wtorek, 19 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 8 - Karawana (nie) jedzie dalej

04 sierpnia 2017 - piątek

Pobudkę równo o 7:00 fundują nam gospodarze odsłaniając tundiuk, czyli otwór w sklepieniu jurty. I nagle robi się jasno. Śniadanie mamy zamówione na 7:30, ale to raczej "kirgiska 7:30", więc się nie spieszymy. A to błąd - o umówionej godzinie śniadanie jest na stołach, więc jak przychodzimy, to jajka są już lekko zimne.

Pogoda się polepszyła, więc, po odpaleniu motka GaGatka na pych, możemy jechać. Najpierw po własnych śladach do "głównej drogi". Ekipa z pierwszego turnusu himalajskiego narzuca sobie bardzo sprawne tempo i doganiamy znajome terenówki. Na rozstaju dróg koledzy koniecznie chcą fotkę ze "słabą płcią".

niedziela, 17 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 7 - Konie nie-mechaniczne

03 sierpnia 2017 - czwartek

Leje do czwartej nad ranem. Podobno, bo ja śpię jak zabita, więc nic nie słyszę. Rano czeka nas przez to suszenie namiotów. a mnie dodatkowo wszystkiego tego, co miałam w rogalu (na szczęście nie było tam nic super wrażliwego na wodę). Na śniadanie robimy jajecznicę - w sumie wczoraj padła taka nieśmiała propozycja-marzenie, że obok jest jakieś domostwo, więc pewnie maja kury, więc może jajka od nich kupić, lub podprowadzić w ostateczności, ale okazuje się, że Ania zadbała o to wszystko wczoraj w sklepie i nie zdradziła niespodzianki aż do teraz.

sobota, 16 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 6 - Więcej szczęścia niż rozumu

02 sierpnia 2017 - środa

o porannej jodze zapominamy i na tym wyjeździe chyba będą z tego nici. Śniadanie (wszystkie potrawy są z kolendrą, więc się nie najadłam...) jest o 9:00, a wyjazd jeszcze sporo później, bo trzeba naprawić coś w delice i pospawać jeden z motocykli. Czas wykorzystujemy na pakowanie, ładowanie sprzętu elektronicznego "na zapas". Ania otwiera salon fryzjerski... Potem service car jedzie na zakupy a my tankujemy motocykle. Wtedy też przychodzi mi SMS, że cały mój pakiet internetowy się skończył. Ale jak to? 12 GB? Już? Głównie w trybie offline? Nie może być... W sumie przez następne dni i tak nie będzie zasięgu, więc doładuję konto przy jakiejś najbliższej okazji jak się nadarzy.

czwartek, 14 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 5 - Shit happens

01 sierpnia 2017 - wtorek

Wczoraj przed pójściem spać umówiłyśmy się, że dzień zaczynamy jogą o 7:15. Nastawiam budzik na parę minut wcześniej, ale o umówionej porze nikogo nie ma poza namiotami, co więcej, nie widać absolutnie żadnego krzątania czy innych ruchów wskazujących, że ktokolwiek wstał. Dopiero koło ósmej widać jakieś pierwsze aktywności. Na śniadanie jemy twarde jak kamień buły. Procedurę startową mamy wybitnie spowolnioną i ruszamy dopiero około 10. Chyba wszyscy musieli się zregenerować. W dodatku motek GaGatka jakoś nie kwapi się, żeby zapalić, więc chwilę trwa, zanim da oznaki życia.

środa, 13 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 4 - Niedoszły napad na kopalnię złota

31 lipca 2017 - poniedziałek

Rano chętni jadą nad jezioro Issyk Kul, żeby się popluskać. Ja odpuszczam - muszę ogarnąć kilka rzeczy: przepakować się w odpowiedni sposób, żeby w rogalu mieć najpotrzebniejsze rzeczy, zamontować nawigację i takie tam.

Po śniadaniu i rozliczeniach za wczorajsze browary jedziemy załatwić najpotrzebniejsze rzeczy: zatankować i do sklepu. Tankowanie przebiega sprawniej, bo wg normalnej dla nas procedury. Za to jest lekki problem ze sklepem - najpierw nie możemy go znaleźć (szukamy jakiegoś większego, ale nie ma), a potem ten, który jest (klasyczny mały blaszak) nie ma w zasadzie nic co by nas interesowało. Zresztą, sklepy wyglądają mniej więcej tak: połowa asortymentu to alkohol, głównie wysokoprocentowy, ćwierć to przepity i inne napoje, a ostatnia ćwiartka to wszystko inne: gwoździe, chemia gospodarcza i rybki w puszkach...

sobota, 9 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 3 - Ucieczka z Biszkeku

30 lipca 2017 - niedziela

Dolatujemy mniej więcej o czasie czyli około 5-6 rano lokalnego czasu. Zmemłane i padnięte. Niestety jeden dzień, który miałyśmy na regenerację przed ruszeniem w trasę już nam nie przysługuje, przez dwudziestoczterogodzinną obsuwę samolotową.

