poniedziałek, 12 maja 2014

Bhutan 2014 - Dzień 1 - Nadmiar wrażeń

24 kwietnia 2014 - czwartek

Wcześnie robi się tu jasno. To dobrze, bo nie ma problemu z wczesnym wstawaniem. Śniadanie jest bardzo smaczne - tez dobrze. Zatankowane motocykle i wóz serwisowy czekają przed hotelem. Motki mają też (w większości) nowiutkie opony i generalnie prezentują się całkiem dobrze. Owszem, maja obtarcia tu i tam, ale to tylko dodaje im uroku... Faceci z bliznami :)

Mimo, że jest wcześnie, jest bardzo ciepło. Po etapie pakowania w zasadzie mogłabym wskoczyć pod prysznic, ale nie ma takiej opcji, trzeba zmykać z Phuentsholing. Przed nami jakieś 180 km drogi. Niby niedużo, ale w Bhutanie to kolosalna odległość.

Magda i Monika wybierają rolę plecaków. Monika nawet jeszcze nie plecaka, ale na razie pasażerki wozu serwisowego, dopóki Piotrek nie oswoi się z motocyklem i jazdą w Bhutanie. Ostatecznie jedzie 8 motocykli - 7 z "nami", a na ósmym Dorji, nasz przewodnik. Wóz serwisowy prowadzi Gogo, mechanik. Motocykle są w dobrych rękach... Podobno Gogo serwisuje jednoślady samego króla, więc musi być dobry :)

Bhutan 2014 - Podróż "do" - Biały szaliczek podróżnika

22 kwietnia 2014 - wtorek
23 kwietnia 2014 - środa

Jest niemożliwie wcześnie rano. W dodatku lekko pada. Przede mną pierwszy z lotów, do Warszawy. Odprawiam się chyba jako ostatnia pasażerka, kwadrans przed odlotem. Nie muszę się spieszyć. Kolejka do kontroli bezpieczeństwa jest jeszcze długa, bo jakiś pasażer chce koniecznie "przemycić" wielofunkcyjny scyzoryk typu "wszystko w jednym". W końcu się udaje dotrzeć na pokład. Lot do Warszawy zawsze mnie śmieszy - pół godziny, podczas których samolot nawet nie osiąga  wysokości przelotowej, bo po starcie zaraz następuje lądowanie, a serwis obejmuje bogate menu: wafelek czekoladowy i wodę niegazowaną (o gazowaną trzeba poprosić i jest limitowana).

W Warszawie chwilę czekam na kolejny lot. Odprawiam się i w tym momencie zostaję zidentyfikowana przez Wujka (Pawła), jednego z uczestników wyjazdu. Ola, Sambor i Grzesiek, którzy też lecą tym samym samolotem do Doha, a następnie do Delhi, pojawiają się przed bramką na chwilę przed odlotem.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Bhutan 2014 - prolog

W święta "powinno być" posprzątane. Tymczasem u mnie panuje lekki przedwyjazdowy bałagan. Rzeczy, które chcę zabrać piętrzą się na stole (wszystkie "niezbędne klamoty" typu elektronika, dokumenty, kosmetyki) i sofie (ciuchy). Jeszcze nie do końca mam ułożone w głowie jak to najbardziej optymalnie zapakować na wieloodcinkową podróż Kraków-Warszawa-Doha-Delhi-Bagdogra-Bhtuan... Zanim wszystko finalnie powędruje do toreb i plecaków muszę poświęcić nieco czasu na ogarnięcie kamerki i demontaż interkomu z kasku.

W zasadzie jeszcze nie za bardzo czuje ten wyjazd. Choć już gdzieś pojawia się lekkie włókno ryżowe, tj. reisefieber, to moja urlopowa mapa zapłonu nie jest w pełni włączona. Ostatni czas to kolosalne zmiany, zmiany, zmiany, a co za tym idzie mnóstwo pracy, nie tylko tej na korporacyjnym etacie, ale również przy okazji popychania do przodu spraw prywatnych. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze poukłada.

sobota, 5 kwietnia 2014

Foch Oliviera i inne atrakcje

Ostatnie trzy i pół tygodnia Olivier spędził w serwisie. Wszystko zaczęło się w sobotę, 8 marca 2014r. Postanowiłam przetestować nowe opony...

