piątek, 22 czerwca 2018

Grecja 2018 - Dzień 2 - Początek problemów

27 maja 2018 - niedziela

Wczoraj zrobiliśmy naprawdę solidny kawałek trasy, więc dzisiaj ciśnienie jest mniejsze. Znosimy bagaże na parking. Objuczanie Oliviera trwa nieporównywalnie krócej niż Królowej, więc w ramach czynu społecznego idę do sklepu po wodę i jakiś prowiant na śniadanie i przekąski podczas drogi. Zakupioną szamkę spożywamy siedząc na krawężniku przy motocyklach, co wzbudza zainteresowanie kilku lokalesów, którzy raz po raz podchodzą i zagadują. Młodsi znają angielski, więc jest łatwiej. Starsi nie znają, więc jest zabawniej. na szczęście języki słowiańskie są na tyle do siebie pogodne, że z grubsza można się dogadać. I tak poznajemy kilka ciekawych historii, oczywiście związanych z motocyklami i wszelakimi przygodami z ich udziałem.

W końcu wyjeżdżamy z miasta i kierujemy się w stronę granicy z Czarnogórą. Droga jest fajna, widokowa, pozakręcana. Ruch dość nieduży, ale zdarzają się sytuacje przy których robi się bardziej gorąco, gdy np. widzimy jak samochód przed nami przy wyprzedzaniu mija się z tym jadącym z przeciwka na milimetry.

wtorek, 19 czerwca 2018

Grecja 2018 - Dzień 1 - Jak najdalej przed siebie

25 maja 2018 - piątek
26 maja 2018 - sobota

Kończę pracę o 15. Wszystko mam przygotowane, więc trzeba się tylko zapakować. Nomad przyleciał z północy, więc musimy jeszcze pojechać do niego, żeby on miał szansę się zapakować na wyjazd. W końcu zdecydował się trochę last minute i jeszcze nie miał okazji przygotować.

Jedziemy więc na Podkarpacie. Ustalamy, że w sobotę wyjedziemy wcześnie, żeby mieć przed sobą długi dzień, na długi dojazd.

wtorek, 12 czerwca 2018

Grecja 2018 - Epilog zamiast prologu

W zeszłym roku tradycją stało się pisanie przeze mnie prologu do wyjazdu już po powrocie (i pomijanie epilogów). W tym roku idę krok dalej i zaczynam relację od epilogu ;) Ale oczywiście opis indywidualnych dni też będzie. Później.

Pomysł wyjazdu do Grecji zrodził się w mojej głowie w momencie zakupu Oliviera (albo nawet przed tym wydarzeniem.). Katalogowa nazwa koloru mojej beemki to Kalamata Metallic Matt. Postanowiłam więc zabrać Kalamatę do Kalamaty. Z roku na rok ten wyjazd był przekładany, bo rodziły się inne "pilniejsze" pomysły. Ale w tym roku musiało się udać. Również dlatego, że... postanowiłam sprzedać osiemsetkę, a obietnica, to obietnica. choćby złożona motocyklowi.

wtorek, 22 maja 2018

Test: Macna Equator (kurtka) i Fulcrum (spodnie) - test krótkodystansowy

Przyszedł czas na test w "terenie". Tj. sprawdzenie, jak ciuszki sprawują się w jeździe.
 Buła ku temu okazja w drugi weekend maja - wybrałam się na Dolny Śląsk na jeden ze zlotów motocyklowych podróżników.

Trafiła się idealna pogoda, tj. 4 pory roku. No, może 3. Było na przemian ciepło, chłodno i deszczowo, a całość trasy w obie strony wyniosła ponad 1000 km i oferowała wielokrotne przekraczanie granic, polskiej i czeskiej.

Przewiewność:

Kurtka - ma bardzo dużo wlotów powietrza, które można odpiąć. Jestem zmarzluchem, więc gdy temperatura spadła poniżej 22 stopni, szczelnie wszystko zapinałam.

