sobota, 5 kwietnia 2014

Foch Oliviera i inne atrakcje

Ostatnie trzy i pół tygodnia Olivier spędził w serwisie. Wszystko zaczęło się w sobotę, 8 marca 2014r. Postanowiłam przetestować nowe opony...

A może ta historia powinna zacząć się we środę, 5 marca, kiedy miałam wielki apetyt na wieczorne pojeżdżenie? W pełnym rynsztunku przyszłam do garażu i zaczęłam wyprowadzać moto. Niestety - ani drgnęło. Sprawdziłam szybko, czy nie ma zapiętego biegu, ale nie... moto było na luzie. Kolejna myśl... nie kręcą się kółka, tzn, że nie są okrągłe... a to oznacza że jest flak... Rzut oka na przednie koło - tu jest ok. Na tylne... ech. Zniesmaczona wróciłam do domu i rozpoczęłam akcję - "Help me!". Późnym wieczorem nadjechała pomoc, tylne koło zostało ściągnięte i przygotowane do zawiezienia do wulkanizacji. Przy okazji stwierdziłam, ze to dobra okazja do założenia nowych gum...


We czwartek Olivier miał już sprawne tylne koło z nową oponą i można było ja założyć i przetestować. Zresztą, przetestowane zostały też jednego wieczorku kiełbaski z niebieskiej nyski pod Halą Targową i te z Grilla przy Placu Centralnym. Z nyski lepsze. Ale opiekane bułeczki i zasmażana cebulka przy Placu Centralnym - przepyszne... Przy okazji dostałam zaproszenie do Szwecji, tzn jakbym kiedyś tam się wybierała na moto to mam metę i techniczne wsparcie w razie W ;)



W piątek Olivier jeszcze raz pojechał do serwisu opon, żeby wymienić przednią gumę (po raz kolejny polecam "4 Koła" w Zabierzowie!). Przy okazji okazało się, że ma krzywą przednią felgę... no cóż, to częsty przypadek "osiemsetek" używanych zgodnie z przeznaczeniem.

I nadeszła sobota, a wraz z nią plan na lekki offik na nowych oponach. Zaczęło się niewinnie - od oglądania samolotów.




Później przemieszczaliśmy się całą ekipą do Skawiny, na tor crossowy. Po 16 przejechanych tego dnia kilometrach, przy dojeździe do ronda w Kryspinowie, z serducha Oliviera nagle zaczął wydobywać się głośny stukot. Niewiele myśląc zatrzymałam motocykl. Nie ryzykowałam dalszej jazdy. Przy ogromnym wsparciu psychicznym kolegów wezwałam assistance. Przyjechał uroczy pan laweciarz, a koledzy pomogli zapakować Oliviera na lawetę. Olivier chyba był zazdrosny, że dostałam goździka z okazji Dnia Kobiet...


Tak Oli trafił do serwisu. Okazało się, że padł rozrząd... a konkretnie napinacz, rzecz, która nie powinna się zepsuć przy niespełna rocznym motocyklu z przebiegiem 23000 km! Na szczęście istnieje coś takiego jak gwarancja... Jedyny minus to taki, że to wszystko dłużej trwa... weryfikacje, sprawdzenia, ustalenia, zamówienie części... i kolejnych części...


Przy okazji dostałam "list miłosny" od dealera z Nowego Tomyśla, gdzie kupowałam moto, informujący mnie o akcji serwisowej dotyczącej czujnika stopki bocznej, który może, ale nie musi się zepsuć, ale jeśli zadziała wadliwie, może spowodować zgaśnięcie silnika podczas jazdy. Kolejna rzecz zlecona serwisowi do zrobienia. Przy okazji zleciłam też wymianę klocków hamulcowych z tyłu. Jak wszystko to wszystko :)

W międzyczasie było kilka okazji do jazdy, i gdyby nie moi najfajniejsi koledzy na świecie, to byłabym całkowicie uziemiona. Najpierw MaRKo pożyczył mi na ponad tydzień swoją Suzi, dzięki czemu nie ominęło mnie czwartkowe wieczorne latanie.



A później Jacoo pożyczył mi swojego DLa, dzięki któremu nakręciłam kolejne 160 kilometrów, robiąc małą pętlę na południe od Krakowa, zwiedzając Dobczyce (lody!), Kasinę Wielką, Lubień, Maków Podhalański, i Skawinę (zapiekanki!).








W Weekend 29-30 marca pogoda na moto była idealna, a ja wybrałam się na kurs doszkalający do Warszawy, zorganizowany przez Motoszkołę. Jak zwykle było świetnie.

foto: Ewa Kamińska

foto: motoszkola.pl

W końcu nadejszła wiekopomna chwila! We czwartek, 3 kwietnia udało się odebrać Oliviera! Stęskniłam się za nim...


Wieczorem nawet udało się trochę pojeździć... choć w sumie wieczór do udanych nie należał... Lekki off po zmroku zakończył się dla jednego z kolegów złamanym obojczykiem i dwoma żebrami i gipsem na miesiąc... Pod Halą Targową była straszliwa kolejka do kiełbasek z nyski, a mnie narastający ból gardła zmusił do przedwczesnego powrotu do domu...Oby kolejne pojeżdżawki były lepsze...


4 komentarze:

  1. W czwartek W srode a nie "we" we jest tylko we wtorek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile mi wiadomo, obie formy są poprawne (http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10062)

      Usuń
    2. Dzięki za uwagę :) postaram się poprawić :)

      Usuń
  2. czep się trmawaja chłopie!!

    OdpowiedzUsuń