poniedziałek, 30 maja 2016

Akademia Enduro - szkolenie podstawowe dla kobiet

23-24 kwietnia 2016

W tym roku postanowiłam podszkolić się trochę w jeździe off. O ile jazda po asfalcie wychodzi mi w miarę dobrze (i wiem co ćwiczyć, jakie mam braki itp), o tyle poza asfaltem nie czuję się najpewniej. Przewymiarowany motocykl, nikczemny wzrost, wymówka w postaci nieodpowiednich opon i brak towarzystwa do ćwiczenia (bo w końcu ci, którzy jeżdżą całkiem nieźle, wolą sobie po prostu pojeździć, a nie użerać z podnoszeniem motocykla początkującej babie) nie są sprzymierzeńcami w podnoszeniu umiejętności.

Aby choć trochę temu zaradzić zapisałam się na szkolenie podstawowe w babskim gronie w Akademii Enduro. Na dwudniowy kurs można wypożyczyć moto, ale ja wzięłam Oliviera. Założyłam mu (tzn. zrobił to Irek i jego "4 Koła") opony Pirelli MT21 (przód) i TKC 80 (tył), zmieniłam szybkę na oryginalną niską i przygnałam do Gliwic. Na miejscu ekipa AE jeszcze odkręciła mi lusterka, zmieniła ustawienie kierownicy (lepiej pasujące o jazdy na stojąco) i przeregulowała położenie dźwigni hamulca i zmiany biegów.

poniedziałek, 16 maja 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 15 - Złota Bogota

12 marca 2016 - sobota

W autobusie nie mam problemów ze spaniem, ale budzę się kilka razy i wtedy patrzę w okno. Jazda to rollercoaster - same zakręty, które autobus pokonuje na pełnej prędkości. Chyba lepiej spać i tego nie widzieć.

Do Bogoty docieramy około 8:20 rano. Warto by coś zjeść, więc po odbiorze bagażu i przedarciu się przez policyjną kontrolę na wejściu na dworzec siadamy w jednej z knajpek na tradycyjne śniadanie: soki, lurowatą dworcową kawę i jajecznicę. Ciekawe kiedy po powrocie zjem jakieś jajka.

Fajnie by było wziąć prysznic, bo wczoraj nie było okazji. No i da się - na dworcu są prysznice i za 6500 COP dostaje się nielimitowany dostęp do (nawet czystej) łazienki z ciepłą wodą i do tego zestaw kosmetyczny - szampon, mydełko, szczoteczka i pasta do zębów, ręcznik i klapki (własne jednak lepsze, bo te są takie flizelinowe, więc i tak się "stoi na podłodze" stopami)

niedziela, 15 maja 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 14 - Przegapiony autobus

11 marca 2016 - piątek

Poranek to klasyka gatunku - pobudka, w miasteczko na śniadanie (coś na słodko i soki) i pakowanie. W międzyczasie jeszcze odwiedzamy dilera Yamahy i wypytujemy o motki, ceny i inne informacje. "Większe" motki i bardziej znane marki kupuje się w dedykowanych salonach. Natomiast mniejsze piździki widzieliśmy tu w sklepach AGD, wciśnięte między pralki a lodówki. Dodatkowo przymierzam jeszcze kilkanaście kapeluszy, by ostatecznie nie kupić żadnego. Niestety te fajne, kolumbijskie są drogie, duże i niewygodne w transporcie. Te mniejsze za to są pospolite i widziałam nawet w kilku wszyte metki "made in China". Odbieramy motorki z parkingu - bez problemu, właściciel nas bezbłędnie poznał, z szerokim u śmiechem gromkim "Polakkoooo!!!" Przejeżdżamy pod nasz hotel. Jest to wąska i stroma uliczka z zakazem zatrzymywania się. Motorki nie robią problemu, natomiast jakiś bogatszy lokales przed nami zaparkował szerokiego jeepa. Przez to kilka ciężarówek i autobusów ma spore problemy z przejazdem.  Ostatecznie obywa się bez uszkodzeń, agresji/klaksonów czy też wzywania "straży miejskiej". Oni się tu też średnio przejmują takimi rzeczami.