A może ta historia powinna zacząć się we środę, 5 marca, kiedy miałam wielki apetyt na wieczorne pojeżdżenie? W pełnym rynsztunku przyszłam do garażu i zaczęłam wyprowadzać moto. Niestety - ani drgnęło. Sprawdziłam szybko, czy nie ma zapiętego biegu, ale nie... moto było na luzie. Kolejna myśl... nie kręcą się kółka, tzn, że nie są okrągłe... a to oznacza że jest flak... Rzut oka na przednie koło - tu jest ok. Na tylne... ech. Zniesmaczona wróciłam do domu i rozpoczęłam akcję - "Help me!". Późnym wieczorem nadjechała pomoc, tylne koło zostało ściągnięte i przygotowane do zawiezienia do wulkanizacji. Przy okazji stwierdziłam, ze to dobra okazja do założenia nowych gum...

środa, 26 marca 2014

Projekt "Bhutan 2014 - Kraj Grzmiącego Smoka"

Listopad 2013 roku był dla mnie trudnym czasem. Generalnie było szaro, buro i pochmurno, mimo tego, że jesień wciąż była piękna, ciepła i złota. Kolejny raz miałam ochotę "rzucić to wszystko" i zniknąć. Poprzednio taki stan zaowocował dość szybką decyzją o wyjeździe na Karaiby. I tym razem myśli uciekły mi bardzo daleko... Choć w drugą stronę. Pomyślałam o Indiach... I trasie z Manali do Leh przejechanej na Enfieldzie. Wiem, oklepany pomysł, ale i tak bardzo pociągający. Kiedyś i tak to zrobię... Potem myśli uciekły jeszcze dalej na wschód... Nepal... znam takiego co pojechał tam i zwiedził kraj "nejkedem"... Też tam kiedyś pojadę... Jeszcze dalej na wschód... Bhutan. Stop! Byłam kiedyś na pokazie zdjęć z wyjazdu do tego kraju. W dodatku parę dni wcześniej moja szkolna przyjaciółka wrzuciła na FB fotkę klasztoru w Paro z podpisem "My dream: to go there." Ponieważ było to również moje marzenie, od czasu tego pokazu zdjęć, powiedziałam sobie: jadę tu! Co więcej - zwiedzę ten kraj na motocyklu! I w taki sposób powstał plan na majówkę 2014.

wtorek, 4 marca 2014

Plan bez planu

01 marca 2014 - sobota

Chciałam gdzieś polatać, bo weekend zapowiadał się piękny, ale jakoś tak nie było pomysłu. Same niewiadome. W sumie przewietrzyłam Oliviera w piątkowy wieczór, jadąc na szkolenie "Sprawny motocykl - bezpieczny motocykl" (z którego wyniosłam generalnie tyle, że pewnie muszę przeregulować zawieszenie w motocyklu - bo na pewno jest źle ustawione - i znaleźć "słodki punkt" ;)) ale to za mało, jak na mój motocyklowy apetyt.

W końcu wyklarowało się, że Jacoo też rusza gdzieś przed siebie no i zdecydowaliśmy, że połączymy siły. Lekko spóźniłam się na spotkanie w umówionym miejscu, a potem jeszcze zamarudziłam przy tankowaniu. Generalnie planu na trasę dalej nie było, ale udało się ustalić pierwszy punkt kontrolny - oglądanie lądujących samolotów.

czwartek, 30 stycznia 2014

Oops! ...I Did It Again



W sumie obiecałam sobie, że w zeszłym roku będzie "ostatni raz"... Ale zgodnie z zasadą "łam zasady" w tym roku znowu to zrobiłam - zgłosiłam bloga do konkursu "Blog Roku 2013".
Tym razem jest kategoria podróżnicza, a nie tak jak w zeszłym roku - "lajfstajlowa", gdzie przyszło mi konkurować z blogami szafiarsko-modowymi dla niemowląt, więc będzie po pierwsze można się poinspirować podróżami innych, jak i, być może, ich również zainspirować moimi.

Aby zagłosować na mojego bloga, wyślijcie SMS na nr 7122 o treści H00107
Ważne: znak 0, to cyfra zero
Pamiętajcie także, aby nie wstawiać w SMS spacji!

