowy apetyt.

W końcu wyklarowało się, że Jacoo też rusza gdzieś przed siebie no i zdecydowaliśmy, że połączymy siły. Lekko spóźniłam się na spotkanie w umówionym miejscu, a potem jeszcze zamarudziłam przy tankowaniu. Generalnie planu na trasę dalej nie było, ale udało się ustalić pierwszy punkt kontrolny - oglądanie lądujących samolotów.

sobota, 11 stycznia 2014

Expedition Day

11 stycznia 2014 - sobota

Dawno, a właściwie jestem prawie pewna, że nigdy, nie zdarzyła się sytuacja, w której nie mogłam się zdecydować gdzie/z kim wybrać się na pojeżdżawkę. Paróówy z TCP szykowały jakiś hardcore w piachu i błocie, więc tym razem im podziękowałam - za cienki Serdel jestem na takie akcje, i wybrałam kontrpropozycję, której trasa miała być łatwa lekka i przyjemna.

Z lekkim opóźnieniem melduję się pod Expedition Club. Okazuje się, że większość potencjalnych uczestników zdecydowała się na inne plany na sobotę, więc w efekcie było nas dwoje - Jarek i ja. Jeszcze tylko kawka i lecimy.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Dobry początek tygodnia...

06 stycznia 2014 - poniedziałek

W nocy nie śpię za dobrze - budzę się koło czwartej... Po godzinie zasypiam ponownie i wstaję koło dziesiątej... Jeżdżące ulicą samochody informują mnie, że jest mokro. Z drugiej strony widać jakieś słońce. Z trzeciej - mam zakwasy po wczorajszej siłowni. Co tu zrobić... jechać, nie jechać. W końcu mówię sobie - będzie dobrze, jest cieplej i przyjemniej niż w Nowy Rok, a wtedy było dobrze. Melduję że będę - co najwyżej się spóźnię chwilkę. Wrzucam w siebie jakieś śniadanie, ubieram motociuchy i pędzę do garażu. Droga slalomem przez chodnik powoduje, że przypomina mi się jedna ze scen z "Dnia Świra"... Żeby tylko w nic nie wdepnąć... Masakra...

Na "Matecznym" stawia się nas pięcioro. Ustalamy, że będzie głównie asfalt, ewentualnie lekki teren. Po ostatnich opadach deszczu może być mokro, a ja i błoto nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Ale nic to, będę twarda jak żelki z Biedronki ;)

środa, 1 stycznia 2014

Off we go!

01 stycznia 2014 - środa

Tego zupełnie nie było w planie. Choć jak zobaczyłam wiadomość "Doodek, śmigasz dziś, coś, gdzieś? Pogoda jest OK. Wiem, że to nie czwartek, ale..." już wiedziałam, że mała traska na moto jest więcej niż prawdopodobna. Jest co prawda trochę późno, ale pytam jaki jest plan. "Ogień na tłoki i dalej od domu - lubisz błotko?, piaski, szutry? co wolisz?" Uprzedzam, że ciężki teren odpada, bo mam szosowe opony, ale dogrywamy godzinę i miejsce spotkania.

No to umówieni.

Szybko dojadam późne śniadanie, ubieram mój wściekle brudny strój moto i pędzę do garażu. Odpalam Oliviera i śmigam w kierunku Olkusza.

W Jerzmanowicach czekają na mnie KJU+1 na swoim transalpie. Tym razem oddaję prowadzenie i podziwiam widoki z drugiego, ostatniego miejsca w naszej grupce.

czwartek, 26 grudnia 2013

Święta na dwóch kółkach

26 grudnia 2013 - czwartek

Wczoraj sobie obiecałam, że dzisiaj się gdzieś przejadę. Poinformowałam potencjalnych zainteresowanych, że ruszam koło 11:00.

W umówionym miejscu parę minut po umówionej porze zjawia się jeden kierownik na moto. Pozwala mi przejąć dowodzenie w kwestii wyboru trasy, choć zgłasza, że chciałby zahaczyć o stację benzynową preferowanego koncernu.

Ruszamy. Na drugich mijanych światłach wychodzę bokiem z zakrętu o 90 stopni - pomimo temperatury sporo na plusie jezdnia jest cholernie śliska, a ja własnie poznałam granicę...

niedziela, 8 grudnia 2013

Motomikołaje 2013

08 grudnia 2013 - niedziela

Budzik dzwoni koło ósmej. Po wczorajszym "forumowym" spotkaniu jestem lekko niewyspana, ale  podchodzę do okna i sprawdzam, jak jest. Jest mroźno, na chodnikach i ulicach leży niewielka warstwa śniegu. Hmm, co tu zrobić? Podejmuję męską decyzję - trza być twardym a nie mientkim. Ubieram się w ciuchy motocyklowe, łapię jakieś ozdoby do przystrojenia Oliviera i śmigam do garażu. Sprawdzam jeszcze, jak jest na drodze głównej - jest czarno i mokro. Czyli można jechać. Temperatura wynosi  -1,5 stopnia. Wytaczam Oliviera z garażu, ozdabiam i mogę jechać na miejsce zbiórki, gdzie umówiłam się z  "Paroowami" z Transalp Club Polska.

niedziela, 10 listopada 2013

Ostatni taki weekend...?

10 listopada 2013 - niedziela

Prognozy pogody na weekend były takie sobie. W efekcie w sobotę padało, rano w niedzielę też było "średnio". Co tu zrobić? Nie miałam zewnętrznego motywatora w postaci kogoś do towarzystwa na wyjazd motocyklowy, więc trochę zajęło mi przekonanie samej siebie, że pogoda jest ładna (mokre ulice i lekkie chmury, ale widać było też błękitne niebo i słońce), nie jest zimno (bo jest 10 stopni) i pewnie to jeden z ostatnich takich weekendów w tym roku, więc nie ma co marudzić, trzeba gdzieś jechać. Szybko się teraz robi ciemno, więc musiałam wymyślić coś na 3-4 godziny, niezbyt trudnego (off odpadał, bo sama w teren nie wjeżdżam), ale jednocześnie atrakcyjnego, żeby "jednak się chciało".