wtorek, 10 maja 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 13 - Spacer w chmurach

10 marca 2016 - czwartek

Noc jest wyjątkowo zimna. Wychłodzone ściany powodują, że tym bardziej się to odczuwa. Od teraz nawet do "ciepłych krajów" będę zabierała cieplejszy śpiwór. Dwa koce, którymi się przykrywam dają radę. Udaje się dospać do 8:30! Chyba wczorajszy dzień dał się mocno we znaki, bo organizmy musiały się zregenerować. Okazuje się, że w kocach ani materacach nie mieszkały żadne krwiopijcze bestie, bo nic nie swędzi, ani nie ma żadnych oznak pogryzienia. W ogóle jeśli chodzi o robactwo to jest tu zupełny luz i spokój.

Na zewnątrz jest pełne słońce, więc idę sprawdzić widok. W końcu dojechaliśmy po ciemku, wśród błyskawic, więc ukształtowania terenu mogliśmy się jedynie domyślać. Oto więc jesteśmy w wioseczce niskich domków, przed nimi ogródki "jak nasze" z koniczyną, mleczami i stokrotkami, dwa pieski na łańcuchach, w tle góry i chmury. Słonko przyjemnie grzeje, więc łapię promienie studiując mapę. Mamy półtora dnia do wykorzystania.

poniedziałek, 9 maja 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 12 - Czynny wulkan

09 marca 2016 - środa 
Śniadanie jest wybitnie niewyszukane - jajecznica z ryżem i szklanką soku. Zmywamy się dość sprawnie z miasteczka, jeszcze tylko po drodze tankując, żeby mieć pełne baki, bo mamy zamiar zapuścić się w odludzia. Z głównej drogi skręcamy na Santa Isabel - to niby tylko 40 km, ale droga bardzo wymagająca, bo pozakręcana. Ani chwili odpoczynku -same winkle. W dodatku zaczynają się autostradowe szutry - super przyjemnie się po tym jedzie, do czasu gdy muszę gwałtownie hamować, bo jadąca z przeciwka spychaczo-koparka jest na kursie kolizyjnym i muszę ją przepuścić. Pozakręcana droga pnie się w górę, a temperatura spada z nieznośnej do przyjemnej.

piątek, 6 maja 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 11 - Biznes klasa

08 marca 2016 - wtorek

Budzę się rano. Namiot się nie poskładał bardziej, bajorko z wody się nie powiększyło, kark nawet nie boli od krzywego spania. Czas się ogarnąć, bo wszędzie, zwłaszcza na mnie, jest pełno piaskowego błotka. Wieje dość ciepły wiatr, choć daleko mu do siły tego wczorajszego, niebo jest zachmurzone, ale temperatura oscyluje w granicach 26 stopni. Tak na oko.

Czas na prysznic. W sumie dobrze, że idę tu za dnia, bo nie ma żadnego oświetlenia w "kabinach". Nie ma tez żadnych wieszaczków, więc ręcznik i ciuchy trzeba przewiesić przez drzwi, zmniejszając jeszcze dopływ światła. Woda leci prosto z krótkiej rurki wystającej z sufitu i jej przepływ jest zerojedynkowo regulowany zaworem kulowym.

Teraz śniadanie i zestaw jajeczno-plantanowy z kiepską kawą.

Ale zabawa dopiero przed nami - trzeba wyczyścić i wysuszyć namioty. Na szczęście lekki wiaterek bardzo w tym pomaga. A kuferek Bzyczka, gdzie przez noc mieszkała elektronika nie przeciekł - fajnie :) Przy okazji podziwiamy jak pan lokales z wielką beczką na kanapie walczy z motkiem, żeby go odpalić - z sukcesem!

czwartek, 28 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 10 - Operacja "pustynna burza"

07 marca 2016 - poniedziałek

Zwolniłam miejsce na karcie w GoPro. Muszę przyznać, że nie nadaję się na operatora kamery - pół wyjazdu minęło i, pomimo ustawienia kamerki z pomocą podglądu w aplikacji na telefonie większość filmików przedstawia radosne poczynania przedniego koła :(  W sumie nawet nie wiem po co ja to kręcę, za filmiku z Bhutanu sprzed 2 lat nawet się nie zabrałam, więc  z tymi nie będzie lepiej...