Koszt SMSa to 1,23 zł. (Dochód z SMSów zostanie przekazany fundacji, która prowadzi hospicjum dla dzieci osieroconych)

Głosy można oddawać od 30.01.2014 (od godz. 15:00) do 06.02.2014 (do godz. 12:00).
Z jednego numeru telefonu można oddać tylko jeden głos na dany blog (ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykorzystać "czyjeś" telefony i np. do głosowania zachęcić rodzinę czy znajomych)



sobota, 11 stycznia 2014

Expedition Day

11 stycznia 2014 - sobota

Dawno, a właściwie jestem prawie pewna, że nigdy, nie zdarzyła się sytuacja, w której nie mogłam się zdecydować gdzie/z kim wybrać się na pojeżdżawkę. Paróówy z TCP szykowały jakiś hardcore w piachu i błocie, więc tym razem im podziękowałam - za cienki Serdel jestem na takie akcje, i wybrałam kontrpropozycję, której trasa miała być łatwa lekka i przyjemna.

Z lekkim opóźnieniem melduję się pod Expedition Club. Okazuje się, że większość potencjalnych uczestników zdecydowała się na inne plany na sobotę, więc w efekcie było nas dwoje - Jarek i ja. Jeszcze tylko kawka i lecimy.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Dobry początek tygodnia...

06 stycznia 2014 - poniedziałek

W nocy nie śpię za dobrze - budzę się koło czwartej... Po godzinie zasypiam ponownie i wstaję koło dziesiątej... Jeżdżące ulicą samochody informują mnie, że jest mokro. Z drugiej strony widać jakieś słońce. Z trzeciej - mam zakwasy po wczorajszej siłowni. Co tu zrobić... jechać, nie jechać. W końcu mówię sobie - będzie dobrze, jest cieplej i przyjemniej niż w Nowy Rok, a wtedy było dobrze. Melduję że będę - co najwyżej się spóźnię chwilkę. Wrzucam w siebie jakieś śniadanie, ubieram motociuchy i pędzę do garażu. Droga slalomem przez chodnik powoduje, że przypomina mi się jedna ze scen z "Dnia Świra"... Żeby tylko w nic nie wdepnąć... Masakra...

Na "Matecznym" stawia się nas pięcioro. Ustalamy, że będzie głównie asfalt, ewentualnie lekki teren. Po ostatnich opadach deszczu może być mokro, a ja i błoto nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Ale nic to, będę twarda jak żelki z Biedronki ;)

środa, 1 stycznia 2014

Off we go!

01 stycznia 2014 - środa

Tego zupełnie nie było w planie. Choć jak zobaczyłam wiadomość "Doodek, śmigasz dziś, coś, gdzieś? Pogoda jest OK. Wiem, że to nie czwartek, ale..." już wiedziałam, że mała traska na moto jest więcej niż prawdopodobna. Jest co prawda trochę późno, ale pytam jaki jest plan. "Ogień na tłoki i dalej od domu - lubisz błotko?, piaski, szutry? co wolisz?" Uprzedzam, że ciężki teren odpada, bo mam szosowe opony, ale dogrywamy godzinę i miejsce spotkania.

No to umówieni.

Szybko dojadam późne śniadanie, ubieram mój wściekle brudny strój moto i pędzę do garażu. Odpalam Oliviera i śmigam w kierunku Olkusza.

W Jerzmanowicach czekają na mnie KJU+1 na swoim transalpie. Tym razem oddaję prowadzenie i podziwiam widoki z drugiego, ostatniego miejsca w naszej grupce.

Inspiracja na 2014

"Każde marzenie jest nam dane wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia." (Richard Bach)

W 2014 roku na liście moich planów i marzeń (niekoniecznie w porządku chronologicznym) są:
- Narty! - koniecznie chwila w Alpach plus jakieś weekendowe wyjazdy w bliższe rejony (Polska i Słowacja)... Trzeba nowym nartom pokazać kto rządzi ;) (Niech tylko ta zima w końcu przyjdzie w góry...)
- Moto-Tokaj - winna wycieczka, zbyt długo odkładana "na później"...
Alpejskie przełęcze - zostałam wyróżniona zaproszeniem na kurs "Ekspert" i nie zawaham się go użyć :)
- Grecja przez Rodopy - żeby pokazać Olivierowi oliwki w Kalamacie...
Kraj Grzmiącego Smoka - przemierzenie Bhutanu... na motocyklu... (niestety nie na Oliverze) - najbardziej egzotyczny wyjazd roku :)

Dodatkowo w planie mam jeszcze kilka zlotów, kursów motocyklowych, może coś jeszcze... Się okaże...