Spodnie - są bardzo przewiewne. Nie musiałam odpinać zamków nad kolanami, bo nie było takiej potrzeby.

sobota, 19 maja 2018

Test: Macna Equator (kurtka) i Fulcrum (spodnie) - pierwsze wrażenie

foto: I'M Inter Motors
Kopnął mnie wielki zaszczyt i odezwał się do mnie z propozycją współpracy I'M Inter Motors - pierwsza (powstała 10 lat temu) i największa (obecnie ponad 41 sklepów i kolejne w planie) sieć sklepów motocyklowych w Polsce, (do niedawna znana pod nazwą Inter Motors).

Dostałam ofertę nie do odrzucenia - kurtkę i spodnie z katalogu holenderskiej formy Macna. Mocno uśmiechnęłam się do siebie z dwóch powodów - po pierwsze - z radości, że zostałam wybrana do tej współpracy i po drugie - z powodu sentymentu do firmy Macna. Jak zaczynałam przygodę z motocyklem i jeździłam na klasycznym moto Kawasaki Zephyr 550, myślałam o skórzanych ciuchach i właśnie kurtka firmy Macna, była moim marzeniem - inna niż wszystkie, które widziałam, z pomarańczowymi wstawkami, po prostu piękna. Jakoś zwlekałam z zakupem, a potem zmieniłam typ motocykla, jak i chęć posiadania skórzanej odzieży.

I tak oto z początkiem maja stałam się posiadaczką zestawu Macna Equator (kurtka) i Fulcrum (spodnie). We własnym zakresie dodałam kamizelkę odblaskową i ochraniacz pleców. Ciuszki odebrałam w przemiłej atmosferze w krakowskim salonie I'm Inter Motors.


poniedziałek, 1 stycznia 2018

Inspiracja na 2018

Tym razem będzie krótko.
Najczęściej plany są planami, a rzeczywistosć i tak jest inna.

W 2018 na mojej liście są:
- narty! Sezonowy karnet na dwa austiackie regiony narciarskie zobowiązuje, więc tym razem stawiam na porządną zimę.
- dwa motowyjazdy na literę G. Grecja i Gruzja.  Grecja, bo w końcu muszę pokazać Olivierowi Kalamatę. A Gruzja, bo tam w tym roku pojadą najbardziej doświadczone Orlice.
- motoszkolenia: chcę się co nieco podszkolić z serwisu motocykla, a także z jazdy enduro. Póki co wydaję się być najsłabiej zaprawioną w offach Orlicą wybierającą się do Gruzji, więc trzeba się podciągnąć w temacie, żeby nie było dramatu.

A w ogóle, to gdzieś na serio zaczyna mnie nosić... Może by rzucić to wszystko i wyjechać...



niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie 2017 roku

Ostatni dzień roku to czas podsumowań. Jaki był 2017? Co się udało? Co nie wyszło?

W sumie nie umiem powiedzieć, czy ten rok był lepszy od 2016. Dalej było trochę pod górę, zwłaszcza w pracy - problemy z jedną wyżej postawioną osobą mocno nadszarpnęly moje zdrowie psychiczne. Na szczęście udało się tę kwestię rozwiązać solidną dawką odpoczynku oraz zmianą projektu. Przy lekkim wspomaganiu ze strony farmakologii. Obyło się bez zmiany pracy (i dobrze, bo kilka procesów rekrutacyjnych zakończyło się niczym...) I choć dalej jestem "pół szczebla niżej", to nie jest źle i nowy projekt jest bardzo fajny.

Nie wróciłam tez do pełnej sprawności jeśli chodzi o moją złamaną w Albanii rękę. Wciąż zakres ruchu pozostawia wiele do życzenia. Za to chyba w miarę rozgryzłam zagadki dotyczące mojego zdrowia, więc poza tym co wiem co mi jest chyba nie ma żadnych niespodzianek. Choć kilogramy dalej się nie zrzucają, ale forma i tak jest niezła, co czuć zwłaszcza na nartach. W ramach osłody zrobiłam sobie 4 nowe tatuaże ;)

wtorek, 21 listopada 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 16 i 17 - I skończyło się rumakowanie...