Dla odmiany od ostatnich słodkich i tłustych śniadań to dzisiejsze jest ful wypas - jajecznica, tosty, soki. W nocy i nad ranem popadało, ale jest ciepło i zmierzamy na pustynię (czyli ma być sucho!) więc w ostatnim momencie wypinam membranę. Walka ze spodniami trwa dobre kilka minut i przypomina próbę założenia mokrych dżinsów. Więc albo przytyłam i tyłek mi się nie mieści w gacie, albo nie wiem co...

środa, 27 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 9 - Prekolumbijskie wykopki

06 marca 2016 - niedziela

Dziś mamy w planie trochę zwiedzania i mniej jazdy, Planujemy odwiedzić Park Archeologiczny. W okolicy jest dość sporo miejsc, które słyną z prekolumbijskich rzeźb i rękodzieła wykopanych spod ziemi, ale na pewno nie uda nam się zwiedzić wszystkich, więc stawiamy na jedno dobre miejsce.

Zostawiamy bagaż w pokoju i "na lekko" jedziemy parę kilometrów za miasteczko. Znowu mam stres związany z nieodpowiednim ubiorem. Zostawiamy motki na parkingu przed parkiem i idziemy po bilety. Wstęp kosztuje 20000 COP. W zamian otrzymuje się paszport uprawniający do wejścia do kilku atrakcji rozsianych wokół San Agustin. My odwiedzimy te zgromadzone w parku: Muzeum, Mesita A, B, C, D, Bosque de las Estatuas (Las Statui), Fuente de Lavapatas i Alto de Lavapatas. Wejście do różnych sekcji jest oznaczane w paszporcie suchą pieczęcią w kształcie rzeźb.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 8 - Opole '77 unplugged

05 marca 2016 - sobota

Ulice są jaskrawożółte. I moro. Jest pełno policji i wojska. Każdy uzbrojony. Żołnierze w kaskach z siatką, w polowych mundurach, z plecakami. Maszerują po ulicach we wszystkich kierunkach. Na skrzyżowaniach jest ich sporo, a im bliżej głównego placu w mieście tym więcej. mam mieszane uczucia - to, że są, to znaczy, że jest niebezpiecznie, czy wręcz przeciwnie? Śniadanie w typowej kolorowej soko-cukierni upływa na rozmyślaniu o bezpieczeństwie w Kolumbii i patrzeniu na przemarsz mundurowych przed lokalem.

Po śniadaniu odbieramy motki z parkingu. W sumie nie napisałam wcześniej, ale parking to po prostu tak zaaranżowane patio, dostępne przez mikro wjazd. Parking za nockę kosztuje o ile pamiętam 10000 COP - zostawia się motek, można tez kask, dostaje kwitek. Motek odbiera się na podstawie kwitku, lub jeśli się go zgubiło - na podstawie dowodu rejestracyjnego. Nasze motki stoją w zupełnie innym miejscu niż je wczoraj zostawiliśmy. Mój nie ma już zblokowanej kierownicy, ale co to dla "fachowców", gdy trzeba go było przeparkować. Na kanapie mam odbite kocie łapki.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 7 - Back from Cali

