czwartek, 7 sierpnia 2014

Expert dla początkujących - Podróż "z" - Herbatka u Hitlera

21 czerwca 2014 - sobota

Część oficjalna kursu dobiegła końca. W zasadzie mogę się spakować i wracać do Polski. Ale nie mam na to ochoty. Ani ja, ani reszta uczestników. W ramach odwlekania tego straszliwego czasu powrotu, udajemy się "do domu" okrężną drogą - zahaczając o Kehlsteinhaus - Orle Gniazdo - herbaciarnię Hitlera.

Oczywiście jedziemy tam pokręconymi drogami, omijając autostrady i inne "szybsze" trasy. Na miejscu - pełna profeska - parkujemy motki na parkingu dla motków, zostawiamy kaski na lusterkach (co prawda to Niemcy, ale mam lekka obawę, czy kask będzie jak wrócę) i udajemy się po bilety. Standardowo stoję w kolejce, która porusza się wolniej, reszta ekipy w drugiej kolejce, więc przenoszę się do nich, gdy już są pod okienkiem, a ja w czarnej d...

środa, 6 sierpnia 2014

Expert dla początkujących - Dzień 5 - Koło zatoczone

20 czerwca 2014 - piątek

Czas wracać do Austrii... Ale oczywiście nie najkrótszą ani najprostszą drogą, oj nie... Zaczynamy od znanej nam już przełęczy Pordoi. Jedzie się jakby łatwiej, choć inaczej, bo motocykl zapakowany. Nie wiem sama... Jest progres? Nie ma?... Połykamy kolejne zakręty, kolejne wzniesienia. Mijamy przełęcz Staulanza. Ćwiczę każdy zakręt. W lewo trajektoria + pozycja, w prawo głównie trajektoria, a na łatwiejszych zakrętach dodaję do tego pozycję. Dojeżdżamy do przełęczy Cibiana. tu robimy przerwę. Osładzam sobie postój gorącą czekoladą. Odpinamy kufry i inne bagaże z motocykli i zaczynamy ćwiczenia. Najpierw "na sucho - na dostępnym sprzęcie ćwiczę zmianę pozycji, a potem zaczynamy prawdziwe jazdy.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Expert dla początkujących - Dzień 4 - Poskromić Stelvio

19 czerwca 2014 - czwartek

Dziś w planie mamy zmierzyć się z mitycznym Stelvio - przełęczą przełęczy, szefem wszystkich szefów...
Przed nami sporo dojazdówki, ale podobno warto. Ruszamy. Po 5 km zatrzymuję się i oznajmiam, że nie wzięłam kasy ani dokumentów... jakoś tak zostały w windsopperze, który miałam wczoraj na kolacji. Jednak zbyt wczesne wstawanie mi nie służy... Naprawdę rzadko zdarza mi się zapomnieć o takich podstawowych rzeczach. Umawiamy się, ze dołączę do ekipy na stacji benzynowej. Wracam więc do Campitello di Fassa po portfel i po kwadransie melduję się na umówionej stacji. Jeszcze tylko Radek jako prowadzący raz pomyli drogę i połykamy kolejne kilometry w kierunku Stelvio. Na przełęczy Costalunga jest spory ruch... a raczej bezruch... w żółwim tempie przemieszczamy się po serpentynach... W końcu dojeżdżamy do Bolzano i wbijamy się na autostradę. No cóż, trzeba. Po jakimś czasie mamy już niskie kilkadziesiąt km do celu, stajemy na stacji na tankowanie, lodzika i generalnie regenerację.

środa, 23 lipca 2014

Expert dla początkujących - Dzień 3 - Przełamanie

18 czerwca 2014 - środa

W nocy popadało. Srebrzyste kropelki zdobią Oliviera i inne motocykle. Na szczęście na razie pogoda jest bardzo OK i nie zanosi się na deszcz. śniadanie było jakby bardziej ubogie niż wczoraj. Chyba nas nie lubią ;) albo myślą, że znowu ktoś coś wyniesie.

