[Leff] Minęło 6 tygodni od czasu, gdy wróciliśmy z
wypadu do Włoch, na lody. Kilka tysięcy kilometrów, przemierzonych wspólnie z Doodkiem
mam w głowie do dzisiaj i zostaną tam na zawsze. Podróż była wyjątkowa. Miejsca,
które znałem wcześniej, widziałem w pewnym sensie po raz pierwszy, bo widziałem
je inaczej, bo towarzyszyła mi osoba o podobnych zamiłowaniach
gubingowo-kulinarnych i… wyjątkowa. :) Świetnie jechało
się nam razem. Rozumieliśmy się doskonale bez słów. Tak było już od pierwszego
wspólnego wypadu do Gdańska, chociaż we Włoszech gadaliśmy jak najęci, przez co
baterie interkomów gotowały się do czerwoności.
Doodek świetnie panuje nad
Gustawem-Stanisławem i ma znakomitą technikę prowadzenia motocykla. Pod tym
względem jej ustępuję, ale 21 KM więcej w mojej Giselle, pozwalało mi nadrobić
jakoś te braki. Jechaliśmy równo, co nie znaczy, że powoli. Momentami jazda
zamieniała się w zapierdalanie po zakrętach. Doodek poprzycierała but i
podnóżek, odbiła się od stalowej bariery dzielącej drogę od przepaści,
wyprzedziliśmy Porsche Carrera 911 skutecznie spowalniające nas podczas
śmigania po winklach. Pompowaliśmy się endorfinami i adrenaliną, przemierzając
setki kilometrów po górach z prędkościami znacznie przekraczającymi zakazy
widniejące na znakach drogowych, a to wszystko w otoczeniu toskańskich pejzaży.
Było wyjątkowo, było szybko, było tak jak powinno być, a może nawet lepiej. :)


