Korsyka w planach była już jakiś czas. chyba nawet dwa lata temu myślałam o tym, żeby tam pojechać, ale za każdym razem brakowało finalnej decyzji.
W tym roku też mało brakowało, żeby wyjazd był do Grecji, do dawno obiecanej Olivierowi Kalamaty.
Szkoda, że nie da się jechać wszędzie naraz...
Korsyka: Tak samo jak Bhutan czy Kolumbia - to świetne miejsce do jazdy po winklach. Prostych dróg jest niewiele, a zakręty potrafią solidnie zmęczyć. W dodatku dookoła jest pięknie i czasem trudno skupić się na drodze, a to grozi niefajnymi konsekwencjami. Wyspa ma jednak dwie poważne wady - jest daleko od Polski i jest droga. Zarówno w kwestii zakwaterowania, jak i paliwa czy wyżywienia. Piwo w knajpie potrafiło kosztować 8 euro...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą majówka 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą majówka 2017. Pokaż wszystkie posty
środa, 12 lipca 2017
wtorek, 11 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 10 - Byle dalej
07 maja 2017 - niedziela
Na górze jest gorąco. Następnym razem trzeba koniecznie mieć miejsca niżej. No i ciasno. Nie wiem jak Piotrek się mieści... No ale przynajmniej nośność łóżek w pociągu jest przetestowana - nikt nie ucierpiał. Zasadniczy austriacki konduktor przynosi śniadanie - tym razem rzeczywiście oprócz napoju są dwie bułki i jakieś smarowidła na słodko. Na szczęście mamy trochę szynki z wczoraj. W sumie mamy też ser, ale tak śmierdzi, że nie otwieramy go - nie zrobimy tego naszym współtowarzyszom podróży...
Dojeżdżamy do Wiednia i możemy się powoli wypakowywać. Piotrek mówi, ze trochę szumi mu w głowie po wczorajszych baletach. Ja też jestem trochę zmęczona, ale bardziej od spania "na górnej półce".
Niestety, motków mamy nie ruszać. Zasadniczy konduktor mówi nam, że są wymogi BHP i do tej pracy trzeba mieć kaski... Eeee, Włosi się nie czepiali. A w sumie kaski mamy. Piotrek nawet zakłada swój i dalej majstruje przy odpinaniu motka. Ja poczekam aż ktoś to za mnie zrobi, co sobie będę ręce brudziła ;)
Na górze jest gorąco. Następnym razem trzeba koniecznie mieć miejsca niżej. No i ciasno. Nie wiem jak Piotrek się mieści... No ale przynajmniej nośność łóżek w pociągu jest przetestowana - nikt nie ucierpiał. Zasadniczy austriacki konduktor przynosi śniadanie - tym razem rzeczywiście oprócz napoju są dwie bułki i jakieś smarowidła na słodko. Na szczęście mamy trochę szynki z wczoraj. W sumie mamy też ser, ale tak śmierdzi, że nie otwieramy go - nie zrobimy tego naszym współtowarzyszom podróży...
Dojeżdżamy do Wiednia i możemy się powoli wypakowywać. Piotrek mówi, ze trochę szumi mu w głowie po wczorajszych baletach. Ja też jestem trochę zmęczona, ale bardziej od spania "na górnej półce".
Niestety, motków mamy nie ruszać. Zasadniczy konduktor mówi nam, że są wymogi BHP i do tej pracy trzeba mieć kaski... Eeee, Włosi się nie czepiali. A w sumie kaski mamy. Piotrek nawet zakłada swój i dalej majstruje przy odpinaniu motka. Ja poczekam aż ktoś to za mnie zrobi, co sobie będę ręce brudziła ;)
poniedziałek, 10 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 9 - Krzywa wieża
06 maja 2017 - sobota
Hotelowe śniadanie kosztowało 9 euro (!!!) od łebka. I nie dość, że jest spóźnione, to w ogóle tej kasy nie jest warte. Motki zapakowane, ruszamy. Do portu mamy kilkaset metrów, ale dziwne rozwiązania komunikacyjne powodują, że robimy kilka kilometrów, gubiąc się tu i tam w uliczkach Bastii. W porcie standardowo mamy godzinę oczekiwania. Motocykle dostają naklejki na transfer, wg nich nazywamy się Lange Lange i Krupa Krupa :) Ale są w kolejce i tacy, co się ustawili prawie na pole position, a nie dostali naklejek, więc musieli się cofnąć do wjazdu do portu i naklejki pobrać. A tak w ogóle, to dzisiaj, tj. 6 maja, jest International Female Ride Day 2017, więc - Baby na motóry!