Ruszamy. Prowadzi Radek, więc gdzieś po drodze musimy zawracać ;) bo wjeżdżamy nie tam, gdzie trzeba. Na początku drogi, która prowadzi do "naszej pierwszej przełęczy" jest wielki znak zakazu ruchu, jakieś daty, godziny i długi tekst. Niewiele rozumiemy, ale jedziemy. bez przeszkód dojeżdżamy do Passo di Rolle.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Expert dla początkujących - Dzień 2 - Trzy przełęcze

17 czerwca 2014 - wtorek

Meldujemy się dość wcześnie na śniadaniu, ale jest ono jakby ubogie... Dopiero jak kończymy pojawiają się jajka i inne specjały... Ech, chyba nie chcą żebyśmy tu dobrze jedli ;) Niektórzy robią sobie kanapki na wynos, co spotyka się z dezaprobatą personelu... ale gdy chcemy te kanapki i oddać, to jakoś problem nagle przestaje istnieć ;)

Ruszamy. Cel pierwszy - rozgrzewka i przełęcz Fedaia. Trochę znamy ją z wczorajszego przejazdu. No to katujemy. Kilka(naście) razy. Tam i z powrotem. Znowu nie jest dobrze. Nie ma pozycji. Staram się jak mogę. Bez efektów... Nic nie widać. Kurde, chyba jakaś ułomna jestem... albo za krótka, żeby było to widać...

czwartek, 17 lipca 2014

Expert dla początkujących - Dzień 1 - Ośla łączka

16 czerwca 2014 - poniedziałek

Dziś dzień pierwszy szkolenia. Poranne opowieści o tym co się może stać, podpisywanie dokumentów itp coraz bardziej mnie przerażają. Nie ma miejsca na błędy. Nie ma miejsca na błędy. Powtarzam to sobie jak mantrę. Wykonuje jeszcze jeden telefon okolicznościowy do przyjaciela, dostaję zapewnienia, zę na pewno dam radę. No, zobaczymy. Obiecuję, że nie będę się wkurzać... za bardzo...

W końcu ruszamy. Ja zahaczam jeszcze o bankomat, żeby móc zapłacić za wjazd na Grossglockner.
Zbieramy się tuz za bramkami u podnóża przełęczy i jazda. Jadę za Rafałem, ale po chwili go gubię. Dla niego to rutynowy dojazd, a ja mam pełno w gaciach.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Weekendowe Mazury czyli III Sabat Czarownic

4-6 lipca 2014

Do trzech razy sztuka. Na babskim zlocie jeszcze nie byłam, bo dwa lata temu akurat miałam baaardzo duuuże zawirowanie w życiu i do niczego się nie nadawałam, rok temu miałam akurat zrobiony zabieg chirurgiczny na lewej dłoni, więc jakiekolwiek motopodróże odpadały, więc w tym roku musiało się udać. I mimo, że było cholernie daleko, a ja nie mogłam się wymigać z pracy (tzn nie chciałam brać urlopu, bo u mnie wiadomo - każdy dzień na wagę złota), a w sam piątek dopadło mnie cholerne niechciejstwo (bo daleko - tzn. 600 km po polskich drogach, bo mam mnóstwo pracy, bo muszę ogarnąć kwestię zakupu grzejników do nowego mieszkania, bo piątek i będzie duży ruch na drogach, bo upał, bo... bo... bo...) to jednak (częściowo zmotywowana "przyjacielskim kopniakiem" od takiego jednego kumpla z Wrocławia) koło 15:00 wsiadam na moto i ruszam na północ.