Dla mnie dzień zaczyna się pechowo - moja torba na taśmie bagażowej podjeżdża uszkodzona - całkiem rozpruta jest jedna kieszeń, z której radośnie wystają rzeczy, które były w środku - buty motocyklowe, jetboil i kilka innych "cennych drobiazgów". No super :( nie wygląda na to, żeby czegoś brakowało. robię zdjęcia uszkodzeń, resztę zawartości sprawdzę "na spokojnie" później.

środa, 6 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 2 - Utknięte w Stambule

29 lipca 2017 - sobota

Bawarka urządza wszystkim pobudkę pukając do drzwi. Zbieramy się na śniadanie. W sali jadalnej, a raczej w kilku salach, panuje lekki chaos, ale w końcu udaje nam się przejąć stolik i poznosić talerze z wszelakimi dobrami. Szabrujemy też butelkę mineralnej. Wymieniamy kasę w recepcji hotelu po w miarę normalnym kursie i zamawiamy sześcioosobową taksówkę. Nas jest pięć, ale bierzemy ze sobą Pawła, który się wczoraj dołączył do naszej orlicowej grupy. Przyjeżdża normalny samochód, więc razem z kierowcą jest nas siódemka. Ale nie ma problemu, zabierze nas. Jakoś udaje się wcisnąć i skompresować. Po pół godzinie jesteśmy w centrum i ruszamy na podbój zabytków.

niedziela, 3 września 2017

Kirgistan 2017 - Dzień 1 - Nie ma fruuu do FRU

28 lipca 2017 - piątek

No to lecim. Najpierw z Krakowa do Warszawy. Udało się kupić bilety na samolot w cenie niższej od kolejowych, więc całkiem nieźle. W Warszawie odbieram swój wielki bagaż - serio - to największa torba z jaką kiedykolwiek udało mi się podróżować. No ale tak to jest, jak się bierze "wszystko", również do wspólnego użytku. Bagaż może i duży gabarytowo, ale waży regulaminowe 25 kg. No... prawie. Okazało się, że w "Locie" maksymalnie jest 23 kg. Ale pani z okienka check-in po wstępnym marudzeniu puściła bez dopłaty za nadbagaż. No to jestem w Wawie i czekam. W sumie, to dzisiaj mam też telefoniczną rozmowę o pracę, którą mam nadzieje uda mi się odbyć z lotniska. Lot jest opóźniony.

sobota, 2 września 2017

Kirgistan 2017 - Support Team

Orlice oczywiście same dają radę wszędzie i ze wszystkim (np. zdiagnozowaniem i usunięciem stuków w KTMie czy sprawieniem, że motek, który zdechł podczas jazdy - ożył) ;) ale czasami przydaje się wsparcie, żeby nam się manicure nie psuł od razu, tylko w połowie wyjazdu :) Poza tym - zawsze to raźniej i sympatyczniej






Kirgistan 2017 - Who is who?

Dziewięć kobiet.
Każda inna.
Różny wiek, wykształcenie, zawód. Różny stan cywilny, majątkowy. Różne miejsca zamieszkania, nie tylko w Polsce, ale i Europie. Różny wzrost, postura, kolor włosów.

I wspólna pasja - podróże motocyklowe.

W pewnym sensie tworzymy ciekawą mieszankę, ale z drugiej strony potrafimy znieść wiele niewygód, spakować się w niezbędne minimum, chodzić przez dwa tygodnie w jednych ciuchach, nie narzekać na zimną wodę, mokre buty, brud pod paznokciami i fryzury "spod kasku".

Oto My.
Orlice ADVfactory z ekipy Kirgistan 2017.

czwartek, 27 lipca 2017

Kirgistan 2017 - Prolog

Czemu tak jest, że wszystko musi się dziać jednocześnie? A przed wyjazdami następuje dodatkowe spiętrzenie?

Po pierwsze to znowu przed "głównym wyjazdem sezonu" zmieniam pracę, a w zasadzie próbuję zmienić, bo jakoś w tym roku słabo na rynku... Chyba nie umiem pracować w korporacji, w której nie ma szacunku dla pracownika i generalnie nic się nie może. Miało być lepiej, okazało się gorzej. Jakoś w życiu złych wyborów dokonuję...

W dodatku tydzień temu odszedł jeden z moich najlepszych znajomych i dzisiaj odprowadzałam go w ostatnią podróż. Niech objeżdża fajne offy w zaświatach.