Hotelowe śniadanie kosztowało 9 euro (!!!) od łebka. I nie dość, że jest spóźnione, to w ogóle tej kasy nie jest warte. Motki zapakowane, ruszamy. Do portu mamy kilkaset metrów, ale dziwne rozwiązania komunikacyjne powodują, że robimy kilka kilometrów, gubiąc się tu i tam w uliczkach Bastii. W porcie standardowo mamy godzinę oczekiwania. Motocykle dostają naklejki na transfer, wg nich nazywamy się Lange Lange i Krupa Krupa :) Ale są w kolejce i tacy, co się ustawili prawie na pole position, a nie dostali naklejek, więc musieli się cofnąć do wjazdu do portu i naklejki pobrać. A tak w ogóle, to dzisiaj, tj. 6 maja, jest International Female Ride Day 2017, więc - Baby na motóry!
sobota, 8 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 8 - Monte Cinto
05 maja 2017 - piątek
Po śniadaniu, na którym tradycyjnie sortuję kostki cukru na spodeczku mamy do wykonania ważną misję. Musimy wydrukować bilety na prom z Bastii do Livorno. Wypływamy jutro rano i chcemy temat ogarnąć dzisiaj, żeby mieć wszystko przygotowane. Pytamy pani w recepcji (po angielsku) czy można wydrukować kilka stron. Niestety nie (odpowiada po francusku), drukować można na poczcie, która jest dwie uliczki obok. Zapakowani na motocykle zajeżdżamy pod pocztę. Tam naszym problemem zajmują się dwie osoby, bo nie bardzo nas rozumieją i nie wiedzą o co nam chodzi. W końcu jeden z pracowników poczty wbija nam w nawigację adres punktu xero/druk - podobno tam się uda. Kilka stromych uliczek dalej jest maleńki sklep biurowo-papierniczy i rzeczywiście można tu wydrukować nasze bilety. Pan na koniec mówi "ejtin sę" więc dostaje 18 eurocentów i trochę się krzywi. Chodziło mu o 80... Płacimy, chowamy wydruki i spadamy.
Po śniadaniu, na którym tradycyjnie sortuję kostki cukru na spodeczku mamy do wykonania ważną misję. Musimy wydrukować bilety na prom z Bastii do Livorno. Wypływamy jutro rano i chcemy temat ogarnąć dzisiaj, żeby mieć wszystko przygotowane. Pytamy pani w recepcji (po angielsku) czy można wydrukować kilka stron. Niestety nie (odpowiada po francusku), drukować można na poczcie, która jest dwie uliczki obok. Zapakowani na motocykle zajeżdżamy pod pocztę. Tam naszym problemem zajmują się dwie osoby, bo nie bardzo nas rozumieją i nie wiedzą o co nam chodzi. W końcu jeden z pracowników poczty wbija nam w nawigację adres punktu xero/druk - podobno tam się uda. Kilka stromych uliczek dalej jest maleńki sklep biurowo-papierniczy i rzeczywiście można tu wydrukować nasze bilety. Pan na koniec mówi "ejtin sę" więc dostaje 18 eurocentów i trochę się krzywi. Chodziło mu o 80... Płacimy, chowamy wydruki i spadamy.