wtorek, 1 lipca 2014

Expert dla początkujących - Podróż "do" - Jest przygoda

15 czerwca 2014 - niedziela

Moto przygotowane (nowe oponki założone, inne elementy sprawdzone),  ja spakowana w niezbędne minimum, umówiona w Gliwicach z Grześkiem i Jackiem. Można jechać.
Koło 7:00 wyruszam spod domu. Dzisiejszy dzień ma upłynąć pod znakiem jazdy "po najmniejszej linii oporu" czyli autostradami. Kieruję się na A4 i płacąc na bramkach słyszę od pani w okienku, że autostrada jest nieprzejezdna, bo wyciągają jakąś ciężarówkę z rowu i albo poczekam, albo zjadę na Chrzanów. Czyli już jest "wesoło". Wybieram opcję zjazdu z autostrady. Zaoszczędzę 4,50 zł, stracę kwadrans, ale i tak dojadę w umówione miejsce o czasie. W Chrzanowie doświadczam niemiłej sytuacji - dwóch panów w dwóch samochodach na rejestracjach KCH, CH jak CHam albo i co gorszego, próbują mnie zepchnąć z drogi. I wcale nie przeszkadza im, że robią to na skrzyżowaniu, gdzie stoją dwa radiowozy. W sumie policji też to nie przeszkadza. Niech mają. Ja ma wakacje.

środa, 25 czerwca 2014

Bhutan 2014 - Podróż "z" - Kontrasty

04 maja 2014 - niedziela
05 maja 2014 - poniedziałek

Przed szóstą rano zbieramy się na porannej kawie. O tej porze niczyj żołądek nie funkcjonuje normalnie, więc śniadanie zabieramy "na wynos". Pakujemy graty do trzech samochodzików i ruszamy. O mało co nie zostawiamy Moniki, bo każdy myśli, że pojechała w innym aucie, ale w końcu orientujemy się, że trzeba zaczekać.

Kilka kilometrów od hotelu, w którym nocowaliśmy stajemy na granicy. Z trzech busików pakujemy się do trzech innych aut, które zawiozą nas do Guwahati. W międzyczasie chyba Dorji ogarnia jakieś ostatnie formalności związane z naszym wyjazdem z Bhutanu.

wtorek, 24 czerwca 2014

Expert dla początkujących - prolog

Widocznie musiałam błysnąć. Na tyle, że Rafał uznał, że jestem gotowa. Że dam radę. Że będą ze mnie ludzie. Jesienią 2013 roku dostałam zaproszenie na kurs "Expert" w Alpach. Bardzo mnie to ucieszyło, bo w tym kursie nie uczestniczyła jeszcze żadna kobieta. Ale jednocześnie nieco przestraszyło. Czy na pewno to już czas, żeby szkoleniowo zmierzyć się z alpejskimi przełęczami? Bo jednak zupełnie czym innym jest ot tak, pojechać sobie w te okolice turystycznie, rozkoszować się jazdą i widokami, a czym innym jest pojechać tam, żeby maglować kilka czy kilkanaście razy jedną przełęcz, a potem następną, nagrywać swoje wyczyny i wieczorami analizować błędy, aby poprawiać je następnego dnia... Czerwcowy tygodniowy wyjazd to zapewne zweryfikuje...

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Bhutan 2014 - Dzień 10 - Ostatki z niespodzianką

03 maja 2014 - sobota

Przed nami ostatni dzień jazdy i około dwustu kilometrów do zrobienia. Może dam radę. Nie czuję się zbyt dobrze. Oczy mam tak spuchnięte, ze wstyd iść na śniadanie i pokazać się ludziom. Chowam dumę w kieszeń. Trudno. Tak czasem bywa. Na wszelki wypadek nie podnoszę wzroku znad talerza, żeby nie straszyć tymi dwoma czerwonymi szparkami na twarzy...
Humor poprawia mi się nieco, gdy udaje mi się przekonać panią z recepcji, żeby sprzedała mi książkę "Path to Dharma", która i tu jest w każdym pokoju, a na dodatek kilka egzemplarzy leży sobie w lobby. Nawet nie negocjuję ceny. Wiem, kto ją dostanie w prezencie.
Powoli pakujemy się na motocykle, uzupełniam wodę w camelbaku. Czas ruszać. Ale, ale. Stop. Okazuje się, że moto Wujka wyrzygał olej i w dodatku zgubił sprzęgło. Gogo zaczyna więc dzień od naprawy. Każdy z nas odpala motocykl, żeby sprawdzić czy nic nie cieknie. Jest OK.