Jak zwykle będzie niełatwo to wszystko dopiąć, ale coś powinno się udać.

niedziela, 29 grudnia 2013

Podsumowanie 2013 roku

foto: gsdakar
"Planowanie kolejnej podróży przy zachodzie słońca w Jodłowie"
Rok 2013 był dla mnie chyba jeszcze bardziej pokręcony niż poprzedni. Było mnóstwo wzlotów i chyba jeszcze więcej upadków. Udało się pozamykać pewne sprawy, otworzyć inne, coś uporządkować, coś znowu poplątać... Lato było czasem kiedy chciało mi się żyć jak nigdy dotąd. Dziękuję za ten czas... i liczę że jeszcze powróci...

Dziękuję osobom, które spotkałam na swojej drodze - zarówno "starym przyjaciołom" jak i postaciom zupełnie nowym w moim świecie - dzięki wam uśmiech częściej gościł na mojej twarzy.


Marzenia trzeba spełniać...a mnie w zasadzie udało mi się zrealizować większość planów, jakie miałam na swojej liście:

czwartek, 26 grudnia 2013

Święta na dwóch kółkach

26 grudnia 2013 - czwartek

Wczoraj sobie obiecałam, że dzisiaj się gdzieś przejadę. Poinformowałam potencjalnych zainteresowanych, że ruszam koło 11:00.

W umówionym miejscu parę minut po umówionej porze zjawia się jeden kierownik na moto. Pozwala mi przejąć dowodzenie w kwestii wyboru trasy, choć zgłasza, że chciałby zahaczyć o stację benzynową preferowanego koncernu.

Ruszamy. Na drugich mijanych światłach wychodzę bokiem z zakrętu o 90 stopni - pomimo temperatury sporo na plusie jezdnia jest cholernie śliska, a ja własnie poznałam granicę...

piątek, 20 grudnia 2013

Spotkanie z Mistrzami - podsumowanie projektu Pro Driver 25+

foto: Miroslaw123
Kilka dni temu skończyłam wcześniej pracę, zabrałam do mojego focusa pełnego pokus dwóch kolegów, którzy również uczestniczyli w projekcie i udaliśmy się do Tarnowa na spotkanie podsumowujące tegoroczną edycję Pro Driver 25+. Podroż spędzona na ożywionych dyskusjach na tematy motoryzacyjne minęła szybko i bez żadnych nieprzyjemnych sytuacji drogowych, choć miejscami była gęsta mgła, a ujemna temperatura jezdni czasami wprawiała koła w delikatny poślizg.

W lekko wyziębionej sali restauracji Pasaż zjawiliśmy się tuż po 18:00. Czekał na nas poczęstunek, uczestnicy i koordynatorzy projektu, a także zaproszeni goście specjalni - przedstawiciele Policji oraz mistrzowie kierownicy: Adam Gładysz, Maciej Steinhof i młody talent - Patryk Strzesak

niedziela, 8 grudnia 2013

Motomikołaje 2013

08 grudnia 2013 - niedziela

Budzik dzwoni koło ósmej. Po wczorajszym "forumowym" spotkaniu jestem lekko niewyspana, ale  podchodzę do okna i sprawdzam, jak jest. Jest mroźno, na chodnikach i ulicach leży niewielka warstwa śniegu. Hmm, co tu zrobić? Podejmuję męską decyzję - trza być twardym a nie mientkim. Ubieram się w ciuchy motocyklowe, łapię jakieś ozdoby do przystrojenia Oliviera i śmigam do garażu. Sprawdzam jeszcze, jak jest na drodze głównej - jest czarno i mokro. Czyli można jechać. Temperatura wynosi  -1,5 stopnia. Wytaczam Oliviera z garażu, ozdabiam i mogę jechać na miejsce zbiórki, gdzie umówiłam się z  "Paroowami" z Transalp Club Polska.