piątek, 7 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 7 - Zakrętowy zawrót głowy
04 maja 2017 - czwartek
Poranek jest nawet pogodny - może się utrzyma przez cały dzień. Dzisiaj jedziemy na lekko, więc sprawniej niż zwykle wskakujemy na motki - odpada cała procedura pakowania i montowania bagaży. Chwilę jedziemy na południe po wczorajszej trasie, którą przemierzaliśmy w deszczu. Teraz możemy podziwiać widoki i czerpać przyjemność z szybkich zakrętów. Wzdłuż drogi biegnie kolejka wąskotorowa, która co jakiś czas przejeżdża przez wieloprzęsłowe wiadukty. Obowiązkowo zatrzymujemy się w punkcie widokowym.
niedziela, 2 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 6 - Nadmiar winkli
03 maja 2017 - środa
Śniadanie jest takie jak zwykle na Korsyce, czyli zupełnie nie w moim stylu, ale coś jeść trzeba. W ramach rozrywki układam kostki cukru wg obrazków na opakowaniu. Zapowiada się kolejny ciepły dzień, mamy dobry timig, jeśli chodzi o przemierzanie wyspy, więc opracowujemy trasę na dzisiaj.
W planie jest bardzo kręta trasa po trzeciorzędnych, widokowych drogach. Ale najpierw musimy znaleźć sklep i uzupełnić zapasy wody i kupić jakąś przegrychę na później. Znajdujemy większy market, zostawiamy motki na parkingu i idziemy do środka. Niestety na salę zakupową nie możemy wnieść kasków, o czym zwięźle przypomina nam pan siedzący przy wejściu za biurkiem i pilnujący, żeby nikt nie łamał określonych zasad. No trudno. Zostaję przy wejściu z kaskami, Piotrek idzie po zakupy.
Śniadanie jest takie jak zwykle na Korsyce, czyli zupełnie nie w moim stylu, ale coś jeść trzeba. W ramach rozrywki układam kostki cukru wg obrazków na opakowaniu. Zapowiada się kolejny ciepły dzień, mamy dobry timig, jeśli chodzi o przemierzanie wyspy, więc opracowujemy trasę na dzisiaj.
W planie jest bardzo kręta trasa po trzeciorzędnych, widokowych drogach. Ale najpierw musimy znaleźć sklep i uzupełnić zapasy wody i kupić jakąś przegrychę na później. Znajdujemy większy market, zostawiamy motki na parkingu i idziemy do środka. Niestety na salę zakupową nie możemy wnieść kasków, o czym zwięźle przypomina nam pan siedzący przy wejściu za biurkiem i pilnujący, żeby nikt nie łamał określonych zasad. No trudno. Zostaję przy wejściu z kaskami, Piotrek idzie po zakupy.
sobota, 1 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 5 - Królewskie schody
2 maja 2017 - wtorek
Rankiem port cargo daje się we znaki - od świtu kontenery wjeżdżają i wyjeżdżają z promów, które następnie wypływają z portu oznajmiając to przeciągłym dźwiękiem. Standardowo dzień zaczynamy od śniadania, potem pakowanie i "na koń".
Z Ajaccio wyjeżdżamy główną drogą, prawie autostradą. Lekko gubimy się przed wjazdem w podrzędną dróżkę D302 - ale sprawnie zawracamy i skręcamy tam gdzie trzeba. Asfalt iskrzy się w słońcu. Lokalny listonosz trochę nas kąsa na winklach, ale nie dajemy się wyprzedzić. Powietrze pachnie skoszoną trawą a z drogi widać panoramę Ajaccio.
Rankiem port cargo daje się we znaki - od świtu kontenery wjeżdżają i wyjeżdżają z promów, które następnie wypływają z portu oznajmiając to przeciągłym dźwiękiem. Standardowo dzień zaczynamy od śniadania, potem pakowanie i "na koń".
