| foto: Michał |
W maju 2012 świat nieco mi się zawalił, a jeśli to zbyt mocne określenie, to na pewno mocno przemodelował. W czerwcu dowiedziałam się o rejsie i bez większego namysłu (choć i nie od razu) "zaciągnęłam się". Tzn. dałam się namówić Qbie. Wiedziałam, że chcę płynąć w załodze Tycza. Nie wiedziałam natomiast jak to będzie, czy dam radę, czy ogarnę temat finansowo. Tak naprawdę bałam się, bo nie jestem żeglarzem. Owszem, mam jako takie doświadczenie, byłam na dwóch rejsach morskich, ale mimo wszystko "nic nie wiem". A nie lubię nie wiedzieć. Nie lubię nie umieć. Przeraża mnie to, spina i paraliżuje. Czuję się wtedy gorsza. A tu - niemalże wszyscy są lepsi, bo żeglują.



