Jak zwykle "miałam stresa", że nie dam rady, że będzie obciach...
Przed dziesiątą docieram na obiekt - krakowski motodrom. Znaki drogowe obwieszczają, że jest bufet/kawiarnia i punkt opatrunkowy, więc powinno być dobrze ;)
Wchodzę do "salki wykładowej" czy "biura" i dowiaduję się, że jestem ostatnią zgubą... nie, no chyba taka ostatnia to nie jestem? Szybki rzut oka na salę - trzech facetów i, włączając mnie, dwie babki. OK, przynajmniej tym razem nie jestem "sama".
