30 stycznia 2015 - piątek
Upał jakby zelżał. Jest 18 stopni, co jak na styczeń jest przyzwoitą temperaturą... ale... Po dawce czterdziestostopniowych upałów to jest trochę mało... Nie ociągamy się z jazdą, bo czasu dalej za mało, a kilometrów jeszcze trochę. I czeka nas jeszcze jedna granica, a, jak to w Afryce, może wcale nie pójść łatwo, choć teoretycznie wjeżdżać będziemy do najbardziej "cywilizowanego" kraju. W każdym razie - sypiemy, sypiemy, sypiemy, jakby to Krzysiu powiedział... Gdy robi się zbyt chłodno zatrzymujemy się na lekkie ogrzanie rąk... W końcu nie każdy ma grzane manetki...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mauretania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mauretania. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 8 czerwca 2015
wtorek, 2 czerwca 2015
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 20 - Sypiemy...
29 stycznia 2015 - czwartek
Poranek jest zimy i ciemny. Wstajemy w sumie przed wschodem słońca, ale jak sobie przypomnę jasny księżyc wieczorem, to teraz jest jakoś tak... dziwnie. Do Celu mamy ponad 1200 km i dwa dni z małym hakiem na dotarcie. Więc trzeba jechać. Rozpoczynamy więc procedury startowe: pakowanie, jedzenie. Jest dość chłodno, w porównaniu z tym, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić... Gdy zbieramy obozowisko słyszymy, że droga jedzie kilka motocykli. Czyżby nasi wcześnie wstali?
Poranek jest zimy i ciemny. Wstajemy w sumie przed wschodem słońca, ale jak sobie przypomnę jasny księżyc wieczorem, to teraz jest jakoś tak... dziwnie. Do Celu mamy ponad 1200 km i dwa dni z małym hakiem na dotarcie. Więc trzeba jechać. Rozpoczynamy więc procedury startowe: pakowanie, jedzenie. Jest dość chłodno, w porównaniu z tym, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić... Gdy zbieramy obozowisko słyszymy, że droga jedzie kilka motocykli. Czyżby nasi wcześnie wstali?
czwartek, 28 maja 2015
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 19 - Wyścig z czasem
Wyjazd planujemy na 7 rano, więc wcześnie wstajemy. Zanim wyjedziemy przemawiam do chłopaków - że mało czasu, że potrzebuję ich wsparcia w dotarciu do celu, czynimy pewne ustalenia co do jazdy w podgrupach i scenariusze w razie W, ale chyba niewiele z nich wynika. Po prostu jedziemy. Jak najszybciej.
U celników załatwiamy papierologię (dokumenty tranzytowe tym razem za 10 Euro, a nie za ponad 20). Może dlatego, jest taniej, że są wypisane w robaczkach? W "biurze" celników stoją trzy pudła z KTMami w środku ;) Tymi prosto z chin, o pojemności 50 cc.
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 18 - Wieje chłodem
27 stycznia 2015 - wtorek
Perspektywa problemu ze zdążeniem na samolot znowu sprawia, że nie śpię dobrze. Nikt nie wyłapał błędu w obliczeniach... w sumie się nie dziwię - tylko mnie się spieszy. I jeszcze dostałam po uszach, że tak nierozważnie podeszłam do tematu :(
O umówionej porze zjawia się kierowca piotruszowego moto. Ciuchy i kask pasują, ale buty nie - pojedzie więc w swoich adidaskach, bez skarpetek. Ruszamy przez Bamako. Poranny ruch jest wymagający, ale dajemy radę. Zatrzymujemy się jeszcze na tankowanie i dopompowanie kół u wulkanizatora.
Perspektywa problemu ze zdążeniem na samolot znowu sprawia, że nie śpię dobrze. Nikt nie wyłapał błędu w obliczeniach... w sumie się nie dziwię - tylko mnie się spieszy. I jeszcze dostałam po uszach, że tak nierozważnie podeszłam do tematu :(
O umówionej porze zjawia się kierowca piotruszowego moto. Ciuchy i kask pasują, ale buty nie - pojedzie więc w swoich adidaskach, bez skarpetek. Ruszamy przez Bamako. Poranny ruch jest wymagający, ale dajemy radę. Zatrzymujemy się jeszcze na tankowanie i dopompowanie kół u wulkanizatora.
wtorek, 24 marca 2015
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 8 - HardcoreOFFo
17 stycznia 2015 - sobota
Słońce wschodzi na czerwono. A nawet różowo. Kolory są niesamowite - nigdy takich nie widziałam. Okazuje się, że Krszyś spał pod gołym niebem - nie chciało mu się wlogowywać do namiotu, więc kimał przy swojej tenerce. Kostek, ogołocony z "dużej klaty"grzecznie stoi przy moim namiocie i czeka na poranne testy. Krzyś ordynuje - jeździsz 10 minut. Jest siódma z małym hakiem. Rozpoczynam testy.