04 marca 2016 - piątek

Rano mamy totalna głupawkę z powodu super miejsca do spania - hałas od tirów jest niemiłosierny, jak również wibracje przenoszące się od drogi, przez budynek i twardy materac, nie wspominając o smrodzie spalin, który wdziera się do pokoju. To skutecznie mobilizuje nas do wstania. Idziemy do centrum na śniadanie (a potem okazuje się, że śniadaniową knajpkę, pewnie kilka razy tańszą, mieliśmy w bramie obok ;)) - ja zajadam jakiegoś pieroga z pikantnym farszem i ziemniaka i popijam prawie litrem soku z mango. Marek wybiera coś bardziej na słodko i sok. Rachunek chyba nie uwzględnia wszystkiego, bo płacimy 8000 COP za całość, ale nikt za na mi nie krzyczy ani tym bardziej nie strzela, więc nie ma tematu. W międzyczasie lokalny pucybut koniecznie chce wypastować nam nasze turystyczne buty...

niedziela, 24 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 6 - Zaginiona autostrada

03 marca 2016 - czwartek

Schodzimy na śniadanie, a tego... nie ma... Pani nie wiedziała, że mamy nocleg ze śniadaniem,. Ale to żaden problem - raz dwa na stole ląduje jedzonko, podobne do wczorajszego, ale nie takie samo. Pakujemy się na motki, lokalizujemy nasze pranie sprzed dwóch dni (niespecjalnie wyschło) i ruszamy. Nie chcemy wyjeżdżać ta samą drogą, więc Marek opracowuje trasę alternatywną. Oczywiście jest to off, bardzo zresztą ciekawy...

Zaczynamy od kluczenia między plantacjami kawy. Dróżki są wszystkie jednakowe, i nie widać, która jest  "główna", a która zaraz zakończy się u "chłopa na polu". Jest wesoło.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 5 - Las Palmas

02 marca 2016 - środa

Cel na dziś jest bardziej pieszy niż jeżdżony. W końcu trzeba trochę się poruszać, a że ja w środy mam swoje treningi na siłowni, to tym bardziej wypada się poruszać.

Po standardowo ubogim w warzywa śniadaniu i cienkiej kawie wsiadamy na motki. Tym razem i ja na lekko, co powoduje cholerny dyskomfort. Nie lubię i boję się jeździć, gdy na nogach mam cienkie spodnie i buty przed kostkę, a na grzbiecie bluzę, ale może przez 12 km dojazdu nic się nie stanie.

Wjazd do Doliny Cocora zwiastuje pojawienie się charakterystycznych palm woskowych, których wysokość sięga nawet 60 m. Te palmy to narodowe drzewo Kolumbii. Cocora z kolei to imię księżniczki z ludu Quimbaya, którego czasy świetności przypadają między IV a VII w. n.e. Niestety poza fantastycznym dorobkiem złotniczym niewiele po tej kulturze zostało, bo choroby zawleczone przez europejczyków w dobie "odkrycia Ameryki" zdziesiątkowały Quimbaya, a reszta niedobitków zasymilowała się z innymi plemionami.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 4 - Welcome to the jungle!

01 marca 2016 - wtorek

Chyba przełączyliśmy się na tryb wakacyjny. Pomimo ambitnych planów wyszło jak zwykle i pobudka następuje koło ósmej. Obiecujemy sobie lekką poprawę w tej kwestii. Zastanawiamy się gdzie zjeść śniadanie, ale w końcu staje na naszym hotelu. Siadamy na tarasie i po chwili dostajemy wielkie porcje żarcia, jakby to był obiad. ryż z fasolą, pierś z kurczaka, arepa, ser, jajecznica, krakersy i słodka lurowata kawa. Dziwne, że nawet w tym regionie taką podają, mimo tych wszystkich pól dookoła.

