15 września 2015 - wtorek
Kolejność jest dzisiaj odwrócona - najpierw wyjeżdżamy, potem jemy śniadanie. Zanim wyjedziemy, musimy się zebrać, a to chwilę trwa. Olivier wparkowany jest w najdalszy kąt garażu, więc muszę poczekać na wszystkich aż wyprowadzą swoje maszyny. Podczas gdy czekamy na ostatnich maruderów, dzwonię do firmy kurierskiej - dostałam kilka powiadomień, że mnie nie zastali, a mają dla mnie przesyłkę. Kilka minut czekam na połączenie. Gdy po drugiej stronie odzywa się damski głos przedstawiam się, jak to zwykle mam w zwyczaju, ale wymawiając słowa sama się dziwię, dlaczego akurat te: "Dzień dobry, Agata Dudek z tej strony..." Dudek... tak nie przedstawiam się od... 2005 roku... Co jest? Dlaczego to powiedziałam? Krótko relacjonuję w czym sprawa i ustalam dogodną dla siebie datę dostarczenia przesyłki... Pytanie "dlaczego tak się przedstawiłam" nie opuszcza mojej głowy...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
piątek, 13 listopada 2015
niedziela, 1 listopada 2015
Rumunia i coś jeszcze - Dzień 5 - Mało Pivy(a)
14 września 2015 - poniedziałek
Chcemy wyjechać wcześnie. Niestety śniadanie ma sporą obsuwę czasową. Kolejne opóźnienie powstaje w wyniku szukania i rezerwacji hotelu w Dubrowniku, gdzie chcemy dzisiaj dojechać.
W końcu ruszamy, ale nie docieramy zbyt daleko - czterdzieści kilometrów dalej stajemy na kawkę i podziwianie okolicy przy moście na Tarze.
Pogoda wreszcie jest piękna, można bez przeszkód napawać się tym wszystkim, co dookoła. Ostatnio nie miałam tu tyle szczęścia do słonka :)
Chcemy wyjechać wcześnie. Niestety śniadanie ma sporą obsuwę czasową. Kolejne opóźnienie powstaje w wyniku szukania i rezerwacji hotelu w Dubrowniku, gdzie chcemy dzisiaj dojechać.
W końcu ruszamy, ale nie docieramy zbyt daleko - czterdzieści kilometrów dalej stajemy na kawkę i podziwianie okolicy przy moście na Tarze.
Pogoda wreszcie jest piękna, można bez przeszkód napawać się tym wszystkim, co dookoła. Ostatnio nie miałam tu tyle szczęścia do słonka :)
poniedziałek, 6 października 2014
Bałkany 2014 - Dzień 9 - Długie pociągnięcie
Deja vu. To już się działo. Piękny poranek, mgła powoli podnosi się znad pól; świeci piękne słońce. Pyszne śniadanie i rozliczenie. Pakuję się na motocykl, robię pamiątkową fotkę, tym razem z Danijelem i wyjeżdżam zanim się rozkleję. Tak mi tu dobrze. Naprawdę nie chcę wyjeżdżać. Nie wiem kiedy tu wrócę... może w przyszłym roku? Pewnie nie wcześniej...
Po raz kolejny jadę serpentynami na Pluzine. Tu jest jeszcze pochmurno. Kanion Pivy - jak zwykle piękny. Słońce wychodzi z mgły i chmur gdy jestem na granicy Czarnogóry.
piątek, 3 października 2014
Bałkany 2014 - Dzień 7 - Powrót
16 września 2014 - wtorek
Na śniadanie dojadam wczorajsza pizzę, której nie zmieściłam, pomimo tego, że jak zwykle była pyszna. Kuba zabiera Oskara do przedszkola, Mojca szykuje Kalinę do szkoły,a le ta nie chce iść, dopóki ja jestem. Muszę więc się sprawnie zebrać, żeby pierwszoklasistka się nie spóźniła. Pakuję się na Oliviera, robimy jakieś pożegnalne fotki i ruszam. Pogoda nie rozpieszcza - jest wielka mgła, samochody poruszają się w żółwim tempie. Wjeżdżam na autostradę i kieruję się na Zagrzeb. Mgła przechodzi w mżawkę, mżawka w deszcz, przed wjazdem do Chorwacji jednak się nieco wypogadza.