niedziela, 22 czerwca 2014

Bhutan 2014 - Dzień 9 - Niebo się popłakało

02 maja 2014 - piątek

Okna hotelu są nieco przyciemnione i ciężko ocenić, czy jest pochmurno, czy nie. Uff, jest "w miarę". I sucho. To dobrze - zjazd spod hotelu nie będzie taki straszny. W sumie daję radę bezproblemowo, choć jadę w "asyście" w razie W.
Pierwszy przystanek mamy nieopodal, bo na stacji benzynowej. Ola niesie pomoc lokalnemu pieskowi z wielkim kleszczem na oku. Zjeżdżamy na chek-post, który mijaliśmy wczoraj, a za nim skręcamy w dolinę Trashiyangtse. Dolanie benzyny znowu powoduje inhalację oparami. Nie wiem co jest nie halo z tym korkiem wlewu paliwa.

wtorek, 10 czerwca 2014

Bhutan 2014 - Dzień 8 - Dwa szlify twardziela

01 maja 2014 - czwartek

Dziś podobno nigdzie nam się nie spieszy. Rano więc jest czas na wyspanie się, zjedzenie dobrego śniadania i zwiedzanie miasteczka. Oczywiście korzystam z tej okazji, aby podpatrzeć jak płynie życie w niewielkiej miejscowości na końcu świata. A jak płynie? Spokojnie. Lokalesi handlują w sklepach "ze wszystkim", robią porządki - np. zamiatają wodę na jezdni, palą gałęzie. Ot tak snują się powoli i bez ciśnienia. Ja też się snuję - po miasteczku i po niedużym dzongu.

niedziela, 8 czerwca 2014

Bhutan 2014 - Dzień 7 - Ośnieżone Himalaje i tropikalna dżungla

30 kwietnia 2014 - środa

Dziś przed nami długa droga. Prawie 200 km. W dodatku podobno niebezpieczna - bardzo wąska i kręta. Taka lokalna "droga śmierci". Gogo i Dorji (a nawet motocykliści z Bhutan Dragons!) od kilku dni nam o tym mówią, że mamy jechać wolno i nie szaleć, zwłaszcza jakby pogoda była kiepska. Mamy używać klaksonów przed zakrętami i naprawdę bardzo uważać.

Po pożywnym śniadaniu wsiadamy na motki i jedziemy zatankować. Po wyjechaniu 2 km za miasteczko zatrzymujemy się - trzy motocykle maja jakiś paliwowy problem: u Jacka nie trzyma korek i paliwo się wylewa, u Oli też cieknie, a u mnie "wyskakuje" (zgubiłam wężyk) i nie tylko chlapie mi na moto i ciuchy, ale też zawraca mi w głowie gdy je wdycham. Gogo dość sprawnie ogarnia temat (ja dostaję wężyk) i jedziemy dalej.

środa, 4 czerwca 2014

Bhutan 2014 - Dzień 6 - Offpoczynek

29 kwietnia 2014 - wtorek

Plan na dziś - pokręcić się po okolicy. Zaczynamy od śniadania, w całości zrobionego z produktów własnego wyrobu. Dwa rodzaje chleba, marmolady, masło, płatki, sery... Bardzo przypomina mi to śniadania na snowboardowym evencie extremecarvingowym w Zinal w Szwajcarii... Przypadek?

Pogoda jest piękna  przejrzyste powietrze i błękitne niebo pozwalają po raz pierwszy dostrzec ośniezone szczyty gór gdzieś na horyzoncie, gdy zmierzamy do pierwszego odwiedzanego dzisiaj miejsca - Dozngu Jakar. W porównaniu z dotychczas zwiedzanymi obiektami tego typu, ten jest dość skromny, za to mamy tam zapewnioną atrakcję wchodzenia i schodzenia po baaardzo stromych schodo-drabinach. Od razu widać różnice w europejskim i lokalnym sposobie wspinania się i schodzenia. Dorji wszystkich zachwyca zwinnością, z jaką śmiga po wąskich szczebelkach. My jednak wolimy powolne, pewne ruchy.