Moto odpala bez problemu. Jedynka, dwójka, trójka, hamowanie, przyspieszanie, ósemki, zakręty mniej lub bardziej ciasne. Kręcę kółka po pustyni jak głupia. czas płynie wolno a taka jazda trochę nudzi. Ale miało być 10 minut. Boję się tylko, ze na ostrych kamyczkach które tu leżą złapię gumę. Kończę jazdy - wszystko gra. Motek śmiga jak wściekły. Udało się!
Słońce wschodzi na czerwono. A nawet różowo. Kolory są niesamowite - nigdy takich nie widziałam. Okazuje się, że Krszyś spał pod gołym niebem - nie chciało mu się wlogowywać do namiotu, więc kimał przy swojej tenerce. Kostek, ogołocony z "dużej klaty"grzecznie stoi przy moim namiocie i czeka na poranne testy. Krzyś ordynuje - jeździsz 10 minut. Jest siódma z małym hakiem. Rozpoczynam testy.
Moto odpala bez problemu. Jedynka, dwójka, trójka, hamowanie, przyspieszanie, ósemki, zakręty mniej lub bardziej ciasne. Kręcę kółka po pustyni jak głupia. czas płynie wolno a taka jazda trochę nudzi. Ale miało być 10 minut. Boję się tylko, ze na ostrych kamyczkach które tu leżą złapię gumę. Kończę jazdy - wszystko gra. Motek śmiga jak wściekły. Udało się!
niedziela, 22 marca 2015
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 7 - Operacja
16 stycznia 2015 - piątek
Rankiem zmierzamy do Ayoun, czyli tam, gdzie część grupy robiła nocne zakupy. Teraz widzimy, że okolica to piękne skałki (i nawet Neno miał pomysł, żeby w takich okolicznościach przyrody zrobić nocleg, ale jak wiadomo po ciemku trudniej się szuka, więc zadowoliliśmy się "czymkolwiek). Z drugiej strony widać, że jesteśmy blisko miasta, bo pobocza usłane są tonami śmieci. Może więc jednak dobrze, ze nocleg był ba bardziej "czystym" obszarze?
W Ayoun naszym celem jest stacja benzynowa. Jest. Jest nawet dystrybutor do benzyny, ale paliwa nie ma. Za to jest dostępne z beczki, za bagatela 1000 ugija czyli nieco poniżej 3 euro za litr. Ja odpuszczam tankowanie - mam odpowiedni zasięg do kolejnego miejsca. Ci, którzy nie mają - kupują paliwo z butelek, albo tankują z kanistrów i butelek to, co zakupili na poprzedniej stacji.
Rankiem zmierzamy do Ayoun, czyli tam, gdzie część grupy robiła nocne zakupy. Teraz widzimy, że okolica to piękne skałki (i nawet Neno miał pomysł, żeby w takich okolicznościach przyrody zrobić nocleg, ale jak wiadomo po ciemku trudniej się szuka, więc zadowoliliśmy się "czymkolwiek). Z drugiej strony widać, że jesteśmy blisko miasta, bo pobocza usłane są tonami śmieci. Może więc jednak dobrze, ze nocleg był ba bardziej "czystym" obszarze?
W Ayoun naszym celem jest stacja benzynowa. Jest. Jest nawet dystrybutor do benzyny, ale paliwa nie ma. Za to jest dostępne z beczki, za bagatela 1000 ugija czyli nieco poniżej 3 euro za litr. Ja odpuszczam tankowanie - mam odpowiedni zasięg do kolejnego miejsca. Ci, którzy nie mają - kupują paliwo z butelek, albo tankują z kanistrów i butelek to, co zakupili na poprzedniej stacji.
czwartek, 5 marca 2015
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 6 - Kryzys paliwowy
15 stycznia 2015 - czwartek
Tadam! Udaje się wcześnie zebrać. Wreszcie wyruszamy jak biali ludzie bladym świtem ;) I droga staje się jakby ciekawsza - coś się zaczyna dziać. Po początkowym odcinku standardowo prostą jak drut drogą, przecinającą piach zaczynają się pojawiać drobne atrakcje - a to jakieś krzaczki, skałki, a nawet zakręty.
Tadam! Udaje się wcześnie zebrać. Wreszcie wyruszamy jak biali ludzie bladym świtem ;) I droga staje się jakby ciekawsza - coś się zaczyna dziać. Po początkowym odcinku standardowo prostą jak drut drogą, przecinającą piach zaczynają się pojawiać drobne atrakcje - a to jakieś krzaczki, skałki, a nawet zakręty.
poniedziałek, 2 marca 2015
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 5 - Południe - południowy wschód
Poranek pod wydmą, na której dzisiaj widać ślady wczorajszych zmagań chłopaków. Za dnia wygląda to nieco inaczej, niż wieczorem. Może szkoda, że nie wbiliśmy się jeszcze trochę dalej, ale tam z kolei jest mnóstwo grząskiego piachu, więc pewnie wjeżdżanie tam po ciemku nie skończyłoby się dobrze. Słonce wstaje leniwie, my też jakoś tak niespiesznie. Jest dość chłodno - czy to na pewno Afryka?