A gdzie jadę... no cóż... najbardziej nieoptymalnie... wracam do Czarnogóry!
Na śniadanie dojadam wczorajsza pizzę, której nie zmieściłam, pomimo tego, że jak zwykle była pyszna. Kuba zabiera Oskara do przedszkola, Mojca szykuje Kalinę do szkoły,a le ta nie chce iść, dopóki ja jestem. Muszę więc się sprawnie zebrać, żeby pierwszoklasistka się nie spóźniła. Pakuję się na Oliviera, robimy jakieś pożegnalne fotki i ruszam. Pogoda nie rozpieszcza - jest wielka mgła, samochody poruszają się w żółwim tempie. Wjeżdżam na autostradę i kieruję się na Zagrzeb. Mgła przechodzi w mżawkę, mżawka w deszcz, przed wjazdem do Chorwacji jednak się nieco wypogadza.
A gdzie jadę... no cóż... najbardziej nieoptymalnie... wracam do Czarnogóry!
wtorek, 30 września 2014
Bałkany 2014 - Dzień 5 - Do wiatru...
14 września 2014 - niedziela
Wcale mi się nie spieszy. Co prawda wiem, że cały dzień jazdy przede mną, ale... pakowanie idzie mi wyjątkowo powoli. Nie chce mi się. Znowu jem pyszne śniadanie, rozliczam się (rachunek na pewno się nie zgadza, powinnam zapłacić więcej i jest mi z tego powodu trochę głupio)... Dostaję płynną przesyłkę dla przyjaciela, która mam dowieźć bezpiecznie do Polski - nie ma sprawy, na pewno nie wypiję. Anastazja jeszcze śpi, więc żegnam się z resztą rodziny - Danijelem, mamą i tatą. Jeszcze tylko pamiątkowa fotka i jadę. I tak już mam łzy w oczach. Jak mi się nie chce stąd wyjeżdżać...
Wcale mi się nie spieszy. Co prawda wiem, że cały dzień jazdy przede mną, ale... pakowanie idzie mi wyjątkowo powoli. Nie chce mi się. Znowu jem pyszne śniadanie, rozliczam się (rachunek na pewno się nie zgadza, powinnam zapłacić więcej i jest mi z tego powodu trochę głupio)... Dostaję płynną przesyłkę dla przyjaciela, która mam dowieźć bezpiecznie do Polski - nie ma sprawy, na pewno nie wypiję. Anastazja jeszcze śpi, więc żegnam się z resztą rodziny - Danijelem, mamą i tatą. Jeszcze tylko pamiątkowa fotka i jadę. I tak już mam łzy w oczach. Jak mi się nie chce stąd wyjeżdżać...
piątek, 26 września 2014
Bałkany 2014 - Dzień 3 - Dwie zguby, dwa prezenty
12 września 2014 - piątek
Z Hostelu udaje mi się wyjechać przed deszczem, choć widzę jak niebo się chmurzy, gdzieniegdzie coś grzmi i błyska. Nie mogę znaleźć jednego żółtego ekspandera, którym mocowałam żółtą rolkę. Ciekawe czy zgubiłam teraz, czy jeszcze w Zadarze... No trudno. Poradzę sobie bez niego.
Po 200 metrach zatrzymuję się w sklepie. Uzupełniam zapas wody w camelbaku i kupuję 2 litry piwa. Ożujsko jest na promocji. Siostra się ucieszy ;)
Pierwszy cel na dziś to Mostar. Zumo pokazuje trasę przez góry. Nie słucham go, chcę przejechać wybrzeżem, może uda się zrobić jednak fotkę na jakiej mi zależy, może zaświeci słońce...