Z Ajaccio wyjeżdżamy główną drogą, prawie autostradą. Lekko gubimy się przed wjazdem w podrzędną dróżkę D302 - ale sprawnie zawracamy i skręcamy tam gdzie trzeba. Asfalt iskrzy się w słońcu. Lokalny listonosz trochę nas kąsa na winklach, ale nie dajemy się wyprzedzić. Powietrze pachnie skoszoną trawą a z drogi widać panoramę Ajaccio.
czwartek, 29 czerwca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 4 - Kolumb i Napoleon
1 maja 2017 - poniedziałek
Pół śniadania, które jemy na tarasie, wpiernicza nam kot, który ostentacyjnie łasi się i żebrze o jedzenie. Oczywiście standardowo po kociemu - "co tam masz?", "daaaaj", "łeee z podłogi to nie jem"... A że ja jestem kocia mama (i dalej nie wiem co wstrzymuje mnie przed posiadaniem kota, bo w końcu jestem "starą panną" w odpowiednim wieku - chyba tylko to, że dość często mnie nie ma a nie mam sumienia obarczać rodziny opieką nad zwierzakiem - Tata zajmuje się już trzema...), a Piotrek to weterynarz, to zwierzaki, a zwłaszcza kiciusie, mają szczególne względy.
Pogoda jakby lekko się psuje i zaczyna kropić. W momencie, gdy pakujemy motki nadchodzi ulewa, więc ubrani i przygotowani do jazy czekamy w hotelowym lobby aż się przejaśni. Prognozy mówią, że do 11 przestanie padać. Gdy tak sobie siedzimy na dizajnerskich fotelach w kształcie twarzy (dygresja: w salonie manicure w Krakowie, gdzie chodziłam, były fajne fotele w kształcie klęczących kobiecych pup :)) podchodzi do nas młoda dziewczyna, chyba managerka hotelu i zaczyna rozmowę po polsku. Chwilę gadamy, po czym ona prosi nas o rozsądek podczas jazdy, zwłaszcza po deszczu, bo drogi są śliskie i ona sama tak zaliczyła glebę na moto. Nie ma to jak wspólna pasja.
Pół śniadania, które jemy na tarasie, wpiernicza nam kot, który ostentacyjnie łasi się i żebrze o jedzenie. Oczywiście standardowo po kociemu - "co tam masz?", "daaaaj", "łeee z podłogi to nie jem"... A że ja jestem kocia mama (i dalej nie wiem co wstrzymuje mnie przed posiadaniem kota, bo w końcu jestem "starą panną" w odpowiednim wieku - chyba tylko to, że dość często mnie nie ma a nie mam sumienia obarczać rodziny opieką nad zwierzakiem - Tata zajmuje się już trzema...), a Piotrek to weterynarz, to zwierzaki, a zwłaszcza kiciusie, mają szczególne względy.
Pogoda jakby lekko się psuje i zaczyna kropić. W momencie, gdy pakujemy motki nadchodzi ulewa, więc ubrani i przygotowani do jazy czekamy w hotelowym lobby aż się przejaśni. Prognozy mówią, że do 11 przestanie padać. Gdy tak sobie siedzimy na dizajnerskich fotelach w kształcie twarzy (dygresja: w salonie manicure w Krakowie, gdzie chodziłam, były fajne fotele w kształcie klęczących kobiecych pup :)) podchodzi do nas młoda dziewczyna, chyba managerka hotelu i zaczyna rozmowę po polsku. Chwilę gadamy, po czym ona prosi nas o rozsądek podczas jazdy, zwłaszcza po deszczu, bo drogi są śliskie i ona sama tak zaliczyła glebę na moto. Nie ma to jak wspólna pasja.
