14 czerwca 2017 - środa
Śniadanie mistrzów. Jest pyszne jak wczorajsza kolacja. Wybór wszystkiego - przesympatycznie. Pakuję motek i robię jeszcze małą rundkę po wiosce, żeby zrobić fajne fotki. Gdy zapinam pasy na bagażu podjeżdża dostawczak z zaopatrzeniem w napoje. Przeciska się przez wąskie uliczki, ale na szczęście staje tak, że jestem w stanie go ominąć Olivierem.
Przez jeden z "tuneli" wyjeżdżam z wioski na spory parking przy placu zabaw, a następnie na "główną" drogę.
poniedziałek, 24 lipca 2017
środa, 19 lipca 2017
Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 3 - Trzymaj Gardę
13 czerwca 2017 - wtorek
Nie, nie budzą mnie o świcie dzwony wzywające na poranną modlitwę. Jest cicho, może jedynie ptaszki świergolą za okiennicami (na których zresztą suszą się moje gacie, mam nadzieję, że nie ku zgorszeniu zakonnic). Budzę się całkiem wyspana. Olivier chyba też jest OK, choć spadło na niego kilka szyszek - może zrobię sobie z nich matę pod tyłek? ;)
Śniadanie jest na sporej sali, w której siedzą już jacyś "hotelowi goście" - głównie starsze pary, takie 75+. "Za barem" krzątają się zakonnice. Śniadanie to szwedzki stół, słodkości plus standardowe włoskie elementy: mortadela i żółty ser. Croissant staje się zjadliwy dopiero gdy otrzepuję go z tony cukru pudru.
Nie mogę zająć dowolnego miejsca - mam przydzielony stolik, o czym informuje karteczka z numerem pokoju i pojedyncze nakrycie.
Nie, nie budzą mnie o świcie dzwony wzywające na poranną modlitwę. Jest cicho, może jedynie ptaszki świergolą za okiennicami (na których zresztą suszą się moje gacie, mam nadzieję, że nie ku zgorszeniu zakonnic). Budzę się całkiem wyspana. Olivier chyba też jest OK, choć spadło na niego kilka szyszek - może zrobię sobie z nich matę pod tyłek? ;)
Śniadanie jest na sporej sali, w której siedzą już jacyś "hotelowi goście" - głównie starsze pary, takie 75+. "Za barem" krzątają się zakonnice. Śniadanie to szwedzki stół, słodkości plus standardowe włoskie elementy: mortadela i żółty ser. Croissant staje się zjadliwy dopiero gdy otrzepuję go z tony cukru pudru.
Nie mogę zająć dowolnego miejsca - mam przydzielony stolik, o czym informuje karteczka z numerem pokoju i pojedyncze nakrycie.
wtorek, 18 lipca 2017
Expresso Dolomiti 2017 - Dzień 1 i 2 - Rozbiegówka
11 czerwca 2017 - niedziela
Dzisiaj jest dzień autostradowy. Wyjeżdżam z domu ok. 9:00, więc niezbyt wcześnie. Nie mam na nic ciśnienia - wiem gdzie dojechać, wiem którędy, pogoda ma być dobra. Wybieram widokową trasę przez Polskę. Przeprawiam się promem w Czernichowie do Brzeźnicy i dalej wbijam się w lokalne drogi. Przede mną jedzie seicento a la wiejski tuning z głośnym wydechem. Zza uchylonej ciemnej szyby wylatuje na jezdnię tuż przede mnie, a następnie turla się na pobocze lekko zgnieciona puszka po piwie "Tyskie ponad wszystkie". Ech, jak ludzie mogą tak syfić?