12 sierpnia 2017 - sobota

Do trzeciej nad ranem leje, ale poranek jest słoneczny. Poranne procedury wykonujemy pod czujnym okiem lokalnego dziadka i jego wnuka, którzy zaglądają z wielką ciekawością do każdego namiotu i wypytują o każdą rzecz w naszym ekwipunku. Podczas mycia talerzy po śniadaniu staję na śliskim kamieniu i wpadam w butach do wody. Zakładam więc klapki i idę umyć kubek, pamiętając, że kamienie są śliskie. Staję na jednym, który na taki nie wygląda. Ale za to się chwieje - ląduję w wodzie po raz drugi, ku uciesze ekipy. Chwilę po mnie, myjąc swoje gary, wpada do rzeki GaGatek, śmiejąc się, że powtarzała sobie w duchu, żeby nie popełnić moich błędów. Czyli dzień zaczynamy od dwóch Agat w wodzie ;)

Tankujemy na najbliższej stacji. Mają tu też gastrobudkę z hamburgerami z opcją drive-thru, z której korzystają lokalesi na koniach ;)

niedziela, 19 listopada 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 15 - Ciemno, zimno, mokro

11 sierpnia 2017 - piątek.

Spanie pod gołym niebem ma sporo zalet ale też kilka wad. Jedną z nich są muchy, które z lubością obsiadają wszystkie wystające spod śpiwora części ciała, zwłaszcza twarz i usta, a w sumie nie wiadomo gdzie wcześniej siadały... a może wiadomo i dlatego jest to tym bardziej nieprzyjemne...

Następuje kolejne przekonfigurowanie motocykli - ja wracam na moja Kozę, a niebieski XTek zostaje zapakowany do jakiegoś busa i ma wrócić do Biszkeku. Odkrywam, że w mojej DRZ nie ma tablicy rejestracyjnej - w sumie to nie wiem, czy gdzieś odpadła na trasie, czy została przykręcona XTkowi, żeby jakąś miał do transportu i ewentualnego rozliczenia kierowcy z wykonania zadania ;)

Zażywamy porannej kąpieli w jeziorze - kamienie, przy których wczoraj woda sięgała nam do połowy uda dzisiaj są prawie na brzegu.

Zanim wyjedziemy, przechodzę szybkie szkolenie z odpalania motka na krótko - działa, a ja za każdym razem mam przy tym spory ubaw i czuję lekki dreszczyk gdy sypią się iskry. Jedyny problem to to, że jak mi moto zgaśnie gdzieś przypadkiem, to chwile potrwa zanim je wystartuję.

Droga jest dobra a winkle fajne. Przy okazji podziwiamy przełomy Naryni.

czwartek, 9 listopada 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 14 - Podwójna kąpiel

10 sierpnia 2017 - czwartek

Noc jest słaba. Prawa ręka drętwieje mi nawet podczas snu...
Zgodnie z żądaniami mundurowych szybko (w miarę) zwijamy się z miejsca obozowiska. Moja koza co prawda ma już prowizoryczną spinkę i nowe klocki, ale okazuje się, że nie mamy płynu dot 4 na stanie, więc dalej lekka lipa z przednim hamulcem. Dzisiaj znowu ujeżdżam XTka. Co prawda ma nowy filtr powietrza i pewnie kilka koni więcej, ale dalej wg mnie prowadzi się do dupy bo trzeba mocno odkręcać manetkę gazu.

Na podjazd pod jedną z przełęczy zamieniam się z Olą i jadę KTMem 690 Enduro. Ten z kolei na ruch manetki gazu reaguje aż za dobrze. Trzeba uważać, bo kostka na tylnej oponie jest już mocno wytarta, więc nie zawsze trzyma się nawierzchni.

niedziela, 5 listopada 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 13 - Bez hamulców

09 sierpnia 2017 - środa

Poranek jest bardzo spokojny i atmosfera w "kurorcie" niczym nie przypomina tej z poprzedniego popołudnia i wieczoru. Można jeszcze raz, na spokojnie, przyjrzeć się surowemu krajobrazowi.