niedziela, 25 czerwca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 3 - Cap Corse
30 kwietnia 2017 - niedziela
Coś jest nie tak. nie wysapałam się, co rzadko mi się zdarza. W dodatku mam pewien problem w łazience - jak siedzę na kibelku, to nie dostaję nogami do podłogi... nikt nie mówił, że będzie lekko ;)
Omawiamy z Piotrkiem plan i trasę na dzisiaj i idziemy "w miasto" na śniadanie. Najbliższy sklep jest zamknięty, ale udaje się zlokalizować sympatyczną lokalną kawiarnię. Siadamy przy jednym ze stolików przed lokalem, zamawiamy espresso i croissanty, czyli typowy zestaw śniadaniowy w tym regionie. W sumie ani kawa ani pompowane buły nie są moim typowym pokarmem, więc w sumie mam ochotę na coś bardziej konkretnego. Klucząc po uliczkach znajdujemy sklepik z lokalnymi produktami, gdzie kupujemy kawał śmierdzącego sera, kilka plastrów surowej szynki i bagietkę. No i mamy śniadanie mistrzów :)
Podwójne jedzenie sprawia, że wyruszamy z trzydziestominutowym poślizgiem w stosunku do planu, ale ponieważ każde z nas ma włączony tryb urlopowy zupełnie nam to ni przeszkadza. Z Bastii kierujemy się na północ, dość uczęszczaną drogą wzdłuż wybrzeża.
Coś jest nie tak. nie wysapałam się, co rzadko mi się zdarza. W dodatku mam pewien problem w łazience - jak siedzę na kibelku, to nie dostaję nogami do podłogi... nikt nie mówił, że będzie lekko ;)
Omawiamy z Piotrkiem plan i trasę na dzisiaj i idziemy "w miasto" na śniadanie. Najbliższy sklep jest zamknięty, ale udaje się zlokalizować sympatyczną lokalną kawiarnię. Siadamy przy jednym ze stolików przed lokalem, zamawiamy espresso i croissanty, czyli typowy zestaw śniadaniowy w tym regionie. W sumie ani kawa ani pompowane buły nie są moim typowym pokarmem, więc w sumie mam ochotę na coś bardziej konkretnego. Klucząc po uliczkach znajdujemy sklepik z lokalnymi produktami, gdzie kupujemy kawał śmierdzącego sera, kilka plastrów surowej szynki i bagietkę. No i mamy śniadanie mistrzów :)
Podwójne jedzenie sprawia, że wyruszamy z trzydziestominutowym poślizgiem w stosunku do planu, ale ponieważ każde z nas ma włączony tryb urlopowy zupełnie nam to ni przeszkadza. Z Bastii kierujemy się na północ, dość uczęszczaną drogą wzdłuż wybrzeża.
czwartek, 8 czerwca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 2 - Promem
29 kwietnia 2017 - sobota
O 7 rano budzi nas wszystkich łysy włoski konduktor, przynosząc śniadanie. No może nie wszystkich - dwie babeczki wysiadły w Bolonii, ale na tyle cicho, że nikt się nie obudził. I właśnie, niekoniecznie śniadanie, tylko napoje. Po obiecanych kajzerkach z dżemem nie ma śladu. Wypijam więc moją zieloną herbatę. Za oknem jest słonecznie. Słońce, woda, wiatr, przygoda. To za chwilę. Dojeżdżamy do Pisa Centrale, więc następną stacją będzie Livorno. Powoli kończymy podróż pociągiem. W Livorno mamy się wszyscy wypakować z pociągu. i tyle komunikatów. Nie wiadomo gdzie pojechała mała ciuchcia z platformą z motkami. Piotrek i ja podążamy za tłumem. Wszyscy okupują kilka murków i czekamy. Od czekania chce mi się siku, ale nie mam drobnych eurasów na wejście do kibla bramkowanego automatem. Trzeba poczekać, aż ktoś będzie wychodził... Adam i Marcin próbują ogarnąć bilety powrotne, żeby już nie musieć jechać "na gapę".