Dzisiaj jest dzień autostradowy. Wyjeżdżam z domu ok. 9:00, więc niezbyt wcześnie. Nie mam na nic ciśnienia - wiem gdzie dojechać, wiem którędy, pogoda ma być dobra. Wybieram widokową trasę przez Polskę. Przeprawiam się promem w Czernichowie do Brzeźnicy i dalej wbijam się w lokalne drogi. Przede mną jedzie seicento a la wiejski tuning z głośnym wydechem. Zza uchylonej ciemnej szyby wylatuje na jezdnię tuż przede mnie, a następnie turla się na pobocze lekko zgnieciona puszka po piwie "Tyskie ponad wszystkie". Ech, jak ludzie mogą tak syfić?
czwartek, 13 lipca 2017
Expresso Dolomiti 2017 - prolog
W tym roku to chyba tradycja, żeby prologi pisać post factum. Ale obiecuję poprawę w tej kwestii :)
Do ostatniego momentu nie wiedziałam co wybrać na 'długi łykend" w czerwcu - czy Polskę i szlak latarni morskich nad Bałtykiem, czy Włochy i objazd jeziora Garda.
W końcu postanowiłam. Garda. To też był kiedyś jeden z planów, chyba w 2015 roku, ale zamiast tego wybrałam Polskę i "Long Way Round".
Na szybko opracowałam z grubsza trasę, rozeznałam się gdzie tam można spać, wysłałam kilka zapytań o noclegi, w tym jedno do Eli i Sławka prowadzących pensjonat Imbachhorn w Fusch. Niestety - brak miejsc... Ale... W tym czasie jest tam Motoszkoła na Expercie... No i się udało zorganizować dorzucenie mnie do jednego z pokoi zajmowanych przez kursantów - jeszcze raz dziękuję za tę możliwość :)
środa, 12 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Epilog
Korsyka w planach była już jakiś czas. chyba nawet dwa lata temu myślałam o tym, żeby tam pojechać, ale za każdym razem brakowało finalnej decyzji.
W tym roku też mało brakowało, żeby wyjazd był do Grecji, do dawno obiecanej Olivierowi Kalamaty.
Szkoda, że nie da się jechać wszędzie naraz...
Korsyka: Tak samo jak Bhutan czy Kolumbia - to świetne miejsce do jazdy po winklach. Prostych dróg jest niewiele, a zakręty potrafią solidnie zmęczyć. W dodatku dookoła jest pięknie i czasem trudno skupić się na drodze, a to grozi niefajnymi konsekwencjami. Wyspa ma jednak dwie poważne wady - jest daleko od Polski i jest droga. Zarówno w kwestii zakwaterowania, jak i paliwa czy wyżywienia. Piwo w knajpie potrafiło kosztować 8 euro...
W tym roku też mało brakowało, żeby wyjazd był do Grecji, do dawno obiecanej Olivierowi Kalamaty.
Szkoda, że nie da się jechać wszędzie naraz...
Korsyka: Tak samo jak Bhutan czy Kolumbia - to świetne miejsce do jazdy po winklach. Prostych dróg jest niewiele, a zakręty potrafią solidnie zmęczyć. W dodatku dookoła jest pięknie i czasem trudno skupić się na drodze, a to grozi niefajnymi konsekwencjami. Wyspa ma jednak dwie poważne wady - jest daleko od Polski i jest droga. Zarówno w kwestii zakwaterowania, jak i paliwa czy wyżywienia. Piwo w knajpie potrafiło kosztować 8 euro...
wtorek, 11 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 10 - Byle dalej
07 maja 2017 - niedziela
Na górze jest gorąco. Następnym razem trzeba koniecznie mieć miejsca niżej. No i ciasno. Nie wiem jak Piotrek się mieści... No ale przynajmniej nośność łóżek w pociągu jest przetestowana - nikt nie ucierpiał. Zasadniczy austriacki konduktor przynosi śniadanie - tym razem rzeczywiście oprócz napoju są dwie bułki i jakieś smarowidła na słodko. Na szczęście mamy trochę szynki z wczoraj. W sumie mamy też ser, ale tak śmierdzi, że nie otwieramy go - nie zrobimy tego naszym współtowarzyszom podróży...
Dojeżdżamy do Wiednia i możemy się powoli wypakowywać. Piotrek mówi, ze trochę szumi mu w głowie po wczorajszych baletach. Ja też jestem trochę zmęczona, ale bardziej od spania "na górnej półce".