Słodycz miesza się z goryczą. Tabletki szczęścia z napisem "GS" ostatnio czasem zawodzą... tyle bym chciała, a tak niewiele mogę. Znowu czas przewietrzyć głowę z dala od wszystkiego.

Jeszcze tylko muszę się spakować.

Jutro rano wylatuję. Kraków - Warszawa - Stambuł - Biszkek.

W niedzielę SPOT powinien zacząć nadawać, więc można śledzić >>TU<<

Trzymajcie kciuki.




środa, 26 lipca 2017

Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 6 i 7 - Alpen Masters

16 czerwca 2017 - piątek

Łóżko miało strasznie miękki materac. Moje jest dużo wygodniejsze ;) Schodzę na śniadanie. Stół przykryty jest szydełkową serwetą, wszędzie pełno pierdółek, durnostojek i innych kurzołapów, w których lubują się mieszkańcy tej części świata. Lalki, poduszki, domki, budki, talerze, figurki, sztuczne kwiatki. I jeden prawdziwy, prosto z ogrodu, na moim talerzu - dla ozdoby. Miło w sumie, takie drobiazgi się liczą. Po śniadaniu reguluję rachunek z właścicielką, dowiaduję się, ze mój niemiecki jest niezły (ha ha), zawracam Oliviera na trawniku (nie zaryzykuję tego manewru na żwirze ;) ) i ruszam w stronę Bolzano. Potem okazuje się, że droga, którą chcę jechać jest zamknięta, więc kombinuję jakiś objazd, który tez jest niczego sobie.

W planie na dzisiaj jest Przełęcz Czelendż - kilka fajnych przełęczy z milionem zakrętów. No to jadymy.

wtorek, 25 lipca 2017

Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 5 - Co za dzień...

15 czerwca 2017 - czwartek

Ale tu fajnie i cicho. Góry są magiczne. Za oknem widać początek pięknego, słonecznego dnia. Nie tracąc czasu zjadam śniadanie i rozliczam się za pobyt. Pakuję graty na moto i ruszam na przejażdżkę w dół zakrętasów na Stelvio. Jest fajnie, pusto, więc można skupić się na jeździe, a nie wyprzedzaniu czy mijaniu w zakrętach rowerów, skuterów, ciągników z niemieckimi dziadkami w skórzanych szortach czy innych wynalazków.

Potem robię tę samą trasę w górę. Tu jest jeden deko upierdliwy odcinek, bo trzech Niemców wymyśliło sobie, że chcą mieć film, więc zapakowali chyba swojego kumpla do bagażnika osobówki i jadą całą szerokością drogi, a ten bagażnikowy ich "kręci" Snują się dość wolno, nie da się ich wyprzedzić, więc będą mieli mnie jako mistrzynię drugiego planu w nagraniu. Po dwóch winklach zatrzymują się, tuz koło martwego świstaka leżącego na środku jezdni - ciekawe kto go trafił...

Gdy mijam punkt Foto-Stelvio zapamiętuję godzinę, żeby potem odszukać siebie na fotkach.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 4 - Siedem lat w Tybecie

14 czerwca 2017 - środa

Śniadanie mistrzów. Jest pyszne jak wczorajsza kolacja. Wybór wszystkiego - przesympatycznie. Pakuję motek i robię jeszcze małą rundkę po wiosce, żeby zrobić fajne fotki. Gdy zapinam pasy na bagażu podjeżdża dostawczak z zaopatrzeniem w napoje. Przeciska się przez wąskie uliczki, ale na szczęście staje tak, że jestem w stanie go ominąć Olivierem.

Przez jeden z "tuneli" wyjeżdżam z wioski na spory parking przy placu zabaw, a następnie na "główną" drogę.

środa, 19 lipca 2017

Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 3 - Trzymaj Gardę

13 czerwca 2017 - wtorek

Nie, nie budzą mnie o świcie dzwony wzywające na poranną modlitwę. Jest cicho, może jedynie ptaszki świergolą za okiennicami (na których zresztą suszą się moje gacie, mam nadzieję, że nie ku zgorszeniu zakonnic). Budzę się całkiem wyspana. Olivier chyba też jest OK, choć spadło na niego kilka szyszek - może zrobię sobie z nich matę pod tyłek? ;)

Śniadanie jest na sporej sali, w której siedzą już jacyś  "hotelowi goście" - głównie starsze pary, takie 75+. "Za barem" krzątają się zakonnice. Śniadanie to szwedzki stół, słodkości plus standardowe włoskie elementy: mortadela i żółty ser. Croissant staje się zjadliwy dopiero gdy otrzepuję go z tony cukru pudru.

Nie mogę zająć dowolnego miejsca - mam przydzielony stolik, o czym informuje karteczka z numerem pokoju i pojedyncze nakrycie.