Z Hostelu udaje mi się wyjechać przed deszczem, choć widzę jak niebo się chmurzy, gdzieniegdzie coś grzmi i błyska. Nie mogę znaleźć jednego żółtego ekspandera, którym mocowałam żółtą rolkę. Ciekawe czy zgubiłam teraz, czy jeszcze w Zadarze... No trudno. Poradzę sobie bez niego.
Po 200 metrach zatrzymuję się w sklepie. Uzupełniam zapas wody w camelbaku i kupuję 2 litry piwa. Ożujsko jest na promocji. Siostra się ucieszy ;)
Pierwszy cel na dziś to Mostar. Zumo pokazuje trasę przez góry. Nie słucham go, chcę przejechać wybrzeżem, może uda się zrobić jednak fotkę na jakiej mi zależy, może zaświeci słońce...
środa, 24 września 2014
Bałkany2014 - Dzień 2 - Mokro
11 września 2014 - czwartek
Lubię ten dźwięk, gdy zasypiam, ale nie lubię o poranku. Deszcz. Czyli prognozy niestety się sprawdzają. No trudno. Trzeba być twardym jak żelki z Biedronki. Pakuję się wstępnie, ubieram i schodzę na śniadanie. Nic się nie zmieniło - pompowany chleb, paczkowany dżemik i margaryna, pseudowędlina z niewiadomoczego, słodka herbata owocowa. A, jest jedna nowość - pomarańcze :)
Przestaje na moment padać, więc pomykam na recepcję uregulować należności. Płacę kartą i dostaję nagrodę - czerwony ręcznik Mastercard. Taki duży, plażowy. Dobrze, że w rolce z namiotem jedzie powietrze, to mam go gdzie spakować. Uzbrajam Oliviera w bagaże. Dalej jest przerwa w deszczu, więc czym prędzej ruszam. I tak później niż bym chciała.
Lubię ten dźwięk, gdy zasypiam, ale nie lubię o poranku. Deszcz. Czyli prognozy niestety się sprawdzają. No trudno. Trzeba być twardym jak żelki z Biedronki. Pakuję się wstępnie, ubieram i schodzę na śniadanie. Nic się nie zmieniło - pompowany chleb, paczkowany dżemik i margaryna, pseudowędlina z niewiadomoczego, słodka herbata owocowa. A, jest jedna nowość - pomarańcze :)
Przestaje na moment padać, więc pomykam na recepcję uregulować należności. Płacę kartą i dostaję nagrodę - czerwony ręcznik Mastercard. Taki duży, plażowy. Dobrze, że w rolce z namiotem jedzie powietrze, to mam go gdzie spakować. Uzbrajam Oliviera w bagaże. Dalej jest przerwa w deszczu, więc czym prędzej ruszam. I tak później niż bym chciała.
wtorek, 23 września 2014
Bałkany 2014 - Dzień 1 - Drobiazgi
10 września 2014 - środa
Czemu zawsze brakuje jednego dnia? Żeby wszystko ogarnąć na spokojnie, a nie w ostatniej chwili? Jestem spakowana, ale motocykl jest w garażu kilka ulic dalej. Idę po niego te parę minut. Po drodze zupełnie przypadkiem podnoszę wzrok i trafiam na jeden z balkonów kamienicy. Na balkonie jest suszarka na ubrania, na suszarce granatowy ręcznik, na ręczniku kontrastowy napis (co prawda "na lewą stronę", ale bezbłędnie odczytuję): Budva Montenegro. Tak... To mniej więcej mój cel wyjazdu...