Niestety, motków mamy nie ruszać. Zasadniczy konduktor mówi nam, że są wymogi BHP i do tej pracy trzeba mieć kaski... Eeee, Włosi się nie czepiali. A w sumie kaski mamy. Piotrek nawet zakłada swój i dalej majstruje przy odpinaniu motka. Ja poczekam aż ktoś to za mnie zrobi, co sobie będę ręce brudziła ;)
Na górze jest gorąco. Następnym razem trzeba koniecznie mieć miejsca niżej. No i ciasno. Nie wiem jak Piotrek się mieści... No ale przynajmniej nośność łóżek w pociągu jest przetestowana - nikt nie ucierpiał. Zasadniczy austriacki konduktor przynosi śniadanie - tym razem rzeczywiście oprócz napoju są dwie bułki i jakieś smarowidła na słodko. Na szczęście mamy trochę szynki z wczoraj. W sumie mamy też ser, ale tak śmierdzi, że nie otwieramy go - nie zrobimy tego naszym współtowarzyszom podróży...
Dojeżdżamy do Wiednia i możemy się powoli wypakowywać. Piotrek mówi, ze trochę szumi mu w głowie po wczorajszych baletach. Ja też jestem trochę zmęczona, ale bardziej od spania "na górnej półce".
Niestety, motków mamy nie ruszać. Zasadniczy konduktor mówi nam, że są wymogi BHP i do tej pracy trzeba mieć kaski... Eeee, Włosi się nie czepiali. A w sumie kaski mamy. Piotrek nawet zakłada swój i dalej majstruje przy odpinaniu motka. Ja poczekam aż ktoś to za mnie zrobi, co sobie będę ręce brudziła ;)
poniedziałek, 10 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 9 - Krzywa wieża
06 maja 2017 - sobota
Hotelowe śniadanie kosztowało 9 euro (!!!) od łebka. I nie dość, że jest spóźnione, to w ogóle tej kasy nie jest warte. Motki zapakowane, ruszamy. Do portu mamy kilkaset metrów, ale dziwne rozwiązania komunikacyjne powodują, że robimy kilka kilometrów, gubiąc się tu i tam w uliczkach Bastii. W porcie standardowo mamy godzinę oczekiwania. Motocykle dostają naklejki na transfer, wg nich nazywamy się Lange Lange i Krupa Krupa :) Ale są w kolejce i tacy, co się ustawili prawie na pole position, a nie dostali naklejek, więc musieli się cofnąć do wjazdu do portu i naklejki pobrać. A tak w ogóle, to dzisiaj, tj. 6 maja, jest International Female Ride Day 2017, więc - Baby na motóry!
Hotelowe śniadanie kosztowało 9 euro (!!!) od łebka. I nie dość, że jest spóźnione, to w ogóle tej kasy nie jest warte. Motki zapakowane, ruszamy. Do portu mamy kilkaset metrów, ale dziwne rozwiązania komunikacyjne powodują, że robimy kilka kilometrów, gubiąc się tu i tam w uliczkach Bastii. W porcie standardowo mamy godzinę oczekiwania. Motocykle dostają naklejki na transfer, wg nich nazywamy się Lange Lange i Krupa Krupa :) Ale są w kolejce i tacy, co się ustawili prawie na pole position, a nie dostali naklejek, więc musieli się cofnąć do wjazdu do portu i naklejki pobrać. A tak w ogóle, to dzisiaj, tj. 6 maja, jest International Female Ride Day 2017, więc - Baby na motóry!