Powoli się pakujemy i przyprowadzamy moto pod hotel. Poświęcamy nieco czasu na drobne prace serwisowo -optymalizacyjne. Marek podłącza sobie gniazdo zapalniczki, zęby miał ładowanie do telefonu służącego za nawigację. Ja przerzucam SPOTa na prawego gmola, a na jego miejscu na kierownicy montuję nawigację. próbuję też jakoś dorzucić uchwyt do kamerki, ale mam o jedna przedłużkę za mało więc niestety ujęć z motka nie będzie. Za to przymocowuję kamerę do kasku i za pomocą aplikacji w komórce ustawiam ją tak, żeby ani nie filmowała przedniego koła, ani nieba, czyli, żeby było optymalnie.

sobota, 9 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 3 - Kraina kawy

29 lutego 2016 - poniedziałek

Droga jest pozawijana jak paragraf. Same zakręty. Jak ktoś ma chorobę lokomocyjną, to ma przerąbane. Mimo tego autobus jedzie całkiem żwawo. Około drugiej w nocy zatrzymujemy się na postój - zmianę kierowców i krótką przerwę dla tych, którzy zdążyli zgłodnieć. Spora ilość autobusów na parkingu i wielka samoobsługowa stołówka świadczą, że to popularne miejsce postoju. Postanawiamy rozprostować nogi i sprawdzić "jak pachnie powietrze". Schodzimy z pięterka autobusu, wychodzimy na zewnątrz i... szok temperaturowy - jest 27 stopni i ogromna wilgotność. Może jednak wrócić do klimatyzowanego autobusu? Zwłaszcza, że znajduję wielką naklejkę na jednym z okien z hasłem do pokładowego wifi... lepiej późno niż wcale :) Korzystam też z kibelka, bo na pewno podczas jazdy po zakrętach będzie to nie lada wyzwanie. Kręcę się trochę tu i tam, ale wracam do autobusu i sprawdzam co słychać w świecie. W końcu Polska budzi się do życia o tej porze. Autobus rusza bez żadnego ostrzeżenia i powoli toczy się po parkingu. Zerkam na siedzenie obok - jest puste. Gdzie jest Marek? Czy to możliwe, że odjechaliśmy bez niego? Nie widzę go nigdzie za oknem w okolicy baru. No dobra, jest dorosły i doświadczony w podróżach, chyba ogarnia temat odjazdów autobusów... A co jeśli nie? Kurde. Lekko spanikowana rozglądam się po piętrze autobusu. Nie ma go. Idę sprawdzić piętro niżej. Też nie ma. Drzwi autokaru są zamknięte (i pewnie na nowo zaplombowane). Pani z obsługi patrzy na mnie dziwnie i o coś pyta (pewnie o co mi chodzi). Ech, jak tu wytłumaczyć, że brakuje jednego pasażera? Umiem powiedzieć "amigo" ale to raczej nie odda tego co mam na myśli... Pani (jak i większość pasażerów) patrzy na mnie z politowaniem, więc decyduję się na odwrót i wchodzę na piętro autobusu pomyśleć co dalej. Idę na swoje miejsce, a wtedy Marek wychodzi z autokarowego kibelka... Aha, tam się schował...

czwartek, 7 kwietnia 2016

Kolumbia 2016 - Dzień 2 - Bo co? Bogota

28 lutego 2016 - niedziela

Lekki jet-lag daje znać o sobie. W końcu to 6 godzin różnicy czasu. Budzę się o 5 rano, ale zamykam ponownie oczy i dosypiam do ósmej. Zresztą, nie ma nic innego do roboty, bo internet jakoś przestał działać.

Dzień właściwy zaczynam od prysznica. Potem hostelowe śniadanie (za 8000 COP) - jajecznica, grzanki, banan, truskawki, jakiś różowy owoc smakujący jak połączenie gruszki z brzoskwinią z twardymi małymi pesteczkami, do tego kawa, a dla chętnych płatki i mleko. Całkiem przyzwoicie.

Zmieniamy nieco konfigurację zapakowania i korzystamy z faktu, że doba hotelowa kończy się o 11 - idziemy na mały spacer. Tzn. "gubing", bo obojgu z nas taka forma zwiedzania pasuje - bez ciśnienia. ulice są trochę puste. Jeszcze. Snujemy się po pustych uliczkach. jest trochę śmieci, a mury upstrzone są graffiti - zarówno bazgrołami sugerującymi nie do końca bezpieczne tereny, jak i małymi (nie w sensie rozmiaru bynajmniej) "dziełami sztuki".