Rozpoczynamy procedurę startową - jedzenie, pakowanie, porządki, ogarnianie zniszczeń powstałych w nocy. Mam strasznie zapchane zatoki, a oczy łzawią mi tak, że leje mi się z oczu ciurkiem po policzkach. Już wiem, czego (oprócz kremu do rąk) mi brakuje - jakichś leków przeciwalergicznych. Dopiszę do listy na kolejny wyjazd.
poniedziałek, 23 lutego 2015
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 4 - Mauretańska Kronika Graniczna
13 stycznia 2015 - wtorek
7:00 - leniwie otwieram jedno oko gdy dzwoni budzik. Noc nie należała do szczególnie wygodnych - spanie w tonach kurzu ziejących z dywanów, w rotopaxowych oparach wydychanych przez współspaczy, z robalami biegającymi koło ucha to nie jest to co lubię najbardziej.
7:15 - nad naszymi głowami przemykają Hiszpanie, którzy spali w pokojach odchodzących od naszego salonu. Chyba czas wstawać. Powoli zaczynamy ogarniać bagaże, lokum, łazienkę... Czyli standardowa procedura startowa.
8:30 - jesteśmy przy motocyklach, pod posterunkiem żandarmerii. Pod budką z wizami ustawia się już kolejka. Majfrend, który wczoraj wymieniał nam kasę przyprowadza swojego kolegę, który ma nam pomóc w temacie wiz i formalności na granicy. Robimy sobie śniadanie - dziś w menu są liofilizaty. Żeby było szybko i treściwie, w końcu lada chwila będziemy ruszać. Teren graniczny jest paskudny - wszędzie walają się śmieci (najwięcej za murkiem, bo jak się tam wyrzuca to "nie widać"), straszą wraki samochodów. Krajobraz wygląda lekko postapokaliptycznie. Jak z Mad-Maxa.
7:00 - leniwie otwieram jedno oko gdy dzwoni budzik. Noc nie należała do szczególnie wygodnych - spanie w tonach kurzu ziejących z dywanów, w rotopaxowych oparach wydychanych przez współspaczy, z robalami biegającymi koło ucha to nie jest to co lubię najbardziej.
7:15 - nad naszymi głowami przemykają Hiszpanie, którzy spali w pokojach odchodzących od naszego salonu. Chyba czas wstawać. Powoli zaczynamy ogarniać bagaże, lokum, łazienkę... Czyli standardowa procedura startowa.
8:30 - jesteśmy przy motocyklach, pod posterunkiem żandarmerii. Pod budką z wizami ustawia się już kolejka. Majfrend, który wczoraj wymieniał nam kasę przyprowadza swojego kolegę, który ma nam pomóc w temacie wiz i formalności na granicy. Robimy sobie śniadanie - dziś w menu są liofilizaty. Żeby było szybko i treściwie, w końcu lada chwila będziemy ruszać. Teren graniczny jest paskudny - wszędzie walają się śmieci (najwięcej za murkiem, bo jak się tam wyrzuca to "nie widać"), straszą wraki samochodów. Krajobraz wygląda lekko postapokaliptycznie. Jak z Mad-Maxa.
niedziela, 22 lutego 2015
Afryka Zachodnia 2015 - Dzień 3 - Wymarsz i rozruch
12 stycznia 2015 - poniedziałek
Plan zakładał pobudkę o 6:00. Budzik dzwoni, dookoła ciemno, choć oko wykol, więc wszyscy jeszcze dosypiają do 06:30. Procedura startowa jest zwyczajna - śniadanie, pakowanie, przygotowywanie, dopinanie bagażu na motocykle. I nie wiedzieć czemu, robi się prawie dziewiąta jak ruszamy. W podgrupach. Neno i Piotrusz - do urzędu, załatwić papierologię, która wstrzymała wyprawę. Reszta - niespiesznie w kierunku granicy.
Plan zakładał pobudkę o 6:00. Budzik dzwoni, dookoła ciemno, choć oko wykol, więc wszyscy jeszcze dosypiają do 06:30. Procedura startowa jest zwyczajna - śniadanie, pakowanie, przygotowywanie, dopinanie bagażu na motocykle. I nie wiedzieć czemu, robi się prawie dziewiąta jak ruszamy. W podgrupach. Neno i Piotrusz - do urzędu, załatwić papierologię, która wstrzymała wyprawę. Reszta - niespiesznie w kierunku granicy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