sobota, 8 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 8 - Monte Cinto
05 maja 2017 - piątek
Po śniadaniu, na którym tradycyjnie sortuję kostki cukru na spodeczku mamy do wykonania ważną misję. Musimy wydrukować bilety na prom z Bastii do Livorno. Wypływamy jutro rano i chcemy temat ogarnąć dzisiaj, żeby mieć wszystko przygotowane. Pytamy pani w recepcji (po angielsku) czy można wydrukować kilka stron. Niestety nie (odpowiada po francusku), drukować można na poczcie, która jest dwie uliczki obok. Zapakowani na motocykle zajeżdżamy pod pocztę. Tam naszym problemem zajmują się dwie osoby, bo nie bardzo nas rozumieją i nie wiedzą o co nam chodzi. W końcu jeden z pracowników poczty wbija nam w nawigację adres punktu xero/druk - podobno tam się uda. Kilka stromych uliczek dalej jest maleńki sklep biurowo-papierniczy i rzeczywiście można tu wydrukować nasze bilety. Pan na koniec mówi "ejtin sę" więc dostaje 18 eurocentów i trochę się krzywi. Chodziło mu o 80... Płacimy, chowamy wydruki i spadamy.
Po śniadaniu, na którym tradycyjnie sortuję kostki cukru na spodeczku mamy do wykonania ważną misję. Musimy wydrukować bilety na prom z Bastii do Livorno. Wypływamy jutro rano i chcemy temat ogarnąć dzisiaj, żeby mieć wszystko przygotowane. Pytamy pani w recepcji (po angielsku) czy można wydrukować kilka stron. Niestety nie (odpowiada po francusku), drukować można na poczcie, która jest dwie uliczki obok. Zapakowani na motocykle zajeżdżamy pod pocztę. Tam naszym problemem zajmują się dwie osoby, bo nie bardzo nas rozumieją i nie wiedzą o co nam chodzi. W końcu jeden z pracowników poczty wbija nam w nawigację adres punktu xero/druk - podobno tam się uda. Kilka stromych uliczek dalej jest maleńki sklep biurowo-papierniczy i rzeczywiście można tu wydrukować nasze bilety. Pan na koniec mówi "ejtin sę" więc dostaje 18 eurocentów i trochę się krzywi. Chodziło mu o 80... Płacimy, chowamy wydruki i spadamy.
piątek, 7 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 7 - Zakrętowy zawrót głowy
04 maja 2017 - czwartek
Poranek jest nawet pogodny - może się utrzyma przez cały dzień. Dzisiaj jedziemy na lekko, więc sprawniej niż zwykle wskakujemy na motki - odpada cała procedura pakowania i montowania bagaży. Chwilę jedziemy na południe po wczorajszej trasie, którą przemierzaliśmy w deszczu. Teraz możemy podziwiać widoki i czerpać przyjemność z szybkich zakrętów. Wzdłuż drogi biegnie kolejka wąskotorowa, która co jakiś czas przejeżdża przez wieloprzęsłowe wiadukty. Obowiązkowo zatrzymujemy się w punkcie widokowym.
poniedziałek, 3 lipca 2017
Projekt Kirgistan 2017 - Tylko dla Orlic
Będzie więcej: offu, kurzu, pyłu, gorących źródeł, psów i niewygód.
Będzie mniej: zwiedzania, łażenia, asfaltu, zakwaterowania w ho(s)telach (bo głównie namioty i jurty), prądu.
W planach mamy zobaczenie najładniejszych miejsc Kirgistanu, z dala od głównych dróg i utartych szlaków. Szczególnie zachwycające mają być jeziora - oprócz oczywistych Issyk kul i Song Kul pojedziemy nad Besh Tash oraz leżące blisko Chin Chatyr Kol i Kol Suu, do którego wujek Google nie pokazuje żadnej drogi.
Podczas wyprawy pokonamy ok. 2000 km, z czego większość po szutrach i terenie. Podobno nie będzie bardzo trudno, ale na pewno też nie będzie łatwo. Pokonamy kilka przełęczy - najwyższa ma 4655 m npm. Wg zapowiedzi będzie upalnie, nawet do 40 stopni. Momentami może być zimno, a nocą może spaść śnieg. Ale nie powinno być deszczu :)
Wiem, że na pewno będzie fajnie. Już się nie mogę doczekać :)
niedziela, 2 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 6 - Nadmiar winkli
03 maja 2017 - środa
Śniadanie jest takie jak zwykle na Korsyce, czyli zupełnie nie w moim stylu, ale coś jeść trzeba. W ramach rozrywki układam kostki cukru wg obrazków na opakowaniu. Zapowiada się kolejny ciepły dzień, mamy dobry timig, jeśli chodzi o przemierzanie wyspy, więc opracowujemy trasę na dzisiaj.