O 7 rano budzi nas wszystkich łysy włoski konduktor, przynosząc śniadanie. No może nie wszystkich - dwie babeczki wysiadły w Bolonii, ale na tyle cicho, że nikt się nie obudził. I właśnie, niekoniecznie śniadanie, tylko napoje. Po obiecanych kajzerkach z dżemem nie ma śladu. Wypijam więc moją zieloną herbatę. Za oknem jest słonecznie. Słońce, woda, wiatr, przygoda. To za chwilę. Dojeżdżamy do Pisa Centrale, więc następną stacją będzie Livorno. Powoli kończymy podróż pociągiem. W Livorno mamy się wszyscy wypakować z pociągu. i tyle komunikatów. Nie wiadomo gdzie pojechała mała ciuchcia z platformą z motkami. Piotrek i ja podążamy za tłumem. Wszyscy okupują kilka murków i czekamy. Od czekania chce mi się siku, ale nie mam drobnych eurasów na wejście do kibla bramkowanego automatem. Trzeba poczekać, aż ktoś będzie wychodził... Adam i Marcin próbują ogarnąć bilety powrotne, żeby już nie musieć jechać "na gapę".
środa, 24 maja 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 1 - Motory na tory
28 kwietnia 2017 - piątek
Wyjazdy w deszczu są dla mnie standardem. Dzisiejszy poranek jest kolejnym na to dowodem. Spakowana jestem od poniedziałku, bo we wtorek musiałam służbowo lecieć do Niemiec. Wróciłam wczoraj, a raczej dzisiaj po północy. Więc jeszcze jestem średnio wyspana. Jem śniadanie, ogarniam ostatnie rzeczy. Montuję bagaż na Oliviera. Przy okazji okazuje się, że w serwisie zapodziali mi gdzieś śrubki do mocowania tankbaga, a same paski gdzieś luźno wiszą sobie w przedniej części motka - dobrze, że nie wypadły podczas ostatniej jazdy, jak sprowadzałam moto do domu...
Dokręcam śrubki, bo zauważyłam kilka luźniejszych. Jest kwadrans obsuwy. Piotrek, który miał po mnie podjechać pewnie siedzi na zewnątrz i moknie, chyba, że przestało padać. Ufff, przestało. A następnym razem muszę mniej na wariata jechać i zdecydowanie mieć czas, żeby przeglądnąć moto po odbiorze z serwisu pod kątem ewentualnych niedoróbek.
Wyjazdy w deszczu są dla mnie standardem. Dzisiejszy poranek jest kolejnym na to dowodem. Spakowana jestem od poniedziałku, bo we wtorek musiałam służbowo lecieć do Niemiec. Wróciłam wczoraj, a raczej dzisiaj po północy. Więc jeszcze jestem średnio wyspana. Jem śniadanie, ogarniam ostatnie rzeczy. Montuję bagaż na Oliviera. Przy okazji okazuje się, że w serwisie zapodziali mi gdzieś śrubki do mocowania tankbaga, a same paski gdzieś luźno wiszą sobie w przedniej części motka - dobrze, że nie wypadły podczas ostatniej jazdy, jak sprowadzałam moto do domu...
Dokręcam śrubki, bo zauważyłam kilka luźniejszych. Jest kwadrans obsuwy. Piotrek, który miał po mnie podjechać pewnie siedzi na zewnątrz i moknie, chyba, że przestało padać. Ufff, przestało. A następnym razem muszę mniej na wariata jechać i zdecydowanie mieć czas, żeby przeglądnąć moto po odbiorze z serwisu pod kątem ewentualnych niedoróbek.
poniedziałek, 22 maja 2017
Moto Corsica 2017 - Prolog
W ferworze zmagań z rzeczywistością po prostu nie znalazłam na to czasu. Było sporo wyzwań w pracy, gdzie kluczowe sprawy z dwóch projektów nałożyły się całkowicie na siebie. Oprócz tego trochę jeździłam tu i tam, żeby poopowiadać o moich wyjazdach, czy w imieniu Orlic być obecna na kilku festiwalach filmów motocyklowych. Swoją drogą, nasz himalajski film zdobył główną nagrodę na festiwalu The Art Of Ride!
A tuż po powrocie - znowu się zaczęło: praca, praca, praca, przedłużone motoweekendy (IZI Meeting, Rajd Motoszkoły) i naprawa zdrowia utraconego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