Wytaczam Oliviera z garażu, napełniam Scottoilera olejem i podstawiam pod bramę wejściową do domu. Znoszę dwie rolki bagażowe - jedna ze wszystkim, druga prawie pusta, tylko z namiotem - może się przydać gdzieś w Rumunii. W topcase jedzie aparat foto, "transformer", zapasowe rękawiczki jakby jedne przemokły i bluza z merynosa, jakby się chłodniej zrobiło. Do tego dwie puszki napoju energetycznego i trzy paczki kabanosów. W tkankbagu mapa i kilka mniej lub bardziej podręcznych drobiazgów. W Zumo ustawiam cel na dziś. Zadar. 1100 km...
Stan licznika Oliviera to 33369 km. Ciekawe, ile mu przybędzie?
Chwilę po 8 rano ruszam. Trasa jest niemalże w całości autostradowa, więc "nic ciekawego się nie dzieje" i nie ma zdjęć. Uwagę przykuwają jedynie drobne rzeczy i wydarzenia...
Czemu zawsze brakuje jednego dnia? Żeby wszystko ogarnąć na spokojnie, a nie w ostatniej chwili? Jestem spakowana, ale motocykl jest w garażu kilka ulic dalej. Idę po niego te parę minut. Po drodze zupełnie przypadkiem podnoszę wzrok i trafiam na jeden z balkonów kamienicy. Na balkonie jest suszarka na ubrania, na suszarce granatowy ręcznik, na ręczniku kontrastowy napis (co prawda "na lewą stronę", ale bezbłędnie odczytuję): Budva Montenegro. Tak... To mniej więcej mój cel wyjazdu...
Wytaczam Oliviera z garażu, napełniam Scottoilera olejem i podstawiam pod bramę wejściową do domu. Znoszę dwie rolki bagażowe - jedna ze wszystkim, druga prawie pusta, tylko z namiotem - może się przydać gdzieś w Rumunii. W topcase jedzie aparat foto, "transformer", zapasowe rękawiczki jakby jedne przemokły i bluza z merynosa, jakby się chłodniej zrobiło. Do tego dwie puszki napoju energetycznego i trzy paczki kabanosów. W tkankbagu mapa i kilka mniej lub bardziej podręcznych drobiazgów. W Zumo ustawiam cel na dziś. Zadar. 1100 km...
Stan licznika Oliviera to 33369 km. Ciekawe, ile mu przybędzie?
Chwilę po 8 rano ruszam. Trasa jest niemalże w całości autostradowa, więc "nic ciekawego się nie dzieje" i nie ma zdjęć. Uwagę przykuwają jedynie drobne rzeczy i wydarzenia...
niedziela, 12 maja 2013
Bałkańska majówka 2013 - Biała plama na mapie
02 maja 2013 - czwartek
Rano mam miłą niespodziankę. Okazuje się, że śniadanie mam w cenie. Nie jest ono wysokich lotów, bo nieprzetrwalnikowy jest tylko chleb, ale za to zaspakajam pierwszy poranny głód. Znoszę graty do motocykla stojącego (nadal) przed "Ferrari Bar". Widzę jak pani sprzątająca myje okna na parterze schroniska... miotłą...
Trasę, którą wczoraj pokonywałam pieszo robię teraz motocyklem. Po krótkiej chwili parkuję przy murach "starego miasta". Jest chwilę po dziewiątej, a centrum jest całkowicie zadeptane zwiedzająca miasto stonką. Odechciewa mi się dreptać w takim tłumie, więc robię tylko krótką rundkę po uliczkach.
Rano mam miłą niespodziankę. Okazuje się, że śniadanie mam w cenie. Nie jest ono wysokich lotów, bo nieprzetrwalnikowy jest tylko chleb, ale za to zaspakajam pierwszy poranny głód. Znoszę graty do motocykla stojącego (nadal) przed "Ferrari Bar". Widzę jak pani sprzątająca myje okna na parterze schroniska... miotłą...