W planie jest bardzo kręta trasa po trzeciorzędnych, widokowych drogach. Ale najpierw musimy znaleźć sklep i uzupełnić zapasy wody i kupić jakąś przegrychę na później. Znajdujemy większy market, zostawiamy motki na parkingu i idziemy do środka. Niestety na salę zakupową nie możemy wnieść kasków, o czym zwięźle przypomina nam pan siedzący przy wejściu za biurkiem i pilnujący, żeby nikt nie łamał określonych zasad. No trudno. Zostaję przy wejściu z kaskami, Piotrek idzie po zakupy.
Śniadanie jest takie jak zwykle na Korsyce, czyli zupełnie nie w moim stylu, ale coś jeść trzeba. W ramach rozrywki układam kostki cukru wg obrazków na opakowaniu. Zapowiada się kolejny ciepły dzień, mamy dobry timig, jeśli chodzi o przemierzanie wyspy, więc opracowujemy trasę na dzisiaj.
W planie jest bardzo kręta trasa po trzeciorzędnych, widokowych drogach. Ale najpierw musimy znaleźć sklep i uzupełnić zapasy wody i kupić jakąś przegrychę na później. Znajdujemy większy market, zostawiamy motki na parkingu i idziemy do środka. Niestety na salę zakupową nie możemy wnieść kasków, o czym zwięźle przypomina nam pan siedzący przy wejściu za biurkiem i pilnujący, żeby nikt nie łamał określonych zasad. No trudno. Zostaję przy wejściu z kaskami, Piotrek idzie po zakupy.
sobota, 1 lipca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 5 - Królewskie schody
2 maja 2017 - wtorek
Rankiem port cargo daje się we znaki - od świtu kontenery wjeżdżają i wyjeżdżają z promów, które następnie wypływają z portu oznajmiając to przeciągłym dźwiękiem. Standardowo dzień zaczynamy od śniadania, potem pakowanie i "na koń".
Z Ajaccio wyjeżdżamy główną drogą, prawie autostradą. Lekko gubimy się przed wjazdem w podrzędną dróżkę D302 - ale sprawnie zawracamy i skręcamy tam gdzie trzeba. Asfalt iskrzy się w słońcu. Lokalny listonosz trochę nas kąsa na winklach, ale nie dajemy się wyprzedzić. Powietrze pachnie skoszoną trawą a z drogi widać panoramę Ajaccio.
Rankiem port cargo daje się we znaki - od świtu kontenery wjeżdżają i wyjeżdżają z promów, które następnie wypływają z portu oznajmiając to przeciągłym dźwiękiem. Standardowo dzień zaczynamy od śniadania, potem pakowanie i "na koń".
Z Ajaccio wyjeżdżamy główną drogą, prawie autostradą. Lekko gubimy się przed wjazdem w podrzędną dróżkę D302 - ale sprawnie zawracamy i skręcamy tam gdzie trzeba. Asfalt iskrzy się w słońcu. Lokalny listonosz trochę nas kąsa na winklach, ale nie dajemy się wyprzedzić. Powietrze pachnie skoszoną trawą a z drogi widać panoramę Ajaccio.
czwartek, 29 czerwca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 4 - Kolumb i Napoleon
1 maja 2017 - poniedziałek
Pół śniadania, które jemy na tarasie, wpiernicza nam kot, który ostentacyjnie łasi się i żebrze o jedzenie. Oczywiście standardowo po kociemu - "co tam masz?", "daaaaj", "łeee z podłogi to nie jem"... A że ja jestem kocia mama (i dalej nie wiem co wstrzymuje mnie przed posiadaniem kota, bo w końcu jestem "starą panną" w odpowiednim wieku - chyba tylko to, że dość często mnie nie ma a nie mam sumienia obarczać rodziny opieką nad zwierzakiem - Tata zajmuje się już trzema...), a Piotrek to weterynarz, to zwierzaki, a zwłaszcza kiciusie, mają szczególne względy.
