piątek, 26 lutego 2016

Kolumbia 2016 - Prolog

Jest intensywnie. Zawsze tak jest jak człowiek chce wyjechać.

W pracy względny spokój, ale pod moją nieobecność szykuje się kilka rzeczy, które zespół będzie musiał ogarnąć. Trudno.

Pozapracowo ostatni tydzień to pełny program z wirowaniem.

Przedłużony weekend w Warszawie (a tam oprócz pracy i spotkań towarzyskich było wyjście na Moto Expo, poprzybijanie piątek ze znajomymi wystawcami ale i spotkanymi znajomymi i "pomacanie mojego nowego drugiego" - motocykla AJP PR4 Ultrapassar, który po finalnym uzgodnieniu szczegółów trafi do mojej "stajni").




Kosmetyczka (tj moja mama :)).

Odebranie motociuchów z lekkiego tuningu i łatania dziur po zeszłorocznej Afryce. Dziękuję Renacie z motoodblaski.pl za fachową naprawę!

Manicure (obowiązkowo znowu flagowe kolory), żeby nie było widać brudu pod paznokciami ;)

Fryzjer, żeby nie wygrywać konkursu na najgorszą fryzurę spod kasku.


Pakowanie - najpierw przymiarka, potem modyfikacje - jesssu jak tu się zapakować "z tym wszystkim" w małą torbę i bagaż podręczny? Gdzie spakować kask? Aaaa!


Udało się :)


Do tego miał być jeszcze szybki wypad w czwartek wieczorem, po pracy, na Roztocze na VI Nasze Wyprawy Motocyklowe, tam praca zdalna w piątkowy dzień, wieczorna prezentacja wyprawy do Bhutanu i późnowieczorna podróż do Krakowa, bo rano w sobotę wylot. Ale nie wyrobiłam. Moje opowieści przejął Sambor i zmonopolizował wieczór swoimi opowieściami :)

Uff.

W Medellinie czekają motorki. Bajaj Discover 150 ST. Będzie zabawa :)


Ale zanim je odbierzemy to czeka nas 500 km lokalnym "pekaesem" z Bogoty do Medellinu. A do Bogoty każde z nas leci osobno. Ja z Krakowa przez Amsterdam, Marek z Warszawy prze z Lizbonę.

Trasa wyjazdu jeszcze jest w powijakach - pewnie będziemy ją dopracowywać jak się spotkamy. Bo Kolumbia to olbrzymi kraj i będziemy w stanie sobaczyć jedynie jego wycinek. Jedno jest pewne - z dwóch opcji - nad morze czy w góry - wybraliśmy góry. Jak się uda, to chcielibyśmy odwiedzić: Park Los Nevados, Valle de Cocora i pustynię Tatacoa, a z miast zwiedzić Bogotę, Medellin i Cali.



Kolumbia oferuje naprawdę wiele - wystarczy rzucić okiem na tę >>mapę<<.

Zarejestrowałam się w MSZ-owym systemie Odyseusz - oby nie trzeba było z tego korzystać.


No i oczywiście mam SPOTa - link do śledzenia jest tu: http://goo.gl/9QxRyy
(powinien zacząć nadawać w poniedziałek, z Medellinu, choć może się kontrolnie zamleduję z Bogoty. Albo i Amsterdamu ;))

Będzie dobrze. Musi być :)


5 komentarzy:

  1. Powodzenia i potem obowiązkowo spotkanie w Dębicy! czerwiec? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wyprawa. Tak po cichu zawsze marzyła mi się Ameryka Południowa, chociaż bardziej na drugim jej końcu. Oglądałem fotki na FB, niesamowite tereny. Ciekaw jestem opowieści po wyprawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia! Czekam na relacje - pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń