29 lipca 2013 - poniedziałek
Budzę się jeszcze zanim Rogal i Robert wyjeżdżają do Kutaisi, to dobrze, bo wczoraj jakoś wcześnie poszłam spać i nie dotrzymałam im towarzystwa, a głupio by było tak bez pożegnania.
Zapowiada się dziwny dzień - nigdzie nie trzeba jechać, ale z drugiej strony pogoda nie zapowiada się odpowiednia na plażing i smażing, a tym bardziej foczing.
Chłopaki wyjeżdżają, a my, czyli pozostała część ekipy, idziemy na śniadanie. W karcie nie ma zestawów śniadaniowych, ale obok siedzi para z Polski i zamawia nam to co oni jedzą w ramach hotelowego śniadania... no, prawie to samo, bo oni mieli jajecznicę, a nam nierozgarnięty kelner mówi ze da omlety... które w efekcie okazują się jajkami sadzonymi. Zamiast pomidorów dostajemy sałatkę z pomidorów, ogórków, cebuli i koperku. Dobrze, że nie kolendry... Koniec działania fifirifi oznacza koniec śniadania - nie wiem, czy chcieli nas w ten sposób wyprosić z restauracji, ale tak czy inaczej zwijamy się. Czas na pranie, nic nie robienie, nadrabianie zaległości wszelakich.
piątek, 23 sierpnia 2013
czwartek, 22 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Ciepło-zimno
28 lipca 2013 - niedziela
Ruszamy na Tatew. Ponoć podjazd jest trudny, więc Bułek zostawia kufry pod opieką gospodarzy, u których nocowaliśmy. Podjazd jest w sumie łatwiejszy niż się spodziewaliśmy - droga jest na tyle szeroka, że spokojnie można się minąć z samochodem, nawet na agrafkach (o ile samochód będzie jechał "po swoim pasie"). Na górze jesteśmy jednymi z pierwszych. Zastanawiamy się skąd można zrobić dobre zdjęcie podjazdu - pewnie z okolicy kolejki linowej. Postanawiam więc to sprawdzić, ale ochrona kolejki zawraca mnie mówiąc, że to teren prywatny... Wchodzę więc do monasteru, ale stamtąd też zostaję wyproszona. Jak to, przecież mam nakrycie głowy. Okazuje się że jest nieodpowiednie, bo powinnam mieć białą chustę spływającą po włosach i miękko opadającą na ramiona... no żesz kur... Przemieszczam się więc drogą wzdłuż zbocza, żeby pstryknąć "folderową" fotkę monasteru :)
Ruszamy na Tatew. Ponoć podjazd jest trudny, więc Bułek zostawia kufry pod opieką gospodarzy, u których nocowaliśmy. Podjazd jest w sumie łatwiejszy niż się spodziewaliśmy - droga jest na tyle szeroka, że spokojnie można się minąć z samochodem, nawet na agrafkach (o ile samochód będzie jechał "po swoim pasie"). Na górze jesteśmy jednymi z pierwszych. Zastanawiamy się skąd można zrobić dobre zdjęcie podjazdu - pewnie z okolicy kolejki linowej. Postanawiam więc to sprawdzić, ale ochrona kolejki zawraca mnie mówiąc, że to teren prywatny... Wchodzę więc do monasteru, ale stamtąd też zostaję wyproszona. Jak to, przecież mam nakrycie głowy. Okazuje się że jest nieodpowiednie, bo powinnam mieć białą chustę spływającą po włosach i miękko opadającą na ramiona... no żesz kur... Przemieszczam się więc drogą wzdłuż zbocza, żeby pstryknąć "folderową" fotkę monasteru :)
wtorek, 20 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Nielegalnie na linii frontu
27 lipca 2013 - sobota
Rano hotel jest wymarły. Nie ma nikogo z obsługi. Wszystko jest zamknięte, więc nie możemy zjeść śniadania. Może więc rabat wynikał właśnie z braku wyżywienia? No cóż, bywa. Pakujemy się, przebieramy w ciuchy, z zamiarem zjedzenia czegoś gdzieś na trasie. Wtedy busik przywozi ekipę hotelową. Jak gimbus przywożący dzieci do szkoły. Udaje się zamówić śniadanie - nic specjalnego: jajka, ser, chleb, dżem...
Wyjeżdżamy z hotelu, ale stajemy w w centrum wioski, żeby kupić prowiant na piknik w lokalnym sklepiku i popodziwiać kolejne perełki lokalnej architektury - szalety miejsce ozdobione tablicami rejestracyjnymi i... Titanica :) Ach ta tęsknota za morzem ;)
Rano hotel jest wymarły. Nie ma nikogo z obsługi. Wszystko jest zamknięte, więc nie możemy zjeść śniadania. Może więc rabat wynikał właśnie z braku wyżywienia? No cóż, bywa. Pakujemy się, przebieramy w ciuchy, z zamiarem zjedzenia czegoś gdzieś na trasie. Wtedy busik przywozi ekipę hotelową. Jak gimbus przywożący dzieci do szkoły. Udaje się zamówić śniadanie - nic specjalnego: jajka, ser, chleb, dżem...
Wyjeżdżamy z hotelu, ale stajemy w w centrum wioski, żeby kupić prowiant na piknik w lokalnym sklepiku i popodziwiać kolejne perełki lokalnej architektury - szalety miejsce ozdobione tablicami rejestracyjnymi i... Titanica :) Ach ta tęsknota za morzem ;)
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Górski Karabach żąda dostępu do morza
26 lipca 2013 - piątek
O ile miejscówka jest bardzo fajna do spania, to nie ma w ofercie śniadania. A może ma, ale później - nie dogadaliśmy się w każdym razie z personelem w tej kwestii ;) Nam zależy na w miarę wczesnym wylocie, więc robimy kawę i herbatę we własnym zakresie. DO jedzenia serwuje placek - śmieję się, że upiekłam,a le to ten wczorajszy, słodki, którym raczyliśmy się na pikniku przy nagrobku.
Ze względu na to, że jest piątek, a my planujemy wjazd do Górskiego Karabachu (NKR) i musimy jeszcze zdążyć do MSZ w Stepanakercie żeby wyrobić sobie wizy (bo w weekend tego nie zrobimy, bez wizy po republice poruszać się nie wolno, a nie mamy zamiaru tam utknąć do poniedziałku) zmieniamy nieco kolejność i Tatew odwiedzimy innego dnia. A dzisiaj - gnamy do NKR.
O ile miejscówka jest bardzo fajna do spania, to nie ma w ofercie śniadania. A może ma, ale później - nie dogadaliśmy się w każdym razie z personelem w tej kwestii ;) Nam zależy na w miarę wczesnym wylocie, więc robimy kawę i herbatę we własnym zakresie. DO jedzenia serwuje placek - śmieję się, że upiekłam,a le to ten wczorajszy, słodki, którym raczyliśmy się na pikniku przy nagrobku.
Ze względu na to, że jest piątek, a my planujemy wjazd do Górskiego Karabachu (NKR) i musimy jeszcze zdążyć do MSZ w Stepanakercie żeby wyrobić sobie wizy (bo w weekend tego nie zrobimy, bez wizy po republice poruszać się nie wolno, a nie mamy zamiaru tam utknąć do poniedziałku) zmieniamy nieco kolejność i Tatew odwiedzimy innego dnia. A dzisiaj - gnamy do NKR.
piątek, 16 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Święte miejsca
Wczesnym rankiem już jest ciepło. Z jednej strony to dobrze, w końcu jest lato, z drugiej jazda w upale to żadna frajda, ale wiedzieliśmy, że tak może być. Dzisiaj w planie mamy sporo zwiedzania - cztery punkty na trasie - cztery świątynie. Śniadanie jest takie sobie, chłopaki jacyś markotni - okazuje się że każdy ma jakieś kłopoty żołądkowe. Abo ja jestem pancerna albo oni delikatni, bo nic mi nie jet. Mimo, żę oni codziennie się dezynfekują jakimiś mocniejszymi procentami. Ja za to przy wyjazdach stosuje inny patent - codziennie łykam porcyjkę bakcyli kwasu mlekowego, takich jak się stosuje przy antybiotykoterapii. Przez to moja flora bakteryjna jest zawsze w pełni sił i nie daje się skolonizować żadnym obcym ;)
Przed wyjazdem próbuję jeszcze odebrać mój paszport, który dałam wczoraj obsłudze hotelu przy meldunku. Nigdzie go nie ma. Pan, który jest dzisiaj nie mówi w żadnym języku, który byłby wspólny i dla mnie. Po kwadransie poszukiwań znajdujemy mój paszport w kserokopiarce ;)
Nawigacja Grześka jakoś dziwnie nas prowadzi. Najpierw wjeżdżamy chłopu na podwórko i musimy zawrócić. Pomimo włączenia opcji omijania dróg innych niż asfalt w pewnym momencie docieramy do średniej jakości szutru. Z przeciwka jedzie zielona łada (klasyczne kanciaste łady, zwłaszcza w białym malowaniu ze wszystkimi szybami przyciemnionymi to tu najpopularniejszy samochód ;)) i jej kierowca mówi nam, ze widział nas dwa dni temu w Gruzji i że droga przed nami jest bardzo kiepska i proponuje nam lepszą... Jak się okazuje później, ta lepsza jest bardzo słaba, więc aż boję się pomyśleć, jak wygląda ta kiepska wg lokalesa...
czwartek, 15 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Tu Radio Erywań
24 lipca 2013 - środa
Plan wdrażania wczesnych pobudek nie bardzo się sprawdza, choć i tak jest lepiej niż ostatnio - wstajemy o ósmej. Upał jakby zelżał. Jest chłodno i wilgotno. Ciuchy znowu nie wyschły. Jak tak dalej pójdzie, to będzie z nich niezła kiszonka...
Jemy śniadanie na tarasie hotelu z widokiem na skalne miasto. Robi wrażenie. Wydaje się prawie nieprawdopodobne, że mogło tu się schronić nawet 50 tysięcy ludzi... Na drogę zaczynają wychodzić krowy. To chyba odmiana turystyczna - idą wolnym krokiem przez most w kierunku skalnego miasta, by zacząć przeżuwać trawę na jego zboczach...
Plan wdrażania wczesnych pobudek nie bardzo się sprawdza, choć i tak jest lepiej niż ostatnio - wstajemy o ósmej. Upał jakby zelżał. Jest chłodno i wilgotno. Ciuchy znowu nie wyschły. Jak tak dalej pójdzie, to będzie z nich niezła kiszonka...
Jemy śniadanie na tarasie hotelu z widokiem na skalne miasto. Robi wrażenie. Wydaje się prawie nieprawdopodobne, że mogło tu się schronić nawet 50 tysięcy ludzi... Na drogę zaczynają wychodzić krowy. To chyba odmiana turystyczna - idą wolnym krokiem przez most w kierunku skalnego miasta, by zacząć przeżuwać trawę na jego zboczach...
środa, 14 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Błoto dla zuchwałych
23 lipca 2013 – wtorek
Po przebudzeniu znowu słyszę szum wody. No nie... pada? Jest 9:30 ( w Polsce 7:30), więc goście z knajpy mieli rację, przed 10:00 nas nie zobaczą... Na szczęście nie pada - to tylko szum wody ze strumienia przepływającego pod domkami. Jednak wilgotność powietrza jest tak wielka, że przemoczone i/lub wyprane wczoraj ciuchy są dalej mokre. Motocykle stoją na swoim miejscu. W basenie jest kręcony jakiś program czy wywiad - jest ekipa tv a panienka siedzi w basenie i coś mówi....
Zjadamy śniadanie (w menu są głównie omlety i chaczapuri) i wyjeżdżamy w trasę. Parę kilometrów dalej tankujemy na stacji paliwo. Nie ma samoobsługi, a panowie ze stacji nie mają w zwyczaju zamykania wlewów po tankowaniu. W efekcie tego przejeżdżam kilka metrów z benzyną wyciekającą z baku... Tymczasem obok dzieje się akcja jak z filmu. Lokalny młodzian w podstarzałym sportowym aucie pali gumę i z piskiem opon skręca w boczną uliczkę. Policja dopada go po kilku metrach... Mnie za to udaje się wypłacić lokalna walutę z bankomatu :)
Ruszamy. Przedmieścia Batumi wyglądają dla mnie jak Kambodża. Jest dziwny ruch drogowy (patrz w lusterka, Gruzini są wszędzie), ludzie, którzy zajmują się "życiem", wałęsające się psy i... krowy. Zauroczyły mnie zwłaszcza te pasące się na starym moście, jaki widzieliśmy z lewej strony...
Po przebudzeniu znowu słyszę szum wody. No nie... pada? Jest 9:30 ( w Polsce 7:30), więc goście z knajpy mieli rację, przed 10:00 nas nie zobaczą... Na szczęście nie pada - to tylko szum wody ze strumienia przepływającego pod domkami. Jednak wilgotność powietrza jest tak wielka, że przemoczone i/lub wyprane wczoraj ciuchy są dalej mokre. Motocykle stoją na swoim miejscu. W basenie jest kręcony jakiś program czy wywiad - jest ekipa tv a panienka siedzi w basenie i coś mówi....
Zjadamy śniadanie (w menu są głównie omlety i chaczapuri) i wyjeżdżamy w trasę. Parę kilometrów dalej tankujemy na stacji paliwo. Nie ma samoobsługi, a panowie ze stacji nie mają w zwyczaju zamykania wlewów po tankowaniu. W efekcie tego przejeżdżam kilka metrów z benzyną wyciekającą z baku... Tymczasem obok dzieje się akcja jak z filmu. Lokalny młodzian w podstarzałym sportowym aucie pali gumę i z piskiem opon skręca w boczną uliczkę. Policja dopada go po kilku metrach... Mnie za to udaje się wypłacić lokalna walutę z bankomatu :)
Ruszamy. Przedmieścia Batumi wyglądają dla mnie jak Kambodża. Jest dziwny ruch drogowy (patrz w lusterka, Gruzini są wszędzie), ludzie, którzy zajmują się "życiem", wałęsające się psy i... krowy. Zauroczyły mnie zwłaszcza te pasące się na starym moście, jaki widzieliśmy z lewej strony...
wtorek, 13 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Jak jest ślisko, to otwórz parasol
22 lipca 2013 - poniedziałek
Myślę sobie: "to tylko sen". Ale otwieram oczy i one potwierdzają to co słyszę. Deszcz. Świetnie. Lato w Turcji: leje. Niespiesznie schodzimy na śniadanie. Odpuszczamy sobie jedzenie zjełczałego masła, wybieramy serki.
Pogoda się trochę poprawia, więc wreszcie wychodzimy z hotelu i pakujemy się na motocykle. Nic przez noc im się nie stało - parkingowy dobrze ich pilnował. Uzupełniam camelbaka świeżą wodą, choć nie sądzę, żeby była dzisiaj potrzebna, bo nie jest zbyt gorąco.
Z chmur, które są nad nami raz pada, raz nie. To co napada na ciuchy w zasadzie jest szybko zwiewane i nie przemakają. Stajemy na poboczu - Rogal i Robert ubierają przeciwdeszczówki, reszta jest twarda :)
Myślę sobie: "to tylko sen". Ale otwieram oczy i one potwierdzają to co słyszę. Deszcz. Świetnie. Lato w Turcji: leje. Niespiesznie schodzimy na śniadanie. Odpuszczamy sobie jedzenie zjełczałego masła, wybieramy serki.
Pogoda się trochę poprawia, więc wreszcie wychodzimy z hotelu i pakujemy się na motocykle. Nic przez noc im się nie stało - parkingowy dobrze ich pilnował. Uzupełniam camelbaka świeżą wodą, choć nie sądzę, żeby była dzisiaj potrzebna, bo nie jest zbyt gorąco.
Z chmur, które są nad nami raz pada, raz nie. To co napada na ciuchy w zasadzie jest szybko zwiewane i nie przemakają. Stajemy na poboczu - Rogal i Robert ubierają przeciwdeszczówki, reszta jest twarda :)
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Policyjna obstawa
Stambuł nie chce nas wypuścić. Kręcimy się w kółko po remontowanych ulicach, objazdach... Wszystko wydaje się być w przebudowie. Wszędzie rozkopane ulice i znaki ze słowem DUR. W sumie ok, zaszczepiłam się na to ;)
Zajeżdżamy na stację benzynową zatankować i kupić winiety. Tankowanie przebiega nawet sprawnie (choć system jest dziwny - pracownik obsługi wklepuje rejestrację pojazdu w system i dopiero wtedy odblokowuje się dystrybutor Za to z winietkami nie mamy szczęścia. Pracownicy stacji - nic nie wiedzą. Pytamy policjantów, bo widzimy dwóch. Wołają kolejnych dwóch - nikt nic nie wie. Ze słów które mówią wyłapujemy "Shell" i "Ankara". OK, w drodze na Ankarę musimy szukać Shella. Jedziemy, bramki piszczą. Kolejne przejeżdżamy bokiem (tzn. przez bramkę niedziałającą, zastawioną pachołkami). Grzesiek w pewnym momencie zjeżdża z autostrady, bo widzi kilka stacji na równoległej drodze. Nie mógł wybrać lepszego zjazdu - za bramkami stoją dwa wozy ichniejszej drogówki i zatrzymują "piszczące" pojazdy...
niedziela, 11 sierpnia 2013
Caucasus Tour 2013 - Teleportacja
20 lipca 2013 - sobota
Słyszę głos, który pyta: "Nastawiłaś budzik?". Zrywam się i sprawdzam. Tak, nastawiłam. Ma zadzwonić za 10 minut. Jest 5:35. Korzystam z tych dziesięciu minut i kolejnych 15, jakie dają trzy pięciominutowe drzemki w telefonie. I potem urywam jeszcze kilka minut... Noc była krótka, ale czuję się dość wyspana. Najwyżej dośpię w samolocie podczas dwugodzinnego lotu..
Naprawdę czas już wstawać. Na śniadanie jest wczorajsza kolacja - zapiekana papryka faszerowana pastą tuńczykową. Ogarniam dom, aby zostawić względny porządek.
O 7:15 jestem już na dworcu autobusowym. Wkrótce pojawia się reszta ekipy - dwa Grześki (czyli Grzesiek i Bułek) i Romek. Podjeżdża też bus, który ma nas zawieźć na lotnisko w Pyrzowicach. Kierowca nerwowo przebiera nogami, więc myśląc, że czeka na nas zgłaszamy się do odjazdu. On informuje nas, że nasz bus zaraz przyjedzie, bo jest na kontroli. Na starcie mamy 20 minut spóźnienia. W końcu busik podjeżdża, czas na pożegnania z tymi co nie jadą. Dostajemy raport z Burgas mówiący, że "motki są na miejscu i jest gorąco jak **uj" ;)
piątek, 19 lipca 2013
Caucasus Tour 2013 - prolog
Olivier już zaczął przygodę. We środę, 17 lipca zapakowałam go do busa. Pojechał do Bułgarii w towarzystwie 3 innych osiemsetek (w tym jednej w wersji adventure), jednej siedemsetki i dużego GSa. Zobaczę go dopiero jutro - w Burgas, gdzie ja dostanę się samolotem z Katowic razem z trójką facetów z ekipy. Stamtąd planujemy przejazd w okolice Stambułu. Następne dwa dni spędzimy jadąc przez Turcję, aby we wtorek wystartować z Batumi na dwutygodniowy objazd Gruzji, Armenii i Górskiego Karabachu. Powrót rozpoczynamy również z Batumi, najprawdopodobniej we wtorek, 8 sierpnia. Może w drodze powrotnej uda się zwiedzić Kapadocję
Wstępne pakowanie zrobiłam już w poprzedni weekend. Standard: ciuchy, niewielka kosmetyczka i parę drobiazgów serwisowych (bo chłopaki będą przecież wszystko mieli), transformer i aparat fotograficzny, namiot, mata, śpiwór, camelbak...
Zumo dostało nowe mapy, ja dostałam międzynarodowe prawo jazdy i szczepienie przeciwko wściekliźnie. Kufry dostały autopromocyjne naklejki odblaskowe :) O tym co dostał Olivier nie piszę ;) bo ostatnio dostał naprawdę dużo :)
Wstępne pakowanie zrobiłam już w poprzedni weekend. Standard: ciuchy, niewielka kosmetyczka i parę drobiazgów serwisowych (bo chłopaki będą przecież wszystko mieli), transformer i aparat fotograficzny, namiot, mata, śpiwór, camelbak...
Zumo dostało nowe mapy, ja dostałam międzynarodowe prawo jazdy i szczepienie przeciwko wściekliźnie. Kufry dostały autopromocyjne naklejki odblaskowe :) O tym co dostał Olivier nie piszę ;) bo ostatnio dostał naprawdę dużo :)
wtorek, 2 lipca 2013
Szkolenie u Mistrzyni
| foto: Moto Szkoła Moniki Jaworskiej |
W poniedziałek szłam pod nóż i przez kolejne dwa tygodnie miałam nie dotykać motocykla. Postanowiłam więc weekend spędzić maksymalnie produktywnie i wzięłam udział w szkoleniu podstawowym prowadzonym pod czujnym okiem Moniki Jaworskiej.
Standardowo okazało się, że jestem jedyna kobieta w grupie. I to na największym motocyklu, niekoniecznie idealnym do składania się w zakrętach ;)
Szkolenie odbywało się na krakowskim Motodromie (wcześniej w tym roku doszkalałam się tam w jeździe samochodem). W tym samym dniu odbywał się też Małopolski Piknik Lotniczy, więc liczne atrakcje na niebie czasami utrudniały skupienie się na jeździe po placu. Pogoda też dopisała - było dość chłodno, jak na lipiec, ale nie padało - czyli idealne warunki na jazdę.
niedziela, 30 czerwca 2013
Projekt "Caucasus Tour 2013"
Plan objazdu Morza Czarnego nie wypalił. Drugi rok z rzędu. Jeśli więc nie plan A, to może plan B, zbliżony do planu A? Udało się znaleźć ekipę, udało się zmienić czas urlopu. Ba, nawet udało się przeskoczyć deficyt urlopowy - trzy dni, których już "nie mam" dostałam od firmy i nie muszę korzystać z urlopu bezpłatnego :)
W drugiej połowie lipca ruszam na Wschód - tam musi być jakaś cywilizacja!
Ekipa już jest, choć nikogo jeszcze nie znam osobiście ;) w sumie pięć motocykli.
Olivier jest prawie przygotowany - jeszcze tylko dostanie nowe oponki i zrobię mu przegląd przy 10000 km.