Pogoda jakby lekko się psuje i zaczyna kropić. W momencie, gdy pakujemy motki nadchodzi ulewa, więc ubrani i przygotowani do jazy czekamy w hotelowym lobby aż się przejaśni. Prognozy mówią, że do 11 przestanie padać. Gdy tak sobie siedzimy na dizajnerskich fotelach w kształcie twarzy (dygresja: w salonie manicure w Krakowie, gdzie chodziłam, były fajne fotele w kształcie klęczących kobiecych pup :)) podchodzi do nas młoda dziewczyna, chyba managerka hotelu i zaczyna rozmowę po polsku. Chwilę gadamy, po czym ona prosi nas o rozsądek podczas jazdy, zwłaszcza po deszczu, bo drogi są śliskie i ona sama tak zaliczyła glebę na moto. Nie ma to jak wspólna pasja.
Pół śniadania, które jemy na tarasie, wpiernicza nam kot, który ostentacyjnie łasi się i żebrze o jedzenie. Oczywiście standardowo po kociemu - "co tam masz?", "daaaaj", "łeee z podłogi to nie jem"... A że ja jestem kocia mama (i dalej nie wiem co wstrzymuje mnie przed posiadaniem kota, bo w końcu jestem "starą panną" w odpowiednim wieku - chyba tylko to, że dość często mnie nie ma a nie mam sumienia obarczać rodziny opieką nad zwierzakiem - Tata zajmuje się już trzema...), a Piotrek to weterynarz, to zwierzaki, a zwłaszcza kiciusie, mają szczególne względy.
Pogoda jakby lekko się psuje i zaczyna kropić. W momencie, gdy pakujemy motki nadchodzi ulewa, więc ubrani i przygotowani do jazy czekamy w hotelowym lobby aż się przejaśni. Prognozy mówią, że do 11 przestanie padać. Gdy tak sobie siedzimy na dizajnerskich fotelach w kształcie twarzy (dygresja: w salonie manicure w Krakowie, gdzie chodziłam, były fajne fotele w kształcie klęczących kobiecych pup :)) podchodzi do nas młoda dziewczyna, chyba managerka hotelu i zaczyna rozmowę po polsku. Chwilę gadamy, po czym ona prosi nas o rozsądek podczas jazdy, zwłaszcza po deszczu, bo drogi są śliskie i ona sama tak zaliczyła glebę na moto. Nie ma to jak wspólna pasja.
niedziela, 25 czerwca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 3 - Cap Corse
30 kwietnia 2017 - niedziela
Coś jest nie tak. nie wysapałam się, co rzadko mi się zdarza. W dodatku mam pewien problem w łazience - jak siedzę na kibelku, to nie dostaję nogami do podłogi... nikt nie mówił, że będzie lekko ;)
Omawiamy z Piotrkiem plan i trasę na dzisiaj i idziemy "w miasto" na śniadanie. Najbliższy sklep jest zamknięty, ale udaje się zlokalizować sympatyczną lokalną kawiarnię. Siadamy przy jednym ze stolików przed lokalem, zamawiamy espresso i croissanty, czyli typowy zestaw śniadaniowy w tym regionie. W sumie ani kawa ani pompowane buły nie są moim typowym pokarmem, więc w sumie mam ochotę na coś bardziej konkretnego. Klucząc po uliczkach znajdujemy sklepik z lokalnymi produktami, gdzie kupujemy kawał śmierdzącego sera, kilka plastrów surowej szynki i bagietkę. No i mamy śniadanie mistrzów :)
Podwójne jedzenie sprawia, że wyruszamy z trzydziestominutowym poślizgiem w stosunku do planu, ale ponieważ każde z nas ma włączony tryb urlopowy zupełnie nam to ni przeszkadza. Z Bastii kierujemy się na północ, dość uczęszczaną drogą wzdłuż wybrzeża.