Śniadanie jest hitem. Przed każdym ląduje talerz, a na nim 5-6 jajek sadzonych. Do tego chleb i herbata. Na bogato. Nawet kot nie może przejeść tego czego my nie możemy przejeść. Powoli pakujemy bagaże i wsiadamy na motocykle. Już jest gorąco, a dzień się jeszcze dobrze nie zaczął.

wtorek, 10 października 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 12 - Zimna woda, ciepła woda

08 sierpnia 2017 - wtorek

Biwakowe zdolności Bawarki i moje dobrze ze sobą grają. Jako pierwsze składamy namiot i jesteśmy przygotowane do wyjazdu. W moim motku został poprawiony naciąg łańcucha, który podobno wczoraj przyczynił się do wywrotki "bez powodu".

Marta rusza pierwsza, ja chwilę czekam, ale też wyjeżdżam w kierunku końca doliny. Przedpołudnie chcemy spędzić nad jeziorem Besh Tash. W zasadzie mamy świadomość, że najtrudniejsze i najbardziej wymagające elementy wyprawy są już za nami - teraz więcej czasu możemy poświęcić na relaks i ładowanie baterii.

Droga doliną prowadzącą wzdłuż rzeki jest naprawdę widokowa. Zdarza się kilka przepraw przez wąskie strumienie, zjazdów i podjazdów, ale generalnie jest łatwo.

niedziela, 8 października 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 11 - Do trzech szpitali sztuka

07 sierpnia 2017 - poniedziałek

Słońce wschodzi za górą, więc po obudzeniu wcale nie jest ani szczególnie jasno, ani ciepło. Mały Kirgiz już nam we wszystkim asystuje. Najpierw przyjeżdża na krowie, a potem na koniu. Dzięki temu mamy przegląd całego inwentarza w dobytku rodziny. Zbieramy się z obozu po śniadaniu. oczywiście wszytko dzieje się pod czujnym okiem lokalesów, którzy, jak wczoraj, patrzą na nas ze wzgórza. Hania jeszcze tylko przynosi w baniakach wodę ze źródełka i możemy ruszać.

sobota, 7 października 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 10 - Dzień jak co dzień

06 sierpnia 2017 - niedziela

Mimo, że pobudkę ustaliłyśmy na 8:30, to budzę  się przed piątą słysząc poranne śpiewane modlitwy gdzieś w pobliżu. Ale, że jestem śpiochem, to dosypiam do właściwej pory na pobudkę. Śniadanie jest pyszne - poza standardowymi jajkami są jeszcze naleśniki i racuchy, które w tempie przyspieszonym znikają z talerzy. Od Sambora, z którym siedzę przy stoliku dostaję największy komplement, jaki chyba kiedykolwiek (a przynajmniej ostatnio) udało mi się usłyszeć - że wyrobiłam się w jeździe na moto. Uuuu, urosłam. :)

Bagaże pakujemy na motki i do auta w atmosferze ogólnej głupawki i przebieranek. Moto Bawarki, pomimo porannego testu, który zdał pozytywnie, znowu nie odpala, więc chwilę opóźnia to nasz wyjazd. A potem ruszamy.

środa, 20 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 9 - Szutrowy raj

05 sierpnia 2017 - sobota

Rano jest... rześko. Na trawie oraz na motocyklach jest warstwa szronu. Ale dzień zapowiada się ładny i słoneczny - nie ma ani jednej chmury na niebie. Słowacy są lekko zmęczeni - wszystko zwalają na to, że pili wodę "niegazirowaną", pewnie po "gazirowanej" by nie było problemu ;)

Bez pospiechu jemy śniadanie i pakujemy się. Lokalne panie rozkładają na trawie kiermasz filcowych wyrobów, więc mamy też czas na shopping. Tak naprawdę chcemy też \zwiedzić karawanseraj, ale jeszcze nie jest otwarty o tej porze i, mimo, że prosimy o otwarcie, gdzieś ta prośba umyka a my nie chcemy czekać w nieskończoność. Więc zwiedzamy tylko z zewnątrz, a ja oczywiście muszę wleźć na górę.