Ja z kolei dzisiaj pilnie szkoliłam się pod okiem mistrzyni - Moniki Jaworskiej, żeby jeszcze lepiej panować nad moim moto. Zresztą, muszę o nim "zapomnieć" na kolejne dwa tygodnie, bo czeka mnie mały zabieg chirurgiczny lewej dłoni, ale mam nadzieję, że zgodnie z planem, w ciągu tego czasu "się zagoi" :)
Tak czy inaczej - za trzy tygodnie będę już meldować się z trasy :)
W drugiej połowie lipca ruszam na Wschód - tam musi być jakaś cywilizacja!
Ekipa już jest, choć nikogo jeszcze nie znam osobiście ;) w sumie pięć motocykli.
Olivier jest prawie przygotowany - jeszcze tylko dostanie nowe oponki i zrobię mu przegląd przy 10000 km.
Ja z kolei dzisiaj pilnie szkoliłam się pod okiem mistrzyni - Moniki Jaworskiej, żeby jeszcze lepiej panować nad moim moto. Zresztą, muszę o nim "zapomnieć" na kolejne dwa tygodnie, bo czeka mnie mały zabieg chirurgiczny lewej dłoni, ale mam nadzieję, że zgodnie z planem, w ciągu tego czasu "się zagoi" :)
Tak czy inaczej - za trzy tygodnie będę już meldować się z trasy :)
czwartek, 27 czerwca 2013
Feedback
Ostatnio dostałam taki oto feedback:
"Chciałem ci PODZIĘKOWAĆ
Bo dzięki twojej relacji odważyłem się na przejazd samotnie przez B i H
(...)
w kazdym razie o przeczytaniu twojej relacji I TYLKO DZIĘKI NIEJ zdecydowałem się po przejechaniu całej CRO od ZADARU do Dubrownika + Korćula i Hvar
NA WARIANT PRZEJAZDU PRZEZ BOŚNIĘ i HERCEGOOWINĘ
co prawda pomysł w padł w trakcjie przejazdu i nie miałem AC na BiH ale pomyślałem sobie tak JEŚLI NIE ZAMORDOWALI JEJ nie ukradli jej moto to i ja mam szansę przeżyć co prawda nie odważyłem się na nocleg i przejechałem BiH w jeden dzień z krótką wizytą w Mostarze ale jeszcze raz DZIĘKI bez twojego przykładu wróciłbym tradycyjną trasą i nie zobaczyłbym tylu cudownych widoków.
(...)
znajomi mają mnie raczej za osobę odważną bo uprawiam różne dziwne sporty jak Kitesurfing, nurkowanie, jazda konna no i narciarstwo nie wspominając o moto ale przyznam się że wjeżdżając do BiH miałem pietra dlatego sam siebie motywowałem czytając kilkukrotnie twoje wpisy i oglądając zdjęcia, zdałem sobie sprawę że niebezpieczeństwa które znam i potrafię sobie z nimi radzić nie budzą we mnie tyle strachu co zupełna niewiadoma jakim była dla mnie BiH poza tym jeszcze ten feralny brak ubezpieczenia.
Nie wiem ilu osobą pomogłaś i ilu jeszcze pomożesz bo twoja relacja pozostanie na tym forum zapewne długi czas
pozdrav LEWA w GÓRĘ dla ciebie"
Co mogę powiedzieć? Bardzo się cieszę... i trochę brakuje mi słów... Fajnie, że taka relacja może zainspirować, jak kiedyś kiedyś zaczynałam pisać to poza celem głównym (pisanie dla siebie, żeby wspomnienia były bardziej żywe) miałam cel poboczny - może kogoś to do czegoś zainspiruje, zmotywuje, wywoła czyjś uśmiech... Tak się chyba stało :)
"Chciałem ci PODZIĘKOWAĆ
Bo dzięki twojej relacji odważyłem się na przejazd samotnie przez B i H
(...)