Coś jest nie tak. nie wysapałam się, co rzadko mi się zdarza. W dodatku mam pewien problem w łazience - jak siedzę na kibelku, to nie dostaję nogami do podłogi... nikt nie mówił, że będzie lekko ;)
Omawiamy z Piotrkiem plan i trasę na dzisiaj i idziemy "w miasto" na śniadanie. Najbliższy sklep jest zamknięty, ale udaje się zlokalizować sympatyczną lokalną kawiarnię. Siadamy przy jednym ze stolików przed lokalem, zamawiamy espresso i croissanty, czyli typowy zestaw śniadaniowy w tym regionie. W sumie ani kawa ani pompowane buły nie są moim typowym pokarmem, więc w sumie mam ochotę na coś bardziej konkretnego. Klucząc po uliczkach znajdujemy sklepik z lokalnymi produktami, gdzie kupujemy kawał śmierdzącego sera, kilka plastrów surowej szynki i bagietkę. No i mamy śniadanie mistrzów :)
Podwójne jedzenie sprawia, że wyruszamy z trzydziestominutowym poślizgiem w stosunku do planu, ale ponieważ każde z nas ma włączony tryb urlopowy zupełnie nam to ni przeszkadza. Z Bastii kierujemy się na północ, dość uczęszczaną drogą wzdłuż wybrzeża.
czwartek, 8 czerwca 2017
Moto Corsica 2017 - Dzień 2 - Promem
29 kwietnia 2017 - sobota
O 7 rano budzi nas wszystkich łysy włoski konduktor, przynosząc śniadanie. No może nie wszystkich - dwie babeczki wysiadły w Bolonii, ale na tyle cicho, że nikt się nie obudził. I właśnie, niekoniecznie śniadanie, tylko napoje. Po obiecanych kajzerkach z dżemem nie ma śladu. Wypijam więc moją zieloną herbatę. Za oknem jest słonecznie. Słońce, woda, wiatr, przygoda. To za chwilę. Dojeżdżamy do Pisa Centrale, więc następną stacją będzie Livorno. Powoli kończymy podróż pociągiem. W Livorno mamy się wszyscy wypakować z pociągu. i tyle komunikatów. Nie wiadomo gdzie pojechała mała ciuchcia z platformą z motkami. Piotrek i ja podążamy za tłumem. Wszyscy okupują kilka murków i czekamy. Od czekania chce mi się siku, ale nie mam drobnych eurasów na wejście do kibla bramkowanego automatem. Trzeba poczekać, aż ktoś będzie wychodził... Adam i Marcin próbują ogarnąć bilety powrotne, żeby już nie musieć jechać "na gapę".
O 7 rano budzi nas wszystkich łysy włoski konduktor, przynosząc śniadanie. No może nie wszystkich - dwie babeczki wysiadły w Bolonii, ale na tyle cicho, że nikt się nie obudził. I właśnie, niekoniecznie śniadanie, tylko napoje. Po obiecanych kajzerkach z dżemem nie ma śladu. Wypijam więc moją zieloną herbatę. Za oknem jest słonecznie. Słońce, woda, wiatr, przygoda. To za chwilę. Dojeżdżamy do Pisa Centrale, więc następną stacją będzie Livorno. Powoli kończymy podróż pociągiem. W Livorno mamy się wszyscy wypakować z pociągu. i tyle komunikatów. Nie wiadomo gdzie pojechała mała ciuchcia z platformą z motkami. Piotrek i ja podążamy za tłumem. Wszyscy okupują kilka murków i czekamy. Od czekania chce mi się siku, ale nie mam drobnych eurasów na wejście do kibla bramkowanego automatem. Trzeba poczekać, aż ktoś będzie wychodził... Adam i Marcin próbują ogarnąć bilety powrotne, żeby już nie musieć jechać "na gapę".
Subskrybuj:
Posty (Atom)