Trasę, którą wczoraj pokonywałam pieszo robię teraz motocyklem. Po krótkiej chwili parkuję przy murach "starego miasta". Jest chwilę po dziewiątej, a centrum jest całkowicie zadeptane zwiedzająca miasto stonką. Odechciewa mi się dreptać w takim tłumie, więc robię tylko krótką rundkę po uliczkach.
wtorek, 7 maja 2013
Bałkańska majówka 2013 - Jadranska Magistrala
01 maja 2013 - środa
O dziwo znowu budzę się zanim zadzwoni budzik. Pogoda piękna, ciepło, słonecznie. Fajnie :) Wakacje :)
Śniadanie jest klasyczne - świeży chlebek, masełko w pakowanych porcjach, dżemik z dzikiej róży w pakowanych porcjach, serek żółty i "wędlinka" tzn. jakaś mortadela albo inny stołówkowy klasyk. Kawka, herbatka, soczek - do wyboru do koloru :)
Ze zgrozą stwierdzam że róż na paznokciach wymaga poprawek. Obiecuję sobie, że zadbam o to wieczorem. Tak samo jak o poprawienie słuchawek w kasku bo lekko uciskają mi uszy. Tak samo mam plan na pogrzebanie przy scottoilerze, który dalej nie działa. Ale to wieczorem, teraz trzeba się ruszyć, bo dzisiaj 3 miasta do zwiedzenia.
O dziwo znowu budzę się zanim zadzwoni budzik. Pogoda piękna, ciepło, słonecznie. Fajnie :) Wakacje :)
Śniadanie jest klasyczne - świeży chlebek, masełko w pakowanych porcjach, dżemik z dzikiej róży w pakowanych porcjach, serek żółty i "wędlinka" tzn. jakaś mortadela albo inny stołówkowy klasyk. Kawka, herbatka, soczek - do wyboru do koloru :)
Ze zgrozą stwierdzam że róż na paznokciach wymaga poprawek. Obiecuję sobie, że zadbam o to wieczorem. Tak samo jak o poprawienie słuchawek w kasku bo lekko uciskają mi uszy. Tak samo mam plan na pogrzebanie przy scottoilerze, który dalej nie działa. Ale to wieczorem, teraz trzeba się ruszyć, bo dzisiaj 3 miasta do zwiedzenia.
poniedziałek, 6 maja 2013
Bałkańska majówka 2013 - Zachciało mi-sie...
30 kwietnia 2013 - wtorek
Dzisiejszy dzień to kolejna zmiana planów. Na FB przypadkiem widzę jak Krzysiek, którego poznałam podczas karaibskiego wypadu (to ten od "incydentu z pontonem" ;)) wrzuca fotki z Plitvickich Jezior. Zagaduję czy i gdzie jest z ekipą, okazuje się że ich celem jest Zadar (jak u mnie!) ale najpierw sierociniec dla niedźwiedzi. Odpalam neta i już wiem co jest też moim celem - w Plitvickich Jeziorach już byłam, a niedźwiadków w Chorwacji jeszcze nie oglądałam.
First things first, czyli trzeba zrealizować plan z wczoraj, czyli Triest. Jeszcze tylko krótkie pożegnanie z Mojcą, wspólna fotka i jadę do Włoch.
Dzisiejszy dzień to kolejna zmiana planów. Na FB przypadkiem widzę jak Krzysiek, którego poznałam podczas karaibskiego wypadu (to ten od "incydentu z pontonem" ;)) wrzuca fotki z Plitvickich Jezior. Zagaduję czy i gdzie jest z ekipą, okazuje się że ich celem jest Zadar (jak u mnie!) ale najpierw sierociniec dla niedźwiedzi. Odpalam neta i już wiem co jest też moim celem - w Plitvickich Jeziorach już byłam, a niedźwiadków w Chorwacji jeszcze nie oglądałam.
First things first, czyli trzeba zrealizować plan z wczoraj, czyli Triest. Jeszcze tylko krótkie pożegnanie z Mojcą, wspólna fotka i jadę do Włoch.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