w kazdym razie o przeczytaniu twojej relacji I TYLKO DZIĘKI NIEJ zdecydowałem się po przejechaniu całej CRO od ZADARU do Dubrownika + Korćula i Hvar
NA WARIANT PRZEJAZDU PRZEZ BOŚNIĘ i HERCEGOOWINĘ
co prawda pomysł w padł w trakcjie przejazdu i nie miałem AC na BiH ale pomyślałem sobie tak JEŚLI NIE ZAMORDOWALI JEJ nie ukradli jej moto to i ja mam szansę przeżyć co prawda nie odważyłem się na nocleg i przejechałem BiH w jeden dzień z krótką wizytą w Mostarze ale jeszcze raz DZIĘKI bez twojego przykładu wróciłbym tradycyjną trasą i nie zobaczyłbym tylu cudownych widoków.
(...)
znajomi mają mnie raczej za osobę odważną bo uprawiam różne dziwne sporty jak Kitesurfing, nurkowanie, jazda konna no i narciarstwo nie wspominając o moto ale przyznam się że wjeżdżając do BiH miałem pietra dlatego sam siebie motywowałem czytając kilkukrotnie twoje wpisy i oglądając zdjęcia, zdałem sobie sprawę że niebezpieczeństwa które znam i potrafię sobie z nimi radzić nie budzą we mnie tyle strachu co zupełna niewiadoma jakim była dla mnie BiH poza tym jeszcze ten feralny brak ubezpieczenia.
Nie wiem ilu osobą pomogłaś i ilu jeszcze pomożesz bo twoja relacja pozostanie na tym forum zapewne długi czas
pozdrav LEWA w GÓRĘ dla ciebie"
Co mogę powiedzieć? Bardzo się cieszę... i trochę brakuje mi słów... Fajnie, że taka relacja może zainspirować, jak kiedyś kiedyś zaczynałam pisać to poza celem głównym (pisanie dla siebie, żeby wspomnienia były bardziej żywe) miałam cel poboczny - może kogoś to do czegoś zainspiruje, zmotywuje, wywoła czyjś uśmiech... Tak się chyba stało :)
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Żegiestów last minute
21-23 czerwca 2013
Weekend wcale nie zapowiadał się ciekawie. Nie miałam żadnych planów - aż do czwartkowego popołudnia, kiedy to po konsultacji z chirurgiem okazało się, że trzeba będzie mi pociąć lewą rękę. I to w miarę szybko, tak, abym na główny wyjazd sezonu już była po rekonwalescencji i mogła jechać bez przeszkód. Termin zabiegu: 01-07-2013. W związku z tym wysypał się plan wyjazdu na "babski zlot" z początkiem lipca, więc trzeba było szybko wykombinować jak tu dozbierać kilometrów żeby dobić do 10 000 km przebiegu motocykla (przegląd). I przetestować nową, wysoką szybę :) W forumowych propozycjach wyjazdów odszukałam wątek o zlocie BMW w Żegiestowie i już miałam plan na weekend. Swój udział potwierdzili jeszcze Tomek i Marek.
W piątek pracę skończyłam równo o 17. Ostatnie minuty telekonferencji, którą prowadziłam przesiedziałam już z wyłączonym komputerem. Pomknęłam do garażu po Oliviera, Potem spakowałam się, wskoczyłam jeszcze pod szybki prysznic, bo upał był niemiłosierny, zapakowałam rzeczy na moto i wyruszyłam. Zahaczyłam jeszcze o stację benzynową, zatankowałam do pełna, zadzwoniłam do Tomka, że "już jadę" i że tak jak ustalimy spotkamy się w Tuchowie i na zlot dojedziemy razem.
Wyjazd z miasta w piątkowe popołudnie był dość trudny. Było niesamowicie ciepło (36 stopni) i tłoczno i ciągle trafiałam na samochody KRA, KWI, KPR itp, które nie mają w zwyczaju przepuszczać motocykli